Ławki

Burlington

Awatar użytkownika

y/o

cm

brak odznak

Post »

mów mi

10poziom

999punkty


Cameron Sanders

budowlaniec

Awatar użytkownika

37 y/o

186 cm

budowlanka

kocha Joyce całym sobą <3

North End

brak odznak

Post »

Stał akurat przy automacie z gorącymi napojami i czekał aż do plastikowego kubka naleje się kawa z mlekiem. Był wystarczająco rozbudzony wydarzeniami dzisiejszej nocy, ale potrzebował małego kopa i miał nadzieję, że odrobina kofeiny mu go da. Także, czekał aż maszyna wykona swoje, gdy dostał wiadomość. Było to o tyle dziwne, że nadawcą była jego żona @Joyce Sanders , która leżała na sali kilka pokoi dalej czekając na dalsze badania, a do tego straciła telefon. Z początku był zdezorientowany, a gdy odczytał wiadomości poczuł wściekłość, aż z tego wszystkiego uderzył otwartą dłonią w automat ze słodyczami za co musiał przepraszać przechodzącą obok pielęgniarkę, która zgromiła go wzrokiem.
Nie wierzył w te bzdury, bo ufał żonie i wiedział, że nigdy by go nie zdradziła, ale świadomość, że jakiś obcy typ mógł jej coś zrobić i wypisywał takie rzeczy doprowadzała go do furii. Tym bardziej, że Joyce nie chciała nic mówić na temat wydarzeń tego wieczora, więc coś musiało być na rzeczy. Nie dopuszczał jednak do świadomości faktu, że cokolwiek się stało, zadziało się za jej zgodą. Chociaż z dwojga złego chyba wolałby taki scenariusz niż żeby stała jej się jakaś krzywda.
Odpisał tajemniczemu mężczyźnie i z kawą wrócił do Joyce, starając się nie dać po sobie nic poznać. Nie chciał jej dokładać więcej zmartwień.
Następny dzień Joyce spędziła w szpitalu na dalszej obserwacji. Po wizycie u niej z dzieciakami wieczorem Cameron odstawił młodszych do dziadków. Żona nadal nie opowiedziała mu o tym, co wydarzyło się ubiegłej nocy, a on nie dociekał, choć w głowie kłębił mu się tabun różnych myśli, które spowodowane były wiadomością od nieznajomego i nadchodzącym spotkaniem. Czy się denerwował? Poniekąd tak. Nie wiedział co go czekało, bo nadawca smsa kreował się na niezłego cwaniaczka, ale czy na żywo też będzie taki mocny w gębie, to się okaże.
Pod pretekstem awaryjnego wyjścia z psem wybrał się w nocy w umówione miejsce. Psa oczywiście nie zabrał ze sobą. Zostawił go w samochodzie, bo raczej biała puszysta kulka wielkości niewiele większej niż piłka do koszykówki raczej niewiele by mu pomogła w razie niebezpieczeństwa. Nie czuł się też zagrożony, wówczas zabrałby większego psa, ale Misiek, jak go pieszczotliwie nazywała jego córka, wolał spać. To raczej nieznajomy postępował ryzykownie chcąc się spotkać z mężem kobiety, którą skrzywdził, bo Cameron sam sobie nie ufał w kwestii tego, co zrobi, jak zobaczy tą parszywą mordę.
Na Centennial Woods pojawił się grubo przed czasem, więc przez chwilę siedział w aucie, by w wyznaczonym miejscu i tak pojawić się przed czasem. Nie potrafił dłużej czekać, chciał to mieć za sobą. Rozejrzał się dookoła, ale nie dostrzegł żadnej sylwetki. Spojrzał na wyświetlacz telefonu, by sprawdzić godzinę. No tak, do trzech po północy brakowało jeszcze kilku minut.

@Frederic Kennedy

mów mi

2poziom

13punkty


Frederic Ulric Charles Kennedy

Tatuażysta

Awatar użytkownika

26 y/o

188 cm

z sercem na dłoni

miałem dumnie stać na warcie ale

ta skamielina raniła mi tylko palce

Downtown

brak odznak

Post »

Od momentu wstania nie mógł usiedzieć na miejscu. Za bardzo rajcowała go perspektywa nocnego spotkania. Nie potrafił sobie po prostu znaleźć miejsca, bo wiedział że dzisiejszej nocy nie tylko dostanie niesamowitą pożywkę dla duszy, wyżyje się fizycznie ale jeszcze odpłaci się za upokorzenie którego spotkało - chociaż o tym że faktycznie tak było, wiedział tylko on. Dobrze zatarł ślady. Mimo to nie mógł się doczekać, patrząc na zegarek średnio co kilkanaście minut odkąd tylko zapadł zmrok. Oczywiście wyszedł z domu odpowiednio przygotowany, musiał bowiem brać pod uwagę że coś może pójść nie tak. Miał ze sobą broń, na wypadek gdyby przyszedł z kolegami. Gdyby zaś okazało się że gdzieś w pobliżu czatuje na nich policja, wówczas jego tam nigdy nie było, prawda? A czemu jest uzbrojony? Bo lubi chodzić po nocach po parku, a kto wie czy go ktoś nie napadnie. Spakował też oczywiście wszystkie rzeczy Joyce...wszystkie, z wyjątkiem telefonu. Na wypadek gdyby ktoś chciał go wyśledzić po logowaniach też był przygotowany - naładował go poza swoim mieszkaniem, w barze za pomocy powerbanka, wyłączył go też na długo nim wrócił z nim do domu. Czemu telefon sobie zostawił? Ponieważ wiedział że to zmuszało kobietę by wrócić do jego domu, wręcz do paszczy lwa - a w każdym razie ktoś będzie się musiał po niego zjawić.
Nie mógł wytrzymać do momentu spotkania więc postanowił wyjść z domu o wiele za wcześnie. Zanim jednak to zrobił przygotował się odpowiednio dla siebie. Po jednej kresce na każdą dziurkę w nosie i dodatkowo trochę w dziąsła i mógł wychodzić. Wiedział że nim skończą, będzie miał wystarczającą dawkę energii by można było w pełni powiedzieć że ma wręcz nieuczciwą przewagę. Nie oszukiwał się bowiem, wiedział że dojdzie do mordobicia, prędzej czy później i kręciło go to jak cholera. Najchętniej połamałby facetowi wszystkie gnaty i to tylko z tego durnego powodu - tylko dlatego że jego żona ostatecznie nie stała się jego zabawką erotyczną. W umyśle Freda wszystko było jasne - gość zasługiwał na karę.
Kręcił się chwilę po parku zanim udał się na miejsce spotkania - badał teren, poza tym nie byłby w stanie ustać w miejscu, za bardzo go nosiło - trochę była to kwestia prochów, a trochę tego że z każdą minutą która wlekła się niemiłosiernie czuł coraz większą potrzebę by się wyładować. W końcu jednak nadszedł ten moment. Rozejrzał się czy nikt go nie obserwuje i naciągnął kominiarkę na głowę, zarzucił też kaptur bluzy - wolałby zdecydowanie żeby gość nie mógł go potem rozpoznać, bo jeszcze ktoś mógłby potraktować sprawiedliwe wymierzanie kary jako "napaść" czy "pobicie". A nie uśmiechała mu się odsiadka, szczególnie że z tego to już nawet jego kuzyn mógłby go nie wyciągnąć. Zbliżał się do ustalonego miejsca, czując jak po plecach przebiegają mu dreszcz za dreszczem - czuł podniecenie niczym przed jakimś wielkim wydarzeniem. Trochę też się denerwował - był butny, arogancki i nadmiernie pewny siebie, ale brał w rozrachunku pod uwagę że coś może pójść nie tak. I wreszcie dotarł. W kieszeni przedniej bluzy trzymał lewą dłoń, z założonym kastetem - jedna z jego bramek bezpieczeństwa, na wypadek gdyby coś szło nie tak. W rękawie drugiej ręki zaś wsuniętą miał pałkę teleskopową. Zbliżył się do mężczyzny, będąc przygotowanym że ten może spróbować go przechytrzyć - w końcu nie takie głupie by było gdyby Cameron zamiast dzień dobry postanowił mu przyłożyć. Chociaż byłoby to strasznie niehonorowe - godność nakazywała aby najpierw stanęli przed sobą twarzą w twarz zanim zacznie być gorąco.
- Witaj, Sanders - rzucił cicho zbliżając się. Jednak chwilę zanim stanął przed mężczyzną zorientował się o jednym fakcie.
Fred nie miał godności. Dlatego też gdy znalazł się w odpowiedniej odległości, wysunął pałkę z rękawa i wykonał mocny zamach rozkładając ją. A cel? Oczywiście kolano mężczyzny stojącego przed nim. To było paskudne zagranie, mogło mu dać jednak przewagę. A najważniejszy był efekt, nie czy jego metody są w porządku. Bądź co bądź, czemu miałby przedłużać? Oboje nie pałali do siebie sympatią, prędzej czy później musiało do tego dojść.


@Cameron Sanders
Kiedy widzisz mnie z kieliszkiem w ręce, to nie podchodź, będziesz moja nawet jeśli nie chcesz.

mów mi

1poziom

9punkty


Cameron Sanders

budowlaniec

Awatar użytkownika

37 y/o

186 cm

budowlanka

kocha Joyce całym sobą <3

North End

brak odznak

Post »

Cameronowi nawet nie przyszło do głowy brać ze sobą obstawę. Nie tyle już nawet chodziło o to, że nieznajomy mu to polecił w wiadomości, a po prostu nie widział takiej potrzeby. Wbrew pozorom nie szedł na to spotkaniem z zamiarem mordobicia, choć było to wysoce prawdopodobne. Normalnie nie był typem skorym do bójek i będąc jeszcze szczylem też rzadko się w nie wdawał. Swoim dzieciom zawsze powtarzał, że przemoc nie jest sposobem na rozwiązywanie konfliktów z rówieśnikami, gdy dowiadywał się od nauczycielek z przedszkola o jakiś przepychankach, ale w zaistniałej sytuacji każdy by chyba zrozumiał odstępstwo od tej reguły.
Nie czekał długo, gdy po jednym czy drugim odgłosie wydawanym przez nocne zwierzęta usłyszał chrzęszczenie żwiru pod czyimiś stopami. Na dźwięk swojego nazwiska odwrócił się do mężczyzny i... się zdziwił. Miał nadzieję spojrzeć w twarz temu człowiekowi (zbyt górnolotne określenie na kogoś takiego, no ale...), choć sam nie wiedział co chciał w niej ujrzeć, bo skruchy raczej się nie spodziewał, a tymczasem zobaczył zamaskowana postać. To już nawet Freddy Kruger nie wstydził się swojej zmasakrowanej przez ogień zemsty twarzy, ale on nie miał nic do stracenia, bo przecież był martwy, w przeciwieństwie do młodzieńca, który swoimi decyzjami mógł zniszczyć sobie życie. O ile Joyce nadal nie zdradziła tożsamości mężczyzny, z którym spędziła część poprzedniej nocy, a co za tym idzie nie mogli (a może kobieta nawet nie chciała) zgłosić go na policję, tak Cameron nie miałby z tym problemu, więc Kennedy sprytnie postąpił maskując się.
- Taki chojrak z ciebie, a nie masz odwagi pokazać twarzy? - żachnął i zanim zdążył cokolwiek więcej zrobić zobaczył pałkę wysuwającą się z rękawa mężczyzny. Źrenice Sandersa minimalnie się rozszerzyły na ten widok i choć dla swojej córki zawsze był tym, który niczego się nie bał, tak w tym momencie nie był tym nieustraszonym pogromcą smoków, którego często odgrywał w ich wspólnych zabawach. W momencie, gdy oberwał w kolano zrozumiał, że to spotkanie to była jakaś chora zasadzka. Pod wpływem niespodziewanego uderzenia, które zapewne nie przypominało lekkiego muśnięcie, noga mu się zgięła w bólu. Na szczęście przechylając się zdołał zaasekurować się rękami, więc nie roztrzaskał kolana o podłoże.
- Nie tylko odwagi, ale i honoru też za grosz nie masz - powiedział, nie spuszczając wzroku z zamaskowanej postaci. Nie miał w zasięgu ręki niczego co mógłby użyć do samoobrony, więc wstając powoli do pionu zacisnął dłoń na garści piasku. Noga go bolała, więc kulejąc zrobił krok w stronę bandyty i sypnął mu w twarz piachem z nadzieją, że choć w minimalnym stopniu wyrówna to ich szanse.

@Frederic Kennedy

mów mi

2poziom

13punkty


Frederic Ulric Charles Kennedy

Tatuażysta

Awatar użytkownika

26 y/o

188 cm

z sercem na dłoni

miałem dumnie stać na warcie ale

ta skamielina raniła mi tylko palce

Downtown

brak odznak

Post »

Nie przejął się zupełnie obelgą którą uraczył go Cameron. Miał gdzieś co sobie o nim pomyśli, w końcu czemu miałby się przejmować opinią kogoś do kogo żywił równie ciepłe uczucia co do worka treningowego?
- Na Twoim miejscu odnosiłbym się do mnie grzeczniej, ale to Twoje życie. Chcesz, to ryzykuj - odparł spokojnie, chociaż w jego głosie czaiła się chłodna furia. Nie żeby jego wypowiedź miała tu jakiekolwiek znaczenie - po prostu gość go irytował samym swoim istnieniem. A może raczej, irytowała go wierność żony Camerona, ale był pewien że jest w tym dość winy Sandersa że powyżywanie się na nim trochę będzie wręcz sprawiedliwością. Z jego punktu widzenia w każdym razie.
- Tylko amator odpuścił by zwycięstwo w imię czegoś tak irracjonalnego jak honor - odpowiedział mu tylko. Błąd. Idiotyczny błąd. Rozgadał się, przez co nie zauważył że właśnie przepuścił swoją przewagę przez palce. Czyli jednak - tuż po tym jak gadał o amatorach, sam okazał się jednym z nich. Cholera. A mógł faktycznie wziąć przyciemnione okulary, ale zupełnie o tym zapomniał przez co jego oczy były niczym niechronione przed ciałem obcym które posłał w ich stronę Sanders. No tak, teraz faktycznie się wściekł. Puścił kastet zostawiając go w kieszeni. Na szczęście doskonale wiedział gdzie facet stał, bądź co bądź po tym jak mu już przyłożył to raczej jego przeciwnik nie był królem prędkości. Wycelował więc tam gdzie jego zdaniem znajdował się prawy bark Camerona i z rozmachem zaatakował go swoim wspaniałym "narzędziem zbrodni". Wolną ręką zaś próbował pozbyć się piachu z oczu i zaczął je przecierać, to jednak sprawiało że zupełnie nie trzymał żadnej gardy - miał tylko nadzieję że trafi i po prostu jego przeciwnika na chwilę zamroczy ból. A jak nie - dalej miał minimalną przewagę w postaci broni. Na wszelki jednak wypadek, po uderzeniu (niezależnie od tego czy trafił czy nie) postanowił się trochę odsunąć.
- Cóż za piękna historia na książkę, prawda? Facet któremu ktoś przeleciał żonę, spotkał się z tym komu się oddała i dostanie wpierdol. Plot twist polega na tym, że żaden z nas jeszcze nie wie, czy biedny mąż wyjdzie z tego cało, zachowując życie - warknął, gdy już zwiększył dystans, starając się odzyskać wzrok zanim przejdzie do dalszej części "zabawy". Całe szczęście że zdążył się przed wyjściem trochę znieczulić, bo wątpił by udało mu się przetrwać starcie bez przyjęcia kilku ciosów. Albo kilkunastu. Bądź co bądź, jego przeciwnik nie był jakimś konusem, musiał więc być ostrożny.
Albo odnaleźć rozrywkę w dostawaniu w ryj - bądź co bądź, do delikatnych nie należał i czasem sam się zastanawiał czy nie wplątuje się w bójki nie tylko po to by skrzywdzić kogoś, ale czy nie cieszy go też gdy ktoś krzywdzi jego. Może kiedyś się dowie.

@Cameron Sanders
Kiedy widzisz mnie z kieliszkiem w ręce, to nie podchodź, będziesz moja nawet jeśli nie chcesz.

mów mi

1poziom

9punkty


Cameron Sanders

budowlaniec

Awatar użytkownika

37 y/o

186 cm

budowlanka

kocha Joyce całym sobą <3

North End

brak odznak

Post »

Jeśli z początku nie był świadomy tego z kim miał do czynienia, tak z każdą sekundą przekonywał się coraz bardziej, że typ, z którym przyszło mu się spotkać był totalnym świrem., po którym nie wiadomo było czego można się spodziewać. Z kolei Cameron też nie zachował się zbyt mądrze, przychodząc w środku nocy do lasu na spotkanie z nieznajomym, bo już po otrzymanych wiadomościach powinien się zorientować, że to był nienormalny człowiek. Brakowało tylko, żeby zamiast czarnej kominiarki miał białą maskę Ghostface’a i zaczął nagle wykrzykiwać "What’s up!". Także może Cameron sam był sobie winny tego pulsującego z bólu kolana?
Do tego po chwili jeszcze oberwał w bark. Co prawda, nie było to tak mocne uderzenie, jak napastnik to sobie zaplanował, bo Cameron spodziewał się, że po jednym ataku nastąpi drugi, więc gotowy był do uniku, ale jednak za słaby miał refleks i pałka musnęła jego bark.
- Ty sukinsynu, jeszcze raz wspomnij o mojej żonie albo pomyśl o niej choćby przez sekundę - wycedził przez zęby. Nagle w podczas kolejnej fali złości Sanders poczuł przypływ siły i ból, jakby przestał być tak uciążliwy. Ważniejsze było w tym momencie, by dać temu gnojowi nauczkę. Utykając zbliżył się do rywala, by wymierzyć mu cios w szczękę. Może nie mógł zobaczyć twarzy przeciwnika, ale mimo kominiarki nadal mógł walnąć mu sierpowego, choć i Sanders poczuł przez to ból w ręce. Nie przeszkadzało mu to jednak, by wystosować kolejną serię uderzeń nie bacząc na promieniujące dolegliwości i ataki ze strony oponenta. Był wściekły i choć żadnych używek nie spożywał dzisiejszego dnia, to w tej chwili nie myślał trzeźwo. Miał ochotę zmasakrować tego typa. Choć wiedział, że przechwałki mężczyzny o jego zbliżeniu z Joyce były wyssane z palca, co potwierdziło badanie lekarskie, to na myśl o tym, że naćpał ją jakimś świństwem i mógł ją… Nie, nawet nie chciał o tym myśleć, bo aż się w nim gotowało.

@Frederic Kennedy
Sorry, nie umiem w bicie :c

mów mi

2poziom

13punkty


Frederic Ulric Charles Kennedy

Tatuażysta

Awatar użytkownika

26 y/o

188 cm

z sercem na dłoni

miałem dumnie stać na warcie ale

ta skamielina raniła mi tylko palce

Downtown

brak odznak

Post »

- To może tak - na początku chciałem powiedzieć coś o jej gorącym wnętrzu, ale potem przypomniałem sobie jak łapczywie bierze się do roboty na kolanach - odwarknął mu z wyjątkowo nieprzyjemną nutą w głosie.
W końcu przestał widzieć ciemność i widział cokolwiek. Stracił jednak na to cholernie dużo czasu - na tyle dużo że nie był wystarczająco dobrze przygotowany na atak, a próba uniknięcia tego sierpa...nie powiodła się absolutnie. Kolejny idiotyczny błąd, a przecież ten utykający dziadyga nie powinien być w stanie nawet się do niego zbliżyć w swoim aktualnym stanie - to sprawiło że Fred poczuł lekką odrazę do samego siebie. Co on dzisiaj wyczyniał? Zupełnie tracił kontrolę, mimo swojej zbudowanej od startu przewagi, był nierozważny i pozwalał przeciwnikowi na zdecydowanie zbyt wiele.
Dopadł go kolejny cios, potem następny. Kennedy nie rozumiał czemu tak tępo stoi i daje się okładać - prawdopodobnie intensywność z jaką okładał go mężczyzna wybiła go z rytmu. Kolejne uderzenie. Przez głowę przemknęło mu jak mógł doprowadzić do tego że teraz to Sanders był górą - przygotował się doskonale, miał odpowiednią motywację...i dodatkowo nie miał nic do stracenia. Któryś z ciosów Camerona prawdopodobnie trafił w jego łuk brwiowy, bowiem pod kominiarką zaczął wyczuwać stróżkę krwi spływającej mu po twarzy i niebywale go to rozbawiło.
Przyjął jeszcze jeden cios, następnemu jednak nie zamierzał pozwolić dosięgnąć celu - w międzyczasie chwycił kastet i prawą ręką unieruchomił rękę tamtego, dłonią uzbrojoną w swojego "małego pomocnika" zaś przyłożył mężczyźnie w łokieć. Z trudem się powstrzymywał od parsknięcia, mimo że kolejne uderzenie dosięgnęło też jego - w jakiś pokręcony sposób fakt że dostawał w ryj wcale mu nie przeszkadzał. W jakiś pokręcony sposób sama świadomość co zaraz mu za to zrobi, dodawała mu radości z życia.
A perspektywa że jeśli tak dalej pozwoli mu się okładać, to mężczyznę może ponieść i
Fred skończy jako zimny trup dodała całej sytuacji odpowiedniej pikanterii. Podjarał się.
Wiedział że to nie jest już zwykłe mordobicie. Wiedział że tu już nie ma zasad, chociaż...tak właściwie nigdy ich nie było. Zamachnął się więc pałką teleskopową, celując w biodro Camerona, lewą ręką starając się zatrzymać chociaż część ataków wymierzonych w niego samego. Następnie postanowił wykonać jeszcze dwa ruchy - pierwszym z nich było kolejne uderzenie bronią, tym razem na cel biorąc sobie prawą rękę mężczyzny, a konkretniej łokieć który już wcześniej stał się celem ataku. I znowu Kennedy oberwał, totalnie jednak już nie zwracał na to uwagi, ból był dla niego tylko motorem do dalszego działania dlatego też zamachnął się kastetem biorąc sobie na cel twarz dżentelmena z którym przyszło mu się mierzyć. Nie zależało mu jednak na tym czy faktycznie jego uderzenie sięgnie celu - to była tylko dywersja, bowiem prawdziwy jego zamiar był zdecydowanie mniej przyjemny. I już na pewno mniej honorowy.
Po prostu postanowił zasadzić mu kopniaka w krocze. Kolanem. Z porządnym zamachem. Teraz już nie mógł się dłużej wstrzymywać - po prostu wybuchnął gromkim śmiechem o niebezpiecznym zabarwieniu szaleństwem.
- Zatłukę Cię, wiesz o tym? - wyrzucił z siebie na jednym wydechu, spluwając jednocześnie krwią. Ciekawe. To od uderzenia? A może ugryzł się w język? A może to spływ z łuku brwiowego? Nie miało to znaczenia. Miał to w dupie czy krwawi, bo to krwi i rozpaczy tego faceta pragnął w tej chwili najbardziej.
A Frederic gotów był zrobić naprawdę wiele paskudnych i niemoralnych rzeczy by dostać to czego pragnie.

@Cameron Sanders
Kiedy widzisz mnie z kieliszkiem w ręce, to nie podchodź, będziesz moja nawet jeśli nie chcesz.

mów mi

1poziom

9punkty


Cameron Sanders

budowlaniec

Awatar użytkownika

37 y/o

186 cm

budowlanka

kocha Joyce całym sobą <3

North End

brak odznak

Post »

-Zamknij się, powiedziałem! - ryknął. Z każdym obraźliwym słowem rzucanym pod adresem Joyce przez zamaskowanego mężczyznę Sandersa ogarniała go coraz większa furia. Przez chwilę miał przewagę, wymierzając kolejne ciosy, ale nie trwało to długo nim przeciwnik wziął się w garść kontratakują z niemal zdwojoną siłą. Chwila nieuwagi, moment na zaczerpnięcie powietrza i Cameron przepłacił to rozrywającym bólem w łokciu spowodowanym kolejnym narzędziem, jakie oponent postanowił wykorzystać by przechylić szansę na swoją stronę. Sanders jednak nie pozostawał bierny i napędzany adrenaliną i wściekłością nie tylko bronił się przed kolejnymi ciosami, ale dokładał cegiełkę od siebie. Zablokowanie uderzenie pałką skutkowało palącym bólem w przedramieniu, który starał się zignorować, by przeprowadzić natychmiastowy kontratak celując pięścią w brzuch mężczyzny. Zaraz po tym niespodziewanie oberwał w klejnoty aż otworzył szerzej oczy i cofając kilka niewielkich kroków zgiął się w pół trzymajac w miejscu urazu. Jednocześnie wydobył z siebie jęk w stylu ugh, a przy tym poplul się śliną z domieszką krwi, której smak już wcześniej czuł w ustach.
- Dawaj, nie żałuj sobie - wystękał. Nie wiedział co chciał osiągnąć podpuszczając jeszcze bardziej rywala. Ani to było mądre, ani nie przyniosło mu żadnych korzyści. Po tym ataku poniżej pasa - dosłownie i w przenośni, bo to było więcej niż chamskie - odcięło mu na moment prąd. Zdołał jednak cofnąć się jeszcze o kilka kroków ledwo idąc skulonym z bólu. Zauważył w tym czasie sporych rozmiarów kij oparty o stół piknikowy. Prawdopodobnie, jakiś turysta wędrując po okolicznych szlakach używał go jako laski dla odciążenia kolan, a tymczasem dla Camerona będzie to idealna broń. W tamtą stronę więc skierował swoje powolne kroki.
-A może jeszcze czymś chciałbyś się pochwalić? - wychrypiał, krzywiąc się przez dolegliwości spowodowane wszystkimi urazami, jakich doznał tej nocy. Chciał odwrócić uwagę mężczyzny od tego co zamierzał zrobić, a zdążył zauważyć, że ten lubił gadać. Szczególnie o tym co to się nie działo poprzedniej nocy... Dosięgając kja czuł się niczym Morgan z Walking Dead i że ich szanse będą nieco bardziej wyrównane, choć Sanders w tej walce już i tak mocniej oberwał.

@Frederic Kennedy

mów mi

2poziom

13punkty


ODPOWIEDZ

Wróć do „Centennial Woods”