Wejście

Mistrz Gry

Awatar użytkownika

y/o

cm

brak odznak

Post »

masz zadanie! Sophie Hastings & Elliott Langley

Prawdopodobnie już wcześniej mogliście zorientować się w tym, że coś jest tutaj bardzo nie tak. Gdyby tylko nie telefon oraz rozmowa, która skutecznie odwracała waszą uwagę od otoczenia. No i jeszcze cały ten natłok myśli. Ostatnie dni, a nawet tygodnie, chyba dla nikogo nie były łatwe. Jako pierwszy, zauważył to Elliott. W pewnym momencie dostrzegł on coś dziwnego znajdującego się w krzakach. Późna godzina nie ułatwiała jednak identyfikacji tego czegoś, identycznie jak również miejsce, w którym się obydwoje znajdywaliście. Dopiero po kilku chwilach, we właściwym kierunku skierowana została także uwaga Sophie.

Postanowiliście podejść i sprawdzić, co się tam kryło, czy może jednak lepszym wyjściem na ten moment wydawało się wam oddalenie od tej niespodzianki i powrót do domów?

***
W przypadku zainteresowania zbadaniem tego, co kryje się w krzakach, prosimy o kontakt poprzez konto @Mistrz Gry.
@Sophie Hastings, @Elliott Langley

mów mi

10poziom

999punkty


Elliott Langley

uczeń

Awatar użytkownika

17 y/o

188 cm

don't you tell me who I could be

I'm fired up and tired of

the way that things have been

Centennial

brak odznak

Post »

Jego pytanie wybrzmiało w otaczającej ich ciszy, okazując się cholernie nieprzemyślanym. Każde inne, które przyszło mu do głowy wydawało mu się jednak równie głupie. Martwisz się o nią? Wiesz gdzie jest? Jak się czujesz? Potrafił przecież udzielić trafnej odpowiedzi na każde z nich. Co więcej, chyba całkiem nieźle znał Sophie Hastings. To, że ostatnimi czasy zwątpił w jej pokłady odpowiedzialności, a do tego, doskonale wiedział, że potrafiła dochować tajemnicy, gryzło mu się jednak z utrzymywaniem w sekrecie ewentualnej ucieczki jej przyjaciółki. Nie, kiedy całe miasto postawione zostało na nogi, wśród ludzi chodziły najróżniejsze plotki, a rodzina Dove umierała ze strachu. Gdyby nawet jednak ciemnowłosa wiedziała więcej niż inni, wątpił, aby podzieliła się tym z nim. Pytanie było więc rzucone zupełnie bezmyślnie, odpowiedź Sophie natomiast chyba powinna rozwiać wszelkie wątpliwości, które miał, będąc tym, który rzeczywiście w pierwszej chwili nieobecność Dove łączył z ucieczką. Wiedział, że miała w sobie coś z uciekinierki. Na palcach obu dłoni nie policzyłby ilukrotnie podkradała samochód rodzicielce, aby pod osłoną nocy mogli wyrwać się poza miasto. Każda z tych wycieczek obfitowała w rozmowy o wszystkim i o niczym, bardziej ogólnikowe, aniżeli personalne; przemyślenia z kategorii tych filozoficznych i teorie spiskowe. Nigdy więc, pomimo wspólnie spędzanego czasu, nie miał poczucia, że znał Dove. Wiedzieli o sobie nawzajem tyle, ile powiedzieli sobie, albo tyle, ile usłyszeli od innych ludzi. W ogólnym rozrachunku było to zatem bardzo niewiele.
Powinien więc chyba dać wiarę słowom Sophie. Uwierzyć, że znała ją na tyle, aby wiedzieć, że Dove nigdy nie zostawiłaby swojej matki bez wiadomości. Ich nocne ucieczki były szalenie niewinne, zawsze kończyły się dobrze, a przede wszystkim szybko. To, co działo się teraz, wydawało się dużo bardziej poważne. W pierwszej chwili nie powiedział więc nic, kiwając jedynie ze zrozumieniem głową. Jeżeli jednak to, co dotychczas mówiła ciemnowłosa budziło w nim niewielkie wątpliwości, to jej kolejne słowa wybrzmiały zupełnie niewiarygodnie. - Soph, nie możesz… - tracić wiary, chciał powiedzieć, chociaż zapewne zabrzmiałoby to równie głupio, co jego pytanie. W całym tym niepokoju, związanym także ze zniknięciem Dove, ani przez moment nie pomyślał, że mogłaby nie żyć. Brał różne scenariusze pod uwagę, rozmawiał ze znajomymi o tym, co mogło się stać, ale najgorsze z możliwych zakończeń tej sprawy nikomu nigdy nie przeszło przez gardło. Może właśnie dlatego tak skutecznie odrzucał je, co wydawało się nie udawać się Sophie. A chociaż wiedział, że był ostatnim, od którego potrzebowałaby wsparcia, to podświadomie chyba chciał jej je dać. Nie dokończył jednak, dostrzegając, pomimo panujących ciemności, w zaroślach przy ścieżce coś, co równie dobrze mogło być pozostawionymi w lesie śmieciami, ale w okolicznościach ich rozmowy chyba wszystko było już dziwnie podejrzane. Wyciągnął więc rękę w kierunku Sophie, chcąc zatrzymać ją w miejscu, bo chociaż wątpił, aby istniał w nim zmysł detektywa, czy wyjątkowego ryzykanta, to kierowany zwyczajną ciekawością chciał upewnić się, że wzrok, a przede wszystkim w tym momencie pobudzona wyobraźnia, nie płatały mu figla. Wolną ręką wyciągnął więc telefon z kieszeni kurtki, kierując światło włączonej latarki w kierunku zarośli, do których zbliżył się o kilka niewielkich kroków, pozostawiając tym samym Sophie nieco z tyłu.

@Sophie Hastings

Maddimów mi

5poziom

80punkty


Sophie Hastings

uczennica

Awatar użytkownika

17 y/o

167 cm

been dreamin' that you feel it too

i wonder what it's like

to be loved by you

Centennial

brak odznak

Post »

Sophie nie zdarzało się zbyt często wybierać na takie nocne wycieczki za miasto z Dove, więc może nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, że ucieczki w jakiś sposób dawały dziewczynie poczucie wolności i lubiła je. Spędzały jednak razem sporo czasu – a to na farmie, a to u Hastingsów. Niewiele było w Burlington osób, którym Soph zwierzała się z taką łatwością, jak właśnie Dove; zwykle była na to zbyt skryta, jednak Johnson zawsze była dla niej swoistą bratnią duszą. Dopiero teraz docierało do niej, że może nigdy nie potrafiła odpowiednio okazać, że Dove była dla niej naprawdę ważna.
Sophie zdecydowanie była osobą, której bez obaw można było powierzyć tajemnicę. Biorąc jednak pod uwagę rangę, do jakiej rangi urosła sprawa Dove, gdyby coś wiedziała… Cóż, próbowałaby namówić przyjaciółkę do kontaktu z rodzicami. Widziała się z Johnsonami po zaginięciu ich córki i pękało jej serce, gdy patrzyła na ich cierpienie. Sama również to wszystko przeżywała, ale nie mogła równać się z nimi i dobrze o tym wiedziała. Gdyby wiedziała cokolwiek, nie pozwoliłaby im cierpieć i zatracać się w poczuciu bezsilności oraz rosnącym każdego dnia bólu.
Teraz jednak sama nie miała pewności, czy kiedykolwiek znała Dove aż tak dobrze, jak jej się wydawało. Z jednej strony ucieczka bez słowa wydawała jej się nieprawdopodobna, a z drugiej – no właśnie, wolała wierzyć w to niż w jakiekolwiek gorsze scenariusze. Jakiekolwiek. Myśl, że właśnie teraz mogła jej się dziać jakaś krzywda, była straszna.
Nie chciała tracić wiary. Naprawdę nie chciała. Po pierwsze, nie chciała się załamać, a po drugie, uważała, że jeśli wszyscy przestaną wierzyć w szczęśliwe zakończenie, będzie trudniej również Johnsonom. Może i nie łaziła teraz na farmę – uważała bowiem, że to byłoby dość nietaktowne, nawet, jeżeli chciała jedynie być oparciem – ale na pewno docierało do nich to, co mówiło się na mieście. A niektórzy nie przebierali w słowach, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach. Nagle Burlington było miasteczkiem pełnym samozwańczych detektywów, śledczych, psychoanalityków i wszystkich innych speców, którzy mogliby zabrać znaczący głos w sprawie zaginięcia Dove Johnson.
Nie dowiedziała się, czego nie mogła, ale postanowiła już nie dociekać. To był trudny temat, a dzisiaj towarzyszyły im same takie, więc nie chciała ich przeciągać. Poza tym, uwagę Elliotta przyciągnęło zaraz coś innego – i, prawdę mówiąc, początkowo myślała, że chciał ją po prostu nastraszyć. Nie spodobało jej się to, nawet, jeśli robił to w dobrej wierze i chciał jedynie odwrócić jej uwagę od wszystkich tych trudów. Nie zwróciła więc zbytnio uwagi na ruch jego ręki i niemal od razu ruszyła za nim.
Elliott, co ty robisz? Mieliśmy wracać – syknęła, podążając wzrokiem w kierunku światła z latarki. Nie była pewna, co właściwie widzi, ale coś ewidentnie przykuło jej uwagę – a jednocześnie sprawiło, że przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz. Zupełnie odruchowo złapała Langleya za rękę, splatając mocno palce z jego palcami. Czy poczuła się dzięki temu odrobinę pewniej? Tak, chyba tak, dlatego nie puściła jego dłoni, gdy wykonali kilka kolejnych kroków naprzód i pochylili się nad krzakami.

@Elliott Langley

scarlettmów mi

5poziom

80punkty


Mistrz Gry

Awatar użytkownika

y/o

cm

brak odznak

Post »

uwaga, narracja!

Powinniście byli to zignorować. Zrobić tak, jak mówiła Sophie i czym prędzej wrócić do swoich domów. Wziąć szybki prysznic, wskoczyć do łóżka i spróbować przespać tych kilka godzin, które wciąż dzieliły was od następnego dnia. Zwłaszcza, że godzina nie była odpowiednia na badanie tego, co mogło kryć się w krzakach. Uniknęlibyście wówczas wielu nieprzyjemności. I przykrych wspomnień, których zapewne nie pozbędziecie się z głowy przez wiele następnych tygodni. Tego, co kryło się ledwie kilka kroków od was, nie dało się tak łatwo wymazać; nie dało się o tym łatwo zapomnieć.
Dove Johnson była idealna — zarówno za życia, jak i również po swojej śmierci. Jej ciało, starannie umyte i ułożone tuż przy ścieżce, wyglądało jak manekin, do którego twórca przyłożył się z największą dbałością o detale. Żadnej krwi, żadnych śladów walki. Jakby spała pośród leśnej ściółki. Logicznym by było, gdyby roiło się wokół od zwierząt, ściągniętych zapachem rozkładu. Ale ten jeszcze nie nastąpił. A przynajmniej nie w sposób widoczny. Leżała więc zupełnie sama, w całkowitej ciszy, martwo nieświadoma, że właśnie ją dostrzeżono. Gdyby spała, zapewne dość szybko obudziłoby ją światło latarki. Gdyby była manekinem, nikomu nie byłoby jej żal. Ale jeszcze niespełna dwa tygodnie temu miała imię, nazwisko, rodzinę oraz przyjaciół. Miała byłych chłopaków i szansę na przyszłych.
Martwe, szkliste oczy wpatrywały się w zastygłym przerażeniu w niebo, jakby w tamtym czasie dziewczyna doskonale wiedziała już o tym, że to koniec. Pozbawiono ją ubrań, jakby miała odejść z tego świata w ten sam sposób, w jakim na niego przyszła. Ręce ułożono za głową, a otarcia na nadgarstkach wskazywały, że tam, gdzie była w ostatnich chwilach, nie przebywała zgodnie z własną wolą. To nie była lalka, manekin, czy kupa śmieci na poboczu drogi. Dove Johnson nie żyła — leżała na posłaniu z jesiennych liści i mchu, jakby ktoś chciał się upewnić, że będzie jej wygodnie do czasu, aż nie spocznie na zawsze w objęciach cmentarnej ziemi.
@Elliott Langley, @Sophie Hastings

mów mi

10poziom

999punkty


Elliott Langley

uczeń

Awatar użytkownika

17 y/o

188 cm

don't you tell me who I could be

I'm fired up and tired of

the way that things have been

Centennial

brak odznak

Post »

W idei jakoby drugą osobę poznać można było jedynie na tyle, na ile ona sama pozwoliła nam się poznać, w opinii Elliotta było coś intrygującego; coś, z czego niewątpliwie miewał korzystać, pamiętając jednak, że wiedza o ludziach czerpana była z więcej niż jednego źródła. Może zatem żadne z nich nie znało Dove Johnson w stu procentach. Może każde z nich na przestrzeni wszystkich tych lat odkrywało zupełnie inną stronę dziewczyny, która obecnie pozostawała zaginioną. Elliott lubił myśleć, że blondynka po raz kolejny pożyczyła samochód swojej matki, a podróż, która zazwyczaj trwała jedynie kilka nocnych godzin, tym razem przedłużyła się, bo Dove tak dobrze bawiła się w drodze. Lubił myśleć, że wróci i opowie o tym swoim najbliższym koleżankom, a potem plotki i pokręcone teorie o tym, co robiła przez ostatnie kilka dni, zaczną krążyć po Burlington. Lubił też myśleć, że kiedy wróci, najgłośniej śmiać będzie się ze wszystkich tych teorii spiskowych, które zdążyły powstać na temat jej zaginięcia. Znał ją jednak powierzchownie. Wiedział tyle, ile powiedziała mu, a przecież cholernie rzadko poruszali osobiste tematy. Może zatem Sophie miała rację? Może naprawdę Dove nie zniknęłaby bez słowa, zostawiając swoją rodzicielkę przepełnioną lękiem i niepokojem. Nie zdążył jednak dobrze przyswoić tego, co usłyszał. Nie uderzyła go więc myśl, że jego pozytywne myślenie było bardzo życzeniowe. Zamiast niepokoić się o Dove, spojrzał na Sophie, której ostatnie słowa wydały mu się boleśnie niewiarygodne. Przez moment nie wiedział co myśleć. Ustalili już przecież, że nie lubią się. Jak mógłby więc poczuć przejaw troski o nią? Może tylko żałował jej, bo nie radziła sobie ze zniknięciem przyjaciółki? Nieważne. Tak naprawdę nie zdążył zrobić nic, nie dokończył nawet zdania, które miało być wstępem do dłuższej wypowiedzi, kiedy zupełnie przypadkowo - tylko dlatego, że próbował zebrać myśli i odwrócił wzrok od Sophie - dostrzegł coś dziwnego w zaroślach obok drogi. Nie wiedział co, a choć jego wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, to zdrowy rozsądek podpowiadał, że to jakiś śmieć bądź przedmiot zgubiony przez kogoś, kto był w tym miejscu za dnia. Przekonany był, że zajrzy pomiędzy rosnące przy drodze rośliny, a potem machnie na to ręką, dlatego zignorował słowa Sophie, choć poczuł jak chwyta go za dłoń, na co zareagował zupełnie odruchowo, zaciskając palce na jej dłoni. Wspólnie więc podeszli bliżej i wspólnie pożałowali tego, kiedy światło latarki padło na coś, co zdecydowanie nie było kupą śmieci.
Pierwsze co zobaczył to oczy Dove, wlepione w niebo, nieobecne, martwe. Telefon zadrżał mu w dłoni, oddech jakby na chwilę zatrzymał się zupełnie, a nogi przyrosły do podłoża przez co nie mógł się ruszyć. Mógł tylko stać i patrzeć na nagie ciało Dove, o której przecież przed momentem rozmawiali, a on chciał zapewnić Sophie, że nie miała się o co martwić; że jej przyjaciółka przeżywa teraz największą przygodę swojego życia, ale wróci za tydzień albo dwa. Dopiero po chwili zadziałał instynkt samozachowawczy. Odruchowo cofnął się o krok, światło latarki kierując na swoje buty, i wpadając na Sophie, z którą wciąż przecież splatał palce dłoni, a o której przez moment zupełnie zapomniał. W bladej łunie światła latarki dostrzegł jej twarz i chociaż wiedział, że było za późno na jakąkolwiek rozsądną reakcje, to chwycił ją po obu stronach ramion i korzystając ze swojej przewagi fizycznej, zmusił, aby cofnęła się o kilka kroków, zupełnie jakby wierzył, że nie zdążyła niczego zobaczyć. Wiedział jednak, że było za późno na wycofanie się. Za późno na udawanie, że niczego nie widzieli. Ciało Dove leżało kilka metrów od nich, a oni nie mogli sprawić, że czas zostanie cofnięty i nigdy nie podejdą bliżej zarośli z telefonem w dłoni.

@Sophie Hastings @Mistrz Gry

Maddimów mi

5poziom

80punkty


Sophie Hastings

uczennica

Awatar użytkownika

17 y/o

167 cm

been dreamin' that you feel it too

i wonder what it's like

to be loved by you

Centennial

brak odznak

Post »

Podczas nieobecności Dove, Sophie bardzo często zastanawiała się, co się z nią działo. Z jednej strony było to przygnębiające i potęgowało ciążące jej poczucie bezsilności, z drugiej jednak dawało swoiste poczucie ulgi, gdy wyobrażała sobie, że dziewczyna przeżywa właśnie najlepsze chwile swojego życia, wróci niebawem i będą o tym rozmawiać. Na pewno miałaby sporo do opowiadania, a Sophie, choć lubiła swoje życie, zazdrościłaby jej nieco przygody poza Burlington. Taki był właśnie plan. Bardzo rzadko dopuszczała do siebie gorsze, ciemniejsze myśli, a jeśli już takowe ją nachodziły, nie dzieliła się nimi z nikim. To była abstrakcja, coś, co nie miało prawa się wydarzyć. Nie wierzyła, że może już nigdy nie zobaczyć pięknego uśmiechu Dove – bo nawet, jeśli Johnson nie zamierzała wracać do Burlington i bawiła się w jakimś kolorowym mieście, to pewnie lada dzień wyśle jej wiadomość z załącznikiem w postaci selfie. Powie, że straciła poczucie czasu i nikt nie będzie miał serca się na nią gniewać, bo najważniejsze będzie, że historia zakończyła się szczęśliwie, a Dove Johnson jest bezpieczna.
Ale czasem, tak jak dziś, pojawiały się negatywne myśli. Dopiero dziś pokrętnie wspomniała o nich Elliottowi, jakby bała się, że wypowiedzenie na głos czarnego scenariusza sprawi, że ten automatycznie się ziści. I można powiedzieć, że tak właśnie się stało.
Nie rozpłakała się, gdy sekundy później stali nad martwym, zimnym ciałem Dove. Czuła się kompletnie oszołomiona i odrealniona, jakby to wszystko działo się gdzieś obok. Nie opierała się, gdy Elliott ją odsunął, bo właściwie ledwo trzymała się na nogach. Była w szoku i czuła się jak sparaliżowana. Choć Langley zareagował względnie szybko, zdążyła zauważyć, co, a raczej kto znajdował się w zaroślach – wszędzie poznałaby oczy Dove, choć dzisiaj nie śmiały się do niej jak zawsze. Były puste, martwe i bez wyrazu.
Przez kilkanaście sekund nie była w stanie wydobyć z siebie choćby słowa. Od razu wiedziała jednak, że nie mogą jej tu zostawić i jak gdyby nigdy nic wrócić do domu. Ile tu leżała? Jak długo jej przyjaciółka znajdowała się tak blisko, podczas gdy ona zastanawiała się, co się z nią działo? Choć Elliott nie kierował już światła na ciało, teraz nawet po ciemku rozpoznawała kształt człowieka i nie mogła udawać, że to cokolwiek innego.
Musimy… Musimy zadzwonić na policję. Nie możemy jej tu zostawić samej, jest noc i zimno i… – Głos ugrzązł jej w gardle. Gdy zaczęła mówić, wszystko wydało się bardziej prawdziwe. Nie mogli cofnąć czasu ani udawać, że nic się nie stało. Nie wpadła na to, że gdy pojawią się tu policjanci i pewnie rodzice, oboje będą musieli zmierzyć się z szeregiem niewygodnych pytań. Nie pomyślała, że w obliczu tego wszystkiego dwoje nastolatków przebywających w lesie w środku nocy to co najmniej dziwna okoliczność. Wezwanie pomocy wydawało jej się na ten moment jedynym, co mogli zrobić.
Dlaczego ona nie ma ubrań? – zapytała drżącym szeptem, choć odpowiedź wydawała się aż nadto oczywista. Śmierć przyjaciółki to jedno, ale świadomość, że tuż przed nią prawdopodobnie bała się i cierpiała, sprawiła, że Sophie po prostu się rozpłakała, uparcie wbijając wzrok w zarośla, choć bała się podejść bliżej.

@Elliott Langley

scarlettmów mi

5poziom

80punkty


Elliott Langley

uczeń

Awatar użytkownika

17 y/o

188 cm

don't you tell me who I could be

I'm fired up and tired of

the way that things have been

Centennial

brak odznak

Post »

Jeżeli ich pełna wątpliwości rozmowa o ewentualnej ciąży przypominała scenę z serialu dla nastolatków, który poza fabułą nieść miał jakąś wartość edukacyjną, to wszystko, co wydarzyło się po jej zakończeniu stanowić mogłoby podstawę do scenariusza dreszczowca. Zaginięcie Dove budziło w Elliocie różne emocje, poczynając od lęku, poprzez bagatelizowanie sprawy, aż po bardzo życzeniowe myślenie. Sprawdził to, rocznie w Stanach Zjednoczonych za zaginionych uznawanych zostawało około sześciuset tysięcy ludzi. Nie chciał wierzyć w to, że Dove była jedną z nich, chociaż policja podjęła odpowiednia działania, a ulice Burlington wypełniły się plakatami i ulotkami ze zdjęciem blondynki. Wolał jednak myśleć, że panowała nad sytuację; że miała plan, którego trzymała się. Wzięcie pod uwagę tego, że Dove mogła zostać dopisana do listy osób nigdy nie odnalezionych, czy martwych, wydawało mu się być bardzo nieodpowiednim, zupełnie jakby postawił na niej krzyżyk. Co stałoby się, gdyby wszyscy wierzyć zaczęli w to, że blondynka była już martwa? Kto wówczas kontynuowałby jej poszukiwania? Kto walczyłby o to, aby została odnaleziona?
Cóż, wraz ze świtem Burlington obiegnie informacja o tym, że ciało uznawanej za zaginioną nastolatki zostało odnalezione. Nikogo wiara w jej powrót do domu nie będzie miała już najmniejszego znaczenia. Każda teoria spiskowa odejdzie w zapomnienie - pod warunkiem, że nie zakładała śmierci zaginionej. Miasto zaleje fala plotek, kolejnych domysłów i pomysłów na to, kto i dlaczego dopuścił się morderstwa. A Sophie i Elliott zupełnie nie z własnej woli, zupełnie przypadkowo, będą w samym środku całego tego zamieszania, bo ich serial dla nastolatków zamienił się w koszmar.
W pierwszej chwili słowa Sophie zabrzmiały racjonalnie. Całkowicie jakby zachowała zimną krew w sytuacji, w której nikt od niej tego nie wymagał. Sam Elliott czuł się jakby wyszedł ze swojego ciała i obserwował całą sytuację z boku. Jak gdyby nie dotyczyła ona jego, a jedynie oglądał ją na ekranie telewizora. Chyba to sprawiło, że jego twarz nie wyrażała jakichkolwiek emocji, a jemu samemu udawało się nie poddać im się. A może chodziło po prostu o to, że kiedy w końcu mógł się ruszyć i odwrócić spojrzenie od leżącego w zaroślach ciała Dove, cała jego uwaga skupiona została na Sophie. Wiedział, że widziała, tak samo jak miał świadomość tego, że owy widok musiał być dla niej wielokrotnie bardziej przytłaczający niż dla niego. Chyba po prostu bał się o nią w całkowitym, obszernym tych słów znaczeniu. Przez ułamek sekundy odetchnął więc z ulgą, każde kolejne słowo Sophie potwierdzało jednak, że nie przyjęła tego, co zobaczyła na chłodno. - Nie wiem. - szepnął tylko równie cicho co ona, zamykając ją już po chwili w szczelnym objęciu swoich ramion, jakby miało to jakkolwiek pomóc. Jakby miało sprawić, że przestanie płakać; że odzobaczy cokolwiek; że ciało Dove zniknie z zarośli, a oni wrócą do martwienia się o nią albo o to, czy Soph czasami nie była w ciąży. Tak naprawdę nic nie miało zmienić się w tej chwili, choć wieczór ten niewątpliwie zostawi swoje piętno na nich obojgu. Przez jakąś chwilę mogli jednak tak stać, będąc dla siebie wzajemnie, próbując zebrać myśli, dodając sobie otuchy. Oboje jednak wiedzieli co musieli zrobić, dlatego po jakiś czasie, którego w tych okolicznościach Elliott nie był w stanie trafnie oszacować - mogła to zatem być minuta albo dziesięć minut - odsunął się nieznacznie od ciemnowłosej. - Musimy zadzwonić. - mruknął, nie przestając obejmować jej jednym ramieniem, podczas gdy w drugiej ręce wciąż trzymał telefon, w którym wybrał numer na policję. Nie mieli innego wyjścia. Nawet jeżeli miało nieść to dla nich nieprzyjemne konsekwencje musieli powiadomić kogoś o tym, co znaleźli w miejscowym lesie.

@Sophie Hastings

Maddimów mi

5poziom

80punkty


Sophie Hastings

uczennica

Awatar użytkownika

17 y/o

167 cm

been dreamin' that you feel it too

i wonder what it's like

to be loved by you

Centennial

brak odznak

Post »

Sophie na szczęście nie wpadła na to, żeby przeglądać te przerażające statystyki. Nie dość, że spotęgowałoby to jej martwienie się o Dove, to jeszcze sama bałaby się wychodzić z domu. I na pewno nie przyszłaby nocą do lasu na prośbę Elliotta, a tym samym żadne z nich nie dokonałoby tak makabrycznego odkrycia. Nie ulega wątpliwości, że to, co stało się dzisiaj, zostanie w nich na zawsze. Nawet, jeśli teraz wydawało im się jeszcze, że myślą trzeźwo, to mogło być jeszcze gorzej. Na przykład gdy będą próbowali zasnąć dzisiaj, sami, w swoich pokojach. Albo gdy jutro pójdą do szkoły, w której głównym tematem będzie odnalezienie ciała Dove. Czekały ich szalenie ciężkie, pełne nerwów tygodnie. Teraz ewentualna wpadka już w ogóle nie zaprzątała głowy Sophie, czego dziewczyna mogła tylko żałować. Na niechcianą ciążę mogli coś zaradzić, ale nie mogli w żaden sposób zmienić tego, co stało się Dove i co dzisiaj odkryli.
Wtuliła się mocno w Langleya, gdy ją objął. Na pewno nie sprawi to, że wszystko wróci do normy, ale zdecydowanie potrzebowała teraz takiej formy wsparcia. Schowała twarz gdzieś w jego kurtkę, drżąc trochę z zimna, trochę z emocji. Nawet nie zauważyła, kiedy po jej policzkach zaczęły płynąć niekontrolowane, liczne łzy, wsiąkając w koszulkę Elliotta. Nie zastanawiała się na ten moment nad tym, kto mógł zrobić to Dove. Nikogo nie podejrzewała ani nie oskarżała. Cała sytuacja nadal zdawała się nie być przez nią w pełni przetworzona. Była, rzecz jasna, roztrzęsiona tym, co zobaczyła, ale jeszcze nie do końca docierało do niej, że Dove nie żyje, że nigdy jej już nie zobaczy i nie usłyszy.
Poczekaj – złapała go za rękę, zanim wcisnął zieloną słuchawkę na ekranie telefonu. – To trochę dziwne, że idziemy na nocny spacer do lasu i znajdujemy ciało. No... Nie wiem, może chociaż powinniśmy powiedzieć, że to randka, cokolwiek. Spacer i te okoliczności brzmią chyba dziwnie.
Choć była rozbita, umiała myśleć w miarę trzeźwo. Pewnie miał w tym swoją zasługę prawniczy bełkot, jakim niejednokrotnie raczyli ją i jej brata rodzice. Zresztą, nie trzeba było posiadać tajemnej wiedzy, by domyślić się, że mogą znaleźć się w gronie podejrzanych. A to byłoby bolesne, bo przecież Sophie nigdy w życiu nie skrzywdziłaby swojej przyjaciółki. Ani pewnie nikogo innego.
Spojrzała na niego uważnie, bo nie była pewna, czy za bardzo nie wymyślała. Cóż, spanikowała. O wiele bardziej niż wtedy, gdy Elliott uświadomił jej, że mogła być w ciąży.
Gdy ustalili już, co powiedzą (wymknęli się z domów na randkę, wracając natknęli się na ciało), zadzwonili. Nie czekali długo ani na policję, ani na rodziców. Długo trwały za to przesłuchania, szczegółowe i wyczerpujące, więc do domów wrócili dopiero nad ranem. Sophie nie była pewna, czy ktokolwiek uwierzył w ich wersję wydarzeń; okoliczności były dziwne i trzeba było to przyznać.
Poza tym, żadne z nich nie przemyślało jednego. Nawet, jeśli policja rzeczywiście im uwierzyła, to cała reszta wiedziała, że ta dwójka mocno się nie lubiła. Nikt nie potwierdzi, że mogli tak po prostu wybrać się na randkę.

/ zt. x2

@Elliott Langley

scarlettmów mi

5poziom

80punkty


Aiden Sanders

Fotograf

Awatar użytkownika

39 y/o

188 cm

Fotograf

a może złodziej dusz?

Centennial

brak odznak

Post »

#2
------------------------------------------------
Aiden wieczorem przysiadł do obróbki wykonanych zdjęć próbnych. Zauważył z niezadowoleniem, że trochę odwykł od edycji. Na stałe współpracował z trójką edytorów obrabiających jego zdjęcia w zależności od potrzeb - każde z nich miało nieco inny styl, używany w zależności od sytuacji.
Zdjęcia były dość ciemne - brąz kawiarni, brąz stolika, ciemne fotele. Rudość jej włosów też była mocnym kolorem dosyć mocno wtapiającym się w brązy, nie stanowiąc przeciwwagi. Kontrast stanowiła jej delikatna, dziewczęca twarz i kubek gorącej czekolady w kolorze jasnego beżu. Kubek kierował uwagę na usta - tak miało być. Wyszło... wcale zmysłowo szczególnie, że Amy nie zostawiała na kubku mocnych śladów szminki jak zdarzało się to wielu dziewczynom w jej wieku.
Nie przesadzał z obróbką - odseparował kolory, podbił trochę kontrast. Bardzo, bardzo standardowo.

Wysłał fotki dziewczynie razem z "surówkami" które ona wykonała. Nie były złe, nawet sobie poradziła z aparatem na w pełni manualnych ustawieniach. Nie wysyłał tylko tych, gdzie ostrość poszła ewidentnie w dziwne miejsca bądź jak to się mówi "były nieostre".

Przygotowania do dzisiejszych zdjęć przypomniały mu "stare czasy", gdy sam sobie był kierownikiem planu, asystentem i fotografem. Teraz na jego "superprodukcje" składała się praca nieraz i tuzina osób. Przygotował torbę z aparatem i dwoma obiektywami stałoogniskowymi. Tym razem jego "kontakt" z Nikona byłby już bardzo zadowolony - wszystko nosiło charakterystyczny, biały napis, będący symbolem ponad stuletniej tradycji tego japońskiego producenta.

Torba wylądowała na przednim siedzeniu jego Mercedesa. Na miejsce pojechał wręcz spacerowym tempem - przejazd miał być przyjemnością, tak jak cała sesja.
W umówionym miejscu był typowo dla niego - na czas.
Swoją modelkę wyłowił wzrokiem bezproblemowo - taka burza rudych włosów nie była zbyt częstym widokiem.
- Cześć Amy! Rzucił krótko. Udało ci się uzyskać zgodę? To warunkowało przebieg dalszych zdjęć. Odbędą się tak czy owak.

@Amy Barlow

Brakmów mi

1poziom

0punkty


Amy Barlow

uczennica

Awatar użytkownika

17 y/o

164 cm

licealistka rozglądająca się

za starszymi mężczyznami

i planująca zostać łyżwiarką

South End

brak odznak

Post »

#5

@Aiden Sanders

To nie był wcale taki łatwy wieczór dla rudowłosej. W drodze powrotnej do domu układała plan postępowania w celu uzyskania zgody na zdjęcia. Trzeba było w niego wtrącić osoby trzecie. Dlatego jak już dotarła do domu to skierowała się do pokoju starszej siostry, która miała kiedyś marzenia o zostaniu modelką i opowiedziała jej o tym całym zgłoszeniu, o spotkaniu z Aidenem, pokazała jej nawet stronę z jego zdjęciami, a gdy uzyskała sprzymierzeńca to wtedy we dwie skierowały się do mamy, by pomóc jej z kolacją. Oczywiście sprawa została przedstawiona tak, jakby ta sesja, czy dokładniej dwie sesje są szansą dla Barlow na lepsze życie, na wyrwanie się z Burlington i na zostanie sławną. Przecież wiadomo, że jeśli nie wyjdzie światu naprzeciw, to będzie musiała czekać, aż jakiś łowca talentów przyjedzie do Burlington i zobaczy, jaką jest świetną łyżwiarką. Ostatecznie po kolacji wraz z mamą usiadły przed laptopem rudowłosej i oglądały zdjęcia Sandersa, które nie ukrywam nawet jej mamie przypadły do gustu. Tak więc zgoda została uzyskana. Jednak Amy nadal nie mogła zasnąć, zgłosiła się do fotografa przez portal i owszem, otrzymała jego zdjęcia i te, które sama zrobiła. Oglądała je kilkukrotnie, oceniając swoje miny, wygląd i nie było tak fatalnie jak się wcześniej obawiała. Gdy się uspokoiła pod tym względem to położyła się spać, a na drugi dzień w szkole nie mogła się wręcz skupić, zerkając co chwila na zegar wiszący na ścianie i nie mogąc się już doczekać końca zajęć. Ubrana w swetrową sukienkę z golfowym kołnierzem, botki i włosy związane w warkocz oraz cienkie rękawiczki zjawiła się w umówionym miejscu, niestety spóźniona 5 minut, bo akurat nauczycielka zostawiła ich parę minut po lekcjach, zadając referat, który miała napisać na przyszły tydzień. W wejściu do parku ściągnęła gumkę z włosów i rozpuściła je, rozczesując palcami i uśmiechając się wesoło do bruneta.
- Cześć, mam, sam zobacz. - wyciągnęła z torby przewieszonej przez ramię papierek z podpisem pani Barlow.
- Świetne zdjęcia nam wczoraj wyszły. - powiedziała z uznaniem, patrząc na niego roziskrzonymi oczami, czekającymi wręcz na to, co przyniesie dzisiejszy dzień i dzisiejsza sesja zdjęciowa.

Brakmów mi

3poziom

29punkty


ODPOWIEDZ

Wróć do „Centennial Woods”