Szlak

Burlington

Awatar użytkownika

y/o

cm

brak odznak

Post »

mów mi

10poziom

999punkty


Margo Palicki

programmer & graphic designer

Awatar użytkownika

23 y/o

170 cm

programming and chill

i mean, fuck feelings, yeah?

but i'll charm you anyway

Downtown

brak odznak

Post »

- 1 -

Zapowiadał się naprawdę piękny dzień.
Wolne, brak jakichkolwiek obowiązków, zajęć, pracy i nowych zleceń; nawet pogoda wydawała się naprawdę wypięknieć, a wizja pojechania na wycieczkę rowerową chodziła za mną od chwili, w której znalazłam go przez właściwie przypadek. Miałam się na niego przerzucić i dojeżdżać na uczelnię właśnie tym jednośladowcem, a jednak wciąż wsiadałam rano w samochód, właśnie nim dojeżdżając na wykłady, po drodze zahaczając oczywiście o kawiarnię. Będąc na rowerze nie mogłabym przecież równocześnie pić swojej ulubionej kawy i prowadzić, wyklinając tym samym niedzielnych kierowców, wlekących się po ulicach i tworzących sztuczne korki, z biegiem czasu przeradzające się w te prawdziwe.
Wszystko było dobrze, przynajmniej na początku. Wyjechanie z miasta okazało się nie być wcale takie trudne, a znalezienie się wśród drzew też nastąpiło szybko. I akurat w momencie, kiedy poczułam się naprawdę bezpiecznie, choć daleko od gwaru miasta, cały ten czar zdał się prysnąć.
Może i to efekt zbyt długich maratonów poświęconych na horrory, ale słysząc przebijajaną oponę, potem lecąc na ziemię z, na całe szczęście, niezbyt dużą prędkością, w głowie pojawiła mi się myśl, że przecież nie wrócę już do domu. Zostanę w tym lesie i zjedzą mnie jakieś kanibale, jak w tym filmie z dwa tysiące szóstego, Wzgórza mają oczy.
Teraz tylko mogłam sprawdzić, co jest nie tak z rowerem i mieć nadzieję, że uda mi się to w miarę szybko naprawić. Najwyżej będę musiała iść z przebitym przednim kołem, wlekąc za sobą cały sprzęt. Już nawrt nawet te siniaki i pojedyncze zadrapania nie były takie straszne; teraz po prostu nie chciałam zostać zjedzona przez jakiegoś mu tamta, który wyskoczy mi zza drzewa. I chyba trochę wierzyłam, że to się wydarzy, bo serce tylko przyspieszyło swoje tętno.

mów mi

1poziom

0punkty


Gwen Parker

Policjantka na stażu

Awatar użytkownika

20 y/o

159 cm

Stać! Policja!

I need to move on.

I don't know if I wanna love again

North End

Obrazek

Post »

Nie należała oficjalnie do straży. Sierżant Wright nie był zbyt zachwycony tą inicjatywą, żeby totalni amatorzy zajmowali się takimi rzeczami. W jakimś stopniu się z nim zgadzała — jeśli rzeczywiście, ktoś natrafiłby na jakiś ślad, łatwiej o zatarcie, bo ludzka ciekawość w takich sprawach bywa zbyt silna. Nawet jeśli potencjalne zagrożenie może czuwać tuż za rogiem, trudno oprzeć się uczuciu, które towarzyszy temu, że możemy odegrać jakąś ważną rolę.
Ale ludzi też rozumiała — nie chcieli czekać bezczynnie, nie chcieli, żeby ich siostra, córka, czy dziewczyna padły ofiarą psychola. Tak, trzeba nazwać rzeczy po imieniu. To był psychol, bo nikt normalny nie robi takich rzeczy młodym dziewczynom. Dlatego postawiła na swego rodzaju półśrodek — nie uczestniczyła w straży sąsiedzkiej, bo była za młoda, ale też wybierała się na spacery po miejscach, gdzie w pobliżu przebywały tego dnia patrole. Gotowa była w razie czego interweniować. Pod kurtką, na pasku, miała przyczepioną broń; zupełnie niewidoczna na pierwszy rzut oka. W kieszeni kurtki odznaka. Nie chciała rzecz jasna nikogo zastrzelić, ale jeśli miałaby się bronić, była gotowa spłoszyć kogoś hukiem lub postrzelić w newralgiczne dla uciekania miejsce, jak na przykład stopa.
Dzisiaj też wybrała się na taki spacer, wiadomo — policjant powinien być w formie, dlatego, nawet jeśli wpadnie na jakiegoś ze swoich kolegów, to właśnie tak wytłumaczy swoją obecność w takim, a nie innym miejscu.
Listopadowe wieczory dawały się chyba wszystkim we znaki. Ciemność zapadała szybciej, a snująca się mgła, dodawała nieco grozy i zapachu wilgoci. Liście, opadłe już jakiś czas temu, wydzielały tą specyficznie smętną woń, która kojarzyła się z tym, że człowiek powinien jednak spędzać wieczory w ciepłym domu — jak typowa jesieniara; ciepłe kakao, książka, kocyk i uderzenia deszczu o szybę, a taki zapach, ta jesienna woń, mogłaby wpadać przez szczelinę uchylonego okna.
Patrol, którego członków nie widziała zbyt dobrze, chyba niczego nie znalazł, bo zachowywali się bardzo spokojnie. Gwen w zasadzie to ucieszyło, bo mogła spokojnie przysiąść na ławce, całkiem niedaleko wejścia na szlak.
W takich chwilach myślała sobie, że gdyby paliła, to byłby idealny moment na rozgonienie mroku, ogniem zapalniczki, czy nawet końcówką papierosa. Ale nie paliła i blask znad parkingu, który znajdował się całkiem niedaleko, musiał jej wystarczyć.
Jeden z mężczyzn z patrolu chyba czegoś zapomniał, bo chociaż był już prawie u wyjścia, nagle zawrócił. A może to ją wziął za podejrzaną? No bo czemu niby, w dobie takich zagrożeń, młoda dziewczyna siedzi sama na skraju lasu?
Gdy zbliżył się, zrozumiała, że nie zna go osobiście, a jedynie gdzieś widziała go przelotem, ale teraz, w pierwszym momencie nie mogła skojarzyć skąd. Skórzana kurtka, ciężkie buty... nawet jeśli gdzieś go wcześniej wypatrzyła, chyba wyglądał zgoła inaczej.
- Dobry wieczór... - Powiedziała, gdy zrozumiała, że jednak to jej osoba jest celem jego powrotu. Odchyliła się lekko, co mogło wydawać się pozą nonszalancką, ale jednocześnie, miała stamtąd bliżej dłonią do kabury. Tak na wszelki wypadek.

@Victor Rowley

Liv #4000mów mi

1poziom

6punkty


Victor Rowley

Ksiądz

Awatar użytkownika

33 y/o

198 cm

Księżulkowanie

potrzeba mi (G)wen do kazań

Głoszenie kazań na zlecenie

brak odznak

Post »

Ludzie przystępują do działania, kiedy czują, że władza sobie nie radzi. Tak też było i w tym przypadku. Miasto spotkała taka straszna tragedia, a tymczasem policja nie oferuje żadnych poszlak, żadnych danych, żadnych dowodów. Nic więc dziwnego, że oburzone społeczeństwo postanowiło, że skoro policja nie potrafi, to oni sami się tym zajmą. Zwykła, oddolna inicjatywa motywowana troską o dobro własne, ale także dobro swoich sióstr, matek i córek, które mogły być następne w kolejce. Nawet jeśli większość z nich byłaby bezradna, gdyby trafili na tego zwyrodnialca, to i tak myśleli, że coś uda im się zdziałać.
Nie inaczej było z księdzem, który zapisał się do straży niemal natychmiast. Różnica pomiędzy nim, a resztą była jednak taka, że księżulek nie był sam. On miał po swojej stronie Boga! Nie należy jednak zapominać, że Bóg jest w trzech osobach, więc tak naprawdę Victor nie przemierzał chaszczy samodzielnie, a w grupie. On był bezpieczny. Co prawda, pod kurtką nie miał żadnej broni, ani kajdanek, ale posiadał za to łańcuszek z krzyżem oraz dwa nieśmiertelniki. Były ze srebra, więc gdyby okazało się, że sprawcą jest jakiś wilkołak, to ma się czym bronić. Wampiry też mu nie były straszne. Zresztą, spoglądając na Victora, można było odnieść wrażenie, że to właśnie on jest tutaj zagrożeniem. Przez myśl przeszedł mu nawet cytat z filmu "to nie ja jestem tutaj zamknięty z wami, to wy jesteście zamknięcie ze mną"! Pozory jednak bardziej mylić nie mogły. Pomimo tego, że ksiądz miał prawie dwa metry wzrostu i szerokie bary, był łagodny niczym baranek. Nie wierzył, że zdzieranie knykci doprowadzi do czegoś sensownego, a podstawy do takiego stanowiska miał całkiem mocne. Swojego czasu przekonał się, że to ślepa uliczka.
W każdym razie, skoro był już w tej straży sąsiedzkiej, to powinien nie tylko szukać śladów, ale także dbać o to, żeby podobna sytuacja się nie powtórzyła. Los nawet podsunął mu okazję do bycia dobrym samarytaninem, bo kątem oka zauważył na ławce samotną owieczkę. Niska, niepozorna i bardzo bezbronna. Brunet uśmiechnął się delikatnie pod nosem i zmrużył oczy. Podejść? Zainteresować się? Przez moment bił się ze swoimi myślami, aż w końcu sięgnął do kieszeni, wyciągając z niej paczkę papierosów. Po chwili bibułka z trucizną znalazła się między jego wargami, a ogień wydobywający się z samotnej zapałki podpalił jeden koniec bibułki. Pierwsze zaciągnięcie się i błogie uczucie dostarczenia nikotyny do organizmu i to naprawdę uczucie, bo tak szybko by się nie rozeszła. Victorowi to jednak wystarczało. Palenie papierosów było swoistym rytuałem, jego małym grzechem, którego nie mógł się pozbyć. Ale żeby sobie nikt nie myślał, że ksiądz był już przesiąknięty grzechem do szpiku kości, spalona zapałka nie wylądowała na ziemi, a została grzecznie schowana do pudełka.
Rytmiczny krok i dźwięk wydobywający się spod grubej podeszwy skórzanych butów zdradzały, że wilk ksiądz ruszył w stronę owieczki. Ubrany cały na czarno, jak to ksiądz, posiadał na sobie skórzaną kurtkę, spod której wyglądała koszulka jednego z jego ulubionych zespołów czyli "Ghost", co było trochę zabawne z uwagi na wygląd głównego wokalisty, ale nic na to nie poradził. Zresztą sam obecnie nie wyglądał o wiele lepiej, więc byłoby to co najmniej dziwne, gdyby zwracał na to uwagę.
- Dobry wieczór. - odpowiedział z delikatnym uśmiechem, który zarysował się na jego twarzy. Zaciągnął się jeszcze raz papierosem i rozejrzał dookoła. Nie lubił sztucznie napędzać rozmowy, a okolica była na tyle ładna, że można było poświęcić chwilę na jej docenienie.
- Jesteś tu sama? W parku? Po zmroku? Niezbyt rozsądne wyjście w świetle ostatnich wydarzeń. - wypalił w końcu, przenosząc ciężar swojego ciała na prawą nogę. Na razie nie zamierzał siadać obok dziewczyny. Nie lubił palić na siedząco. To było niezdrowe, a poza tym dym z papierosa mógł polecieć w twarz małolaty, a ksiądz posiadał tyle ogłady, że domyślał się iż nie każdemu to może odpowiadać.

mów mi

1poziom

0punkty


Gwen Parker

Policjantka na stażu

Awatar użytkownika

20 y/o

159 cm

Stać! Policja!

I need to move on.

I don't know if I wanna love again

North End

Obrazek

Post »

Jeśli szłaby ulicą Burlington, zupełnie zajmując się swoimi sprawami, a w tym samym czasie, tę samą ulicę przemierzałby dziennikarz z lokalnego radia lub gazety i postanowiłby zapytać, jak jej zdaniem wygląda typowy ksiądz, opis, jaki otrzymałaby ta osoba, zdecydowanie odbiegałby od tego, kto właśnie stanął przed nią. Ubranie wyrażająca raczej wyznawcę sąsiada z dołu, a nie wielkiego, niebiańskiego podglądacza. Papieros w ustach. I jakiś taki błysk w oku, graniczący niemal z pewnością siebie, która w pewnych kręgach mogłaby uchodzić wręcz za arogancję. A może to tylko ta tląca się iskierka na końcu jego bibułki, dawała ten efekt i oczy tego mężczyzny są zupełnie przyjazne lub... bez wyrazu?
W zasadzie nie miała wiele na swoje wytłumaczenie, ale z drugiej jednak strony nie chciała się tłumaczyć komuś zupełnie obcemu.
Samo jego pojawienie się obok niej mogło również mieć dwojaki charakter. Mógł najzupełniej w świecie naprawdę wziąć sobie do serca misję straży sąsiedzkiej. Zwrócić uwagę na małolatę, która być może dla frajdy lub jakiegoś nierozważnego wyzwania przesiaduje w lesie całkiem niedaleko miejsca znalezienia zwłok. To by znaczyło, że świat ma być może jeszcze szansę, bo istnieją dobre dusze, które chcą naprawdę zmienić coś, pomóc komuś.
Istniała jednak druga opcja, zdecydowanie bardziej creepy, która miałaby uzasadnienie dopiero w ostatnich tygodniach. A mianowicie, że Gwen stała właśnie oko w oko z prawdziwą mordercą, który dokładnie jak jego odwrotność — zwrócił uwagę na małolatę, ale jednak nie po to, by jej pomóc, a jedynie wykorzystać zaistniałą sytuację do swoich podłych czynów.
Tak czy owak, Gwen, mając dobry wzrok (co było rzecz jasna potwierdzone niezbędnymi badaniami wymaganiami w policji), nie mogła nie zauważyć, jak wysoki jest jej rozmówca. Musiał być niemal pół metra od niej wyższy, a i zdecydowanie lepiej zbudowany, wiec naprawdę, tylko broń ukryta pod jej ubraniem stanowiła jedyną ochronę przed ewentualnym atakiem.
A jednak niepotencjalny atak wywołał u Gwen dreszcz... ba, nawet nie był to dreszcz przestrachu, a raczej... no nawet ciężko to nazwać inaczej, niż momentalny wzrost zainteresowania mężczyzną, gdy ten wypowiedział więcej niż wieczorne powitanie.
Brzmiało to cholernie małostkowo i niestety równie naiwnie, jak tylko mogło. Gwen miała cholerną słabość do brytyjskich akcentów. Do tej pory słyszała je jedynie w czasie wypowiedzi w telewizji i raz udzielonej odpowiedzi na pytanie o godzinę.
Okoliczności wtedy, jednak zupełnie nie sprzyjały temu, żeby się nim zachwycić. Teraz teoretycznie też nie powinno jej to obejść, a jedynak niemalże czuła, jak włoski na karku unoszą jej się nieznacznie. Musiała być jednak skupiona, bo cholera wie, co jeszcze ją dzisiaj czeka i będzie musiała się później tłumaczyć kolegom z pracy, że nie zapobiegła atakowi, bo skupiła się na tym, skąd pochodził napastnik.
Patrzyła jednak przez sekundę, może dwie, jak włożony w usta papieros, odrywa się od filtra, a potem spomiędzy warg wylatuje stożka dymu.
- To niezbyt rozsądne zagadywać dziewczyny, które siedzą same w parku po zmroku - Sparafrazowała jego wypowiedź, uśmiechając się na jego modłę, nie mając pojęcia, jak to słowo idealnie pasuje do sytuacji. - A ty co tu robisz? Podejrzewałabym, że może chęć zażycia świeżego powietrza, ale jednak raczej wtedy nie trzymałbyś w dłoni papierosa. - Ach ta angielska forma “you”, która sprawiała, że dystans między ludźmi skracał się niezależnie od ich wieku. A co do papierosów, chociaż sama nie paliła, nie miała nic przeciwko temu, jak długo niedopałki lądowały w koszu na śmieci, a nie stanowiły potencjalne zagrożenie dla ptaków i innych żyjątek.
Chciała zapytać o coś jeszcze, co sprawiłoby, że powiedziałby coś więcej z tym swoim akcentem, ale nie chciała wyjść na jakąś postrzeloną małolatę lub – co gorsza – dziewczynę lekkich obyczajów. A najlepsze było to, że nawet nie wiedziała, w którym momencie zaczął się jej podobać ten inny angielski , ale ile razy słuchała np. Tarona Egertona, czy chociażby Żuczków, to aż się wstyd przyznać. Na szczęście nikt nie dopytywał o takie szczegóły.

@Victor Rowley

Liv #4000mów mi

1poziom

6punkty


Victor Rowley

Ksiądz

Awatar użytkownika

33 y/o

198 cm

Księżulkowanie

potrzeba mi (G)wen do kazań

Głoszenie kazań na zlecenie

brak odznak

Post »

Do tej pory ksiądz wywoływał w ludziach raczej uczucie braku komfortu albo też lekkiej odrazy. Nigdy nie zdarzyło mu się, żeby samo jego pojawienie wywołało u kogoś dreszcze i to zapewne te, które należy zaliczyć do kategorii przyjemnych. Chociaż, będąc dokładnym, chodziło raczej o jego akcent. Victor nie zdawał sobie sprawy z jego mocy z prostego powodu - większość życia spędził wśród ludzi, którzy mieli identyczny akcent. Trudno wobec tego oczekiwać od niego, że pojmie jaką broń posiada i jak może ona oddziaływać na część Amerykanów. Jak tylko się o tym zorientuje, to zacznie to bezczelnie wykorzystywać wobec każdej parafianki i każdego parafianina. Za dnia, w nocy, o północy i w południe. Nikt nie ucieknie przed jego głosem pełnym emocji, wyrazu i przede wszystkim akcentu. Oczywiście będzie go wykorzystywał tylko w kościele i to dla dobra samych wiernych, żeby nie było. Ksiądz jest w końcu dobrym człowiekiem i wie gdzie postawić granice.
Victor nie uzyskał odpowiedzi na swoje liczne pytania, a zamiast nich otrzymał jedynie cwane zdanie wymierzone w jego kierunku. Aż uśmiechnął się pod nosem, kiedy je usłyszał. Więc tak chce się bawić nieznajoma? Rozmowa będzie wobec tego przypominała trochę zabawę w kotka i myszkę, ale ksiądz nie potrafił ukryć tego, że jest fanem takich rozwiązań. Może to zły nawyk, który wszedł mu w krew jeszcze z czasów przedkapłańskich, ale przecież nikt mu nie zarzuci, że droczenie się jest grzechem.
- Nigdy nie mówiłem, że należę do najrozsądniejszych ludzi. Jestem za to z natury bardzo ciekawski i po prostu nie mogłem przegapić idealnej okazji do zadania tych pytań. - odpowiedział z powiększonym, szelmowskim uśmieszkiem. Lubił swobodną konwersację, a teraz wydawało się, że będzie mógł sobie na takową pozwolić i to jeszcze bez większych konsekwencji! Tym bardziej, że dziewczyna nie tylko się broniła, ale także sama aktywnie go zaczepiała. Dobrze, że tylko słownie, a nie tym pistoletem, który schował się przed wzrokiem biednego księżulka.
- Nie możesz docenić świeżego powietrza, jeśli nie masz najpierw kontaktu z zepsutym. To dość logiczne. - pokrętna logika przydawała się w takiej sytuacji najbardziej. Victor doskonale wiedział, że jego nałóg jest niezdrowy i nieodpowiedni, ale z niektórymi przyzwyczajeniami ludzkiej powłoki po prostu nie dało się walczyć - Za to nielogiczne wydaje się siedzenie w parku, kiedy nie tak dawno w okolicy grasował morderca. Ja bym go może jeszcze odstraszył, ale widząc Cię siedzącą samą jak kołek, musiałem się upewnić, że wszystko w porządku. - nie, żeby właśnie sugerował, że siedzi sama w parku po zmroku jak jakaś dziwaczka bez znajomych. Wcale nie miał tego na myśli, wiec dobrze, żeby Gwen tego tak nie odebrała. Ale naprawdę, naprawdę nie miał tego na myśli.
- Więc? Co tutaj robisz, panienko...? Jak masz na imię? - o ile forma you była przyjemna, o tyle Vic lubił znać imię swojego rozmówcy. Sprowadzało to rozmowę na bardziej personalny poziom, na którym można było pozwolić sobie na o wiele więcej.

@Gwen Parker

mów mi

1poziom

0punkty


Gwen Parker

Policjantka na stażu

Awatar użytkownika

20 y/o

159 cm

Stać! Policja!

I need to move on.

I don't know if I wanna love again

North End

Obrazek

Post »

Gwen, gdyby wiedziała, że rozmawia z księdzem, z pewnością nie dałaby swojej wyobraźni galopować w taki sposób, w jaki zdarzyło jej się przed chwilą. Nie pozwoliłaby, żeby jej drobne ciałko przebiegł dreszcz. To z resztą nie była kwestia, o której ksiądz kiedykolwiek miałby się dowiedzieć, jeśli jej akurat przyjdzie porozmawiać z nim ponownie, a czerń, którą on przywdzieje, będzie miała charakter jego “munduru”. Gwen w swoim życiu popełniła kilka głupot, ale nie sądziła, że kiedykolwiek wewnętrzne westchnienie z jej ust będzie spowodowane osobą duchowną. Na razie, jednak mogła mieć swoje własne przemyślenia na temat jegomościa w czerni.
A, że nie odpowiedziała mu na zadane pytanie? Cóż, nie była przecież na spowiedzi — a przynajmniej w tym momencie jej się tak wydawało. Dlatego rozmowę pociągnęła w taki, a nie inny sposób, być może nawet lekko zadziornie podchodząc do sprawy, biorąc pod uwagę fakt, że przecież nie nie było w ostatnim czasie najbezpieczniej.
Dwie dziewczyny, wiekiem zbliżone do Gwen — a ona sama w lesie, a na dodatek teraz pogrążając się w rozmowie z nieznajomym.
- Wychodzi na to, że jest nas dwoje. Mówiono mi, że powinnam być rozważniejsza, ale czasem zwykła ludzka natura bierze górę, prawda? I niektórym rzeczom zwyczajnie trudno się oprzeć. - Mówiła rzecz jasna o sprawach typu sprawdzenie szlaku na potencjalnego zbrodniciela. Być może była butna, być może nawet nieco zbyt pewna siebie, ale nie teraz — ogólnie, przychodząc tutaj i kusząc los, opatrzność, czy cokolwiek mogło kusić. - Jesteś dziennikarzem? - Skoro chciał zadawać pytania, to była pierwsza rzecz, jaka przyszła jej do głowy. A wtedy musiałaby za wszelką cenę uniknąć tego, żeby wyszło na jaw, że jest z policji. Po pierwsze — sierżant Wright by ją zabił, za to, że włóczy się po nocy sama po lesie. A po drugie, jeśli kiedyś rzeczywiście zdecydowaliby się na zasadzkę z użyciem Gwen, co na razie, według planów policji, było ostatnią z dostępnych opcji, to jej przykrywka byłaby spalona. Jednocześnie zdawała sobie sprawę, że mężczyzna nie musi powiedzieć jej prawdy. Dlatego postanowiła, że na wszelki wypadek, nie powie mu o tym, że jest ze służb.
- Nigdy nie lubiłam tego stwierdzenia, że żeby coś docenić, musimy coś stracić. - Pokręciła głową, na moment jedynie tracąc z nim kontakt wzrokowy. Nie znaczyło to, że nie zgadzała się z tym stwierdzeniem, ale zwyczajnie go nie lubiła, bo znaczyło to, że wcześniej, cos drogocennego miało się pod ręką i pozwoliło się temu wydostać. 
- Przypuszczam, że to nie jest Twoj pierwszy papieros w życiu, więc już wiesz, co możesz stracić. Czy się mylę i dziś właśnie jest ta noc, kiedy postanowiłeś postawić się rodzicom i w tajemnicy zapalić pierwszy papieros? - Nie każdy lubił ten typ humoru, ale mając tyle wzrostu co ona, buzię niewiniątka, a do tego odznakę, musiała wyrobić sobie jakiś sposób obrony przed, w jednak sporej mierze, męskim towarzystwem. Humor sprawdzał się w tej roli świetnie.
Teraz przyszła pora na najtrudniejszą część, którą w zasadzie musiała wymyślić na poczekaniu. 
- Rzucili mi wyzwanie. Znajomi. - Pomachała mu telefonem. - Mam włączoną lokalizacje i mialam wytrzymać tu pół godziny i nie dać się zabić. Zostało mi 10 minut,  a potem wracam do domu. - Wyzwanie nie było prawdą, ale wygodnym kłamstwem. Niewinnym w jakimś stopniu. - Jestem Gwen. Ale w takim razie wisisz mi dwie odpowiedzi. Co Ty tutaj robisz i jak masz na imię. - Pewność siebie to była pewna poza, bo Gwen w zasadzie była delikatną dziewczyną, ale teraz, prezentując się z tej niemal policyjnej strony, czuła się ciut bezpieczniej. 

@Victor Rowley

Liv #4000mów mi

1poziom

6punkty


Victor Rowley

Ksiądz

Awatar użytkownika

33 y/o

198 cm

Księżulkowanie

potrzeba mi (G)wen do kazań

Głoszenie kazań na zlecenie

brak odznak

Post »

Podobno za mundurem panny sznurem, a jednak sutanna już tak na kobiety nie działała. Czemu? Tego niestety Victor nie wiedział, ale to nic dziwnego, bo zwyczajnie nie rozumiał kobiety. Gdyby było inaczej, to zapewne teraz siedziałby nadal w Wielkiej Brytanii u boku swojej byłej narzeczonej i być może byłby ojcem, ale takim prawdziwym. Tymczasem znalazł się w Ameryce i uczy tutejszych ludzi o wierze. Nikt, kto znał go sprzed dziesięciu lat, nie powiedziałby, że właśnie Vic skończy w taki sposób. Jednak nie narzekał. Wyrwał się ze swojego grajdołka, zostawił za sobą przeszłość i mógł budować nową wspólnotę w zupełnie innym miejscu. Jeśli jeszcze tylko uda mu się zgromadzić wokół siebie rzeszę ludzi o podobnych poglądach do jego, to będzie mógł szczerze powiedzieć, że czuje się spełniony.
- A co takiego jest w tym szlaku, że ciężko Ci się oprzeć? Coś, co przykuwa wzrok? A może sprawia, że po ciele przechodzą ciarki? Jesień chyba nie sprzyja takim doznaniom. No, może poza ciarkami. - ciekawiło go co takiego ciekawego może być w tym miejscu. Chyba, że Gwen przyciągały morderstwa, ale w tym momencie to ksiądz powinien się zastanowić czy aby na pewno jest tutaj bezpieczny. Nigdy nie wiadomo czy jej miłość do trupów nie zechce się urzeczywistnić w postaci osobistego, ale za to martwego księdza - Hahahah, nie, nie, ale wiem skąd mógł Ci się wziąć taki pomysł. Też pracuję z ludźmi i słucham, co mają mi do powiedzenia. - odpowiedział rozbawiony. Jakoś nie widział siebie w roli dziennikarza. Do tego trzeba było często nie mieć skrupułów, a jego sumienie odzywało się zbyt często. Zresztą, o ile do ludzi potrafił podchodzić bez żadnych uprzedzeń, o tyle nie sądził, żeby to samo osiągnął w przypadku relacjonowania wydarzeń. Bycie często w środku samego informacyjnego szumu wymagało od dziennikarzy nie tylko stalowych nerwów, ale także stoickiego spokoju i bezstronności. Tylko jak tu zachować bezstronność, kiedy relacjonuje się działania zbrojne albo ukazuje się szkody wyrządzone przez wielkie korporacje? Victor nie umiałby trzymać języka za zębami.
- Tylko jej nie mów, bo mi ściągnie portki i zleje kablem. Konfitur nie szanujemy. Jak piśniesz słowem, to pociągnę Cię za włosy i wrzucę owoc róży za kołnierzyk. - nie, żeby tak robił gdy był młodszy... Wcale, a wcale! Musiał jednak przyznać, że Gwen mu zaimponowała. Nie tyle tym, że głupio robiła siedzac sama w tym miejscu, a raczej poczuciem humoru. Ksiądz czuł, że spotkał w tym mieście wreszcie kogoś, przy kim będzie mógł być trochę bardziej otwarty niż na kazaniach. Być może nawet nawiążą jakąś dłuższą znajomość. Pierwszym krokiem w tym kierunku było zmniejszenie dzielącej ich odległości.
- Mogę? - zapytał, wskazując ręką na ławkę. Oczywiście zaraz po tym po prostu usiadł, nie czekając nawet na odpowiedź - To się świetnie składa, bo zazwyczaj palę papierosy przez minimum dziesięć minut. Poczekam z Tobą w razie gdyby morderca chciał się pojawić ponownie. - i w ten oto sposób Victor wybrnął z trudnej sytuacji. To nie tak, że on tutaj zostaje, żeby chronić Gwen. On tutaj siedzi tylko dlatego, że zazwyczaj tyle właśnie pali papierosy, a to spotkanie to całkowity zbieg okoliczności. Zresztą Rowley wyglądał teraz na takiego, który regularnie odprawia ten rytuał. Noga założona na nogę, jedna ręka położona na oparciu ławki za plecami Gwen, a druga zajmowała się papierosem. Wyglądał zupełnie tak, jakby urodził się po to, żeby zajmować to miejsce.
- O nie, nie, moja droga. Wiszę Ci jedną odpowiedź, bo wcześniej zapytałaś czy jestem dziennikarzem. Wybieraj zatem: co tutaj robię czy jak mam na imię? - rzucił z nieskrywaną satysfakcją. Skoro chcą się tak bawić, to on jak najbardziej zamierzał wygrać, a przynajmniej zremisować. Niech będzie, że podczas pierwszego spotkania obowiązuje taryfa ulgowa.

@Gwen Parker

mów mi

1poziom

0punkty


Gwen Parker

Policjantka na stażu

Awatar użytkownika

20 y/o

159 cm

Stać! Policja!

I need to move on.

I don't know if I wanna love again

North End

Obrazek

Post »

Sutanna mogłaby być traktowana jako mundur jedynie w czasie krucjat — w innym wypadku, w umysłach i sercach kobiet przyzwoitych mogła kojarzyć się jedynie z kimś, kto ślubował czystość. I chociaż niektóre kusiło, żeby sprawdzić, czy takiego księdza da się sprowadzić na drogę nieczystości, to Gwen do nich nie należała. Z prostej przyczyny — nigdy nie widziała wcześniej przystojnego księdza, więc myśli takie i fantazje pozostawały poza zasięgiem jej wyobraźni. Dlatego w zasadzie mogła, na razie cieszyć się ze swej niewiedzy — im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.
Gdy zaczął podpytywać o to, co właściwie przyciągnęło ją na szlak, to w zasadzie w pierwszej chwili miała chęć odpowiedzieć, że rzeczywiście jest teraz ktoś, kto wywołuje pewne ciarki na jej plecach, ale zdecydowanie nie miało to nic wspólnego z jesienią, a raczej właśnie z pojawieniem się tajemniczego mężczyzny. Ale przecież czegoś takiego nie mówi się nowo poznanym mężczyznom… Nawet tym, których zna się już dość długo, nie zawsze wypada. Dlatego postanowiła podtrzymać swoją historię.
- Adrenalina. To chyba jest to… Ostatecznie wyszłabym na tchórza, gdybym nie przyszła, czy zwiała - W zasadzie to trochę wstydziła się tego, co mówi, bo niewątpliwie ten mężczyzna weźmie ją za niezbyt rozgarniętą smarkulę — sama nigdy nie bawiła się w jakieś wyzwania, ale wydało jej się najlepszym kłamstwem w tej sytuacji. I chociaż mężczyzna zaprzeczył jakoby był policjantem, to jednak wolała mieć się na baczności. Stała czujność!
Ale tak, w jakiś chory, nieco pokręcony sposób Gwen była zafascynowana morderstwami. Nie tylko tymi, ale ogólnie wszystkimi. Bez tego nie miałaby takiej ambicji, żeby za kilka lat trafić do kryminalnego lub dążyć do stanowiska koronera.
Słuchała jednak, co sam mężczyzna mówi o sobie. Pracuje z ludźmi, słucha… no, jak nic jakiś pismak lub lekarz. Oni wszyscy słuchają, może ci drudzy nawet pomagają. Z dwojga złego, to już wolała, żeby był lekarzem, ale czy wtedy paliłby papierosy? To dopiero hipokryzja — mówić o szkodliwości palenia, zaraz po tym, jak samemu się zaciągało. Ale rozmowa o dziwo się kleiła zadziwiająco dobrze. Być może właśnie dlatego dziennikarz był jej pierwszą myślą? Oni mieli jakiś specjalny talent, by wyciągnąć, to co chcieli, a nawet jeśli im by się to nie udało, to łamach gazety, swoje dopowiedzą.
A już zupełnie nie mogła powstrzymać uśmiechu, gdy podjął tak zupełnie naturalnie grę jej słów, o mamie… Co prawda przypuszczała, że jego mama może być całkiem daleko, ale jeśli będzie tego wymagała sytuacja, to nawet pociągnie ten żart odrobinę dłużej.
- Jesteś pewien, na co się decydujesz? Moje milczenie nie jest tanie… Szlaban i zakaz na papierosy może być dla ciebie bezpieczniejszą opcją. - W sumie jej mama akurat nigdy niczego nie broniła, może dlatego nie ciągnęło jej do używek, bo nie miały charakteru zakazanego owocu? Złapała się na tym, że przygląda mu się nieco uważniej, niż wcześniej. Sama musiała zacząć pilnować się z tym, co mówi, bo mężczyzna naprawdę nadawał na tych samych falach — takie rzeczy się czuje, czasem już w pierwszych chwilach znajomości z kimś. Tak właśnie było w tym wypadku, więc nawet jeśli, zaczekałby na odpowiedź, czy może usiąść, to byłaby ona twierdząca. W zasadzie bardziej symbolicznie niż fizycznie zrobiła mu więc miejsce obok siebie.
- Palisz papierosy przez dziesięć minut dziennie na raz, czy jeden przez dziesięć minut? - W zasadzie to teraz dopytywała tylko dlatego, że słowo minuty w jego ustach brzmiało zupełnie inaczej niż u niej. Those bloody British people…
- Nie boisz się? Co, jeśli okaże się, że to ja jestem tutaj zagrożeniem? - Powiedziała, wiedząc, jak niemądrze to brzmi. W jej głowie jednak zrodziła się kolejna niepokojąca myśl — w jaki on swobodny sposób się zachowuje. Teraz, ich spotkanie nie wyglądało na przypadkowe. Z tym jego ramieniem za plecami, czuła się, jakby i ona na niego czekała na tej ławce. Że powinna przysunąć się bliżej, do jego boku. Przedziwne uczucie, bo zazwyczaj nie była taka swobodna przy obcych. W tym niepokoju było więc nieco zaintrygowania. Powstrzymała jednak te dziwną moc przyciągania, jedynie nieznacznie, odwracając się ciałem w jego stronę, jakby toczyli nie pierwszą, a może setną rozmowę w życiu.
A on najwyraźniej był w nastroju do żartów i gierek. Dlaczego więc miałaby jej nie podjąć?
- Podaj mi powód, dlaczego tu jesteś… Imię sama ci wybiorę, ale ostrzegam, że reklamacji nie przyjmuje, jeśli ci się nie spodoba. - Powiedziała i zaśmiała się krótko — starała się nad tym panować, ale nie zawsze wychodziło. Czasem chrumkała, gdy się zbyt długo śmiała. Na razie jeszcze nie zdążyła się zbłaźnić przed mężczyzną, ale to pewnie kwestia czasu. - Chce ci się ze mną czekać? Czy po prostu chcesz wiedzieć, gdzie mieszkam, żeby później podkradać mi przesyłki ze skrzynki?

@Victor Rowley

Liv #4000mów mi

1poziom

6punkty


Victor Rowley

Ksiądz

Awatar użytkownika

33 y/o

198 cm

Księżulkowanie

potrzeba mi (G)wen do kazań

Głoszenie kazań na zlecenie

brak odznak

Post »

W zasadzie ksiądz by się nie zdziwił, gdyby Gwen uświadomiła go, że to on jest powodem jej ciarek. W końcu podchodzenie do nieznajomej kobiety na ławce nie zawsze było uznawane za dobry ruch, a biorąc pod uwagę, że zbyt jasno nie było, to Vic mógł zwyczajnie wyjść na dziwaka. Zresztą odbiór takich zachowań zmienia się diametralnie, kiedy osoba zagajająca do rozmowy posiada przyjemne dla oka walory fizyczne. Tego ksiądz, jego zdaniem, nie posiadał. Był zwyczajnym, trochę podstarzałym księdzem, u którego prześwitywały pierwsze, siwe włosy. Dlatego zdziwił się gdy dziewczyna nie zareagowała na niego krzykiem i ucieczka. Najwyraźniej było na tyle ciemno, że jej nie odstraszał. Świetnie! Punkt dla niego.
- No nie wiem czy to takie rozsądne. Wolałbym być chyba żywy, niż nie być tchórzem. Co gdybym miał złe intencje? Miałbym już jedną trzecią czasu odmierzaną w papierosie na niekoniecznie miłe rzeczy. - chyba odzywała się w nim już trochę boomerska strona. Pewnie gdyby był o dziesięć lat młodszy, to stwierdziłby, że to świetny pomysł i on sam też będzie chciał sprawdzić czy morderca zjawi się kolejny raz w tym miejscu. W zasadzie Victor sam się sobie dziwił kiedy tak diametralnie zmienił podejście do życia. Nie było to raczej efektem stuknięcia kolejnej cyferki w jego liczniku wiosen, a bardziej wewnętrzna zmiana. Czy to sprawa wiary? A może i bez niej byłoby podobnie? I o ile kwestia ta dręczyła go od czasu do czasu, o tyle teraz miał na głowie coś o wiele ciekawszego. W sensie... Nie dosłownie, bo wtedy na pewno zostałby uznany za dziwaka. Na razie miał to po prostu bardzo blisko siebie.
- Czy Ty próbujesz mnie szantażować? - zapytał rozbawiony, grożąc jej palcem - Uważaj, bo powiem Twojemu tacie, że kręcisz się po zmroku z podejrzanymi typami z papierosami. Ja biegam szybko, więc na pewno mu ucieknę, ale to Ty będziesz musiała z nim po tym wszystkim mieszkać. - odbił piłeczkę, żeby nie myślała sobie, ze boi się własnej matki. Jeśli ma już iść na dno, to woli to robić o wiele romantyczniej, czyli razem z nią. Oczywiście być może w tym wszystkim zapomniał się trochę, że nie jest w Anglii i tutaj ojcowie mają broń palną, ale to są już szczegóły. Jezus sprawi, że ksiądz będzie na ten moment kuloodporny.
- To zależy... - zawiesił się na moment i spojrzał Gwen prosto w oczy, aby zaraz uśmiechnąć się delikatnie - Od towarzystwa oczywiście. - puścił na koniec oczko. Tak jest! Victor uwielbiał się droczyć z rozmówcą, a coś mu mówiło, że przy tej kobiecie nie będzie się musiał hamować. Niewinne zagrywki zawsze były w cenie, a on miał nimi wypełnione rękawy i o ile Gwen nie strzeli go kiedyś za nie po twarzy, o tyle raczej nie przestanie nimi rzucać.
- Powiedzmy, że wtedy zmieniłbym zdanie i wolałbym być martwy, niż być tchórzem. Chociaż muszę przyznać, że sprawiasz wrażenie bardzo niewinnej. Czy w ten sposób łapiesz wszystkie ofiary? - no i jego boomerowa otoczka zniknęła. Wystarczyło, że usiadł obok, dziewczyna zaczęła żartować i zanim się obejrzał, już był o te kilka lat młodszy. Musiał jednak przyznać, że z Gwen rozmawiało mu się bardzo dobrze. Zupełnie tak jakby znali się od dawna albo jak była... jego siostrą! Z tego wszystkiego nawet zapomniał zaciągać się papierosem i biedny wypalał się miarodajnie gdzieś przy jego kolanie.
- Czyli najpierw mówisz, że mama mnie zbije, a teraz chcesz wybierać mi imię, czyli być moją mamą? Czy ja dobrze widzę, w którym kierunku to zmierza? - zaśmiał się wraz z nią, chociaż gdyby wiedział, że Gwen ukrywa przed nim chrumkanie, to nie byłoby mu do śmiechu. Takich skarbów nie wolno zakopywać nigdy, więc niech się lepiej przygotuje na karę kiedy w końcu Victor się o tym dowie.
- Jestem nowy w mieście, Ty siedzisz samotna, a przy okazji zagrożona. Wystarczyło, że usiadłem obok, a wszystkie problemy się rozwiązały. Zresztą, jak poznam Twój adres, to wpadnę kiedyś na ciasto. Chociaż... Często zamawiasz coś fajnego do skrzynki? Mogę to jeszcze rozważyć. - ukradnie nawet pończochy, ale z tą różnicą, że nie dla siebie. Odda je po prostu Gwen jako prezent. A niech straci.
@Gwen Parker

mów mi

1poziom

0punkty


ODPOWIEDZ

Wróć do „Centennial Woods”