Rodzaj: wynajem
Lokatorzy: Aiden Sanders
Liczba pokoi: 4
Koszt utrzymania: średni

#2 Show Me a Beautiful Woman

Aiden Sanders

Fotograf

Awatar użytkownika

39 y/o

188 cm

Fotograf

a może złodziej dusz?

Centennial

brak odznak

Post »

Panna Jezioranski musiała czekać nieco zbyt długo. Wyjazd do Londynu i Abu-Zabi rozwinął się o Mediolan. Dużo pracy, parę na prawdę świetnych zdjęć. Aiden miał mnóstwo pracy. Ale wciąż miał z tyłu głowy fakt zaproszenia do siebie rudowłosej dziennikarki. Całe szczęście były telefony, można było wszystko ładnie wyjaśnić, swoim miękkim barytonem wyjaśnić, że jest się na drugim końcu świata. Nie nawykł do tłumaczenia się, jednak cenił prostą, ludzką uczciwość.

Pechowo, do Burlington wracał przez Nowy Jork, gdzie zabawił kolejny dzień. Zrzucił graty, przespał się. Wziął samochód. Całkiem zrelaksowany wrócił do wynajmowanego domu. Wysłał maila, aby zamówić sprzątanie na kolejny poranek i zostawił wiadomość Willow. Miał teraz więcej czasu, więc mógł elastycznie dopasować się do jej grafiku. Znów zasnął.

Gdy rano duet zajmujący się sprzątaniem uwijał się z pracą a Aiden pijąc kawę oglądał ściany salonu a na nich kolekcje zdjęć. Popołudniu nieco ją przearanżuje. O każdym zdjęciu powie jej parę zdań. Wino. Trzeba jeszcze wybrać wino. No i w razie jakby przyszła z kimś, może warto zabezpieczyć dwie butelki. I jakaś alternatywa... Coś się znajdzie. Jak w końcu będzie się budował, musi pomyśleć o składziku na wino i inne butelki. Przez myśl przeszło mu, czy aby Vermont nie jest w strefie aktywnej tektonicznie - byłoby źle, gdyby regały z alkoholem runęły na podłogę. Nie przypominał sobie żadnego trzęsienia z dzieciństwa...

Podszedł do antyramy na ścianie i zamienił miejscami dwa zdjęcia. Gdy odszedł dwa kroki by "złapać perspektywę" poczuł wibrację telefonu w kieszeni. Wyjął czarnego iphone, odblokował i zaczął czytać wiadomość od Willow...

@Willow Jezioranski

Brakmów mi

1poziom

0punkty


Willow Jezioranski

Dziennikarka

Awatar użytkownika

27 y/o

161 cm

Beware the patient woman

'cause this much I know

No one calls you honey

Downtown

Obrazek

Post »

Nie spieszyła się, czy też nie nalegała na spotkanie. Każde z nich miało swoje życie i swoje sprawy, którymi musieli się zająć. Pomimo tego, ze sprawa mordercy przycichła w ostatnich czasie, na warsztat wszedł świąteczny jarmark. Może dlatego pomyślała, żeby nawet nieco prawie zawodowe spotkanie przemienić w nieco coś bardziej prywatnego. Poinformowała o swoich zamiarach gospodarza, w razie, jeśli zamierzał zaprosić więcej osób. Okazało się, że mieli spędzić ten wieczór we dwoje — nie żeby specjalnie jej to przeszkadzało. Ostatnie ich spotkanie przebiegło jak najbardziej przyjemnie, chociaż przecież nie było wcale zaplanowane. A to tylko zwiastowało, że i to może być niezwykle ciekawe.
Na pomysł zrobienia grzańca wpadła, gdy przejeżdżała niedaleko rozstawiających się straganów z jarmarku i zobaczyła wielki napis oznajmiający, że właśnie tam będzie można zakupić ten trunek.
A że, na dzisiejszy wieczór przypadało właśnie spotkanie z panem fotografem, spytała, czy nie będzie miał nic przeciwko. Nie miał.
Wieczorem zdecydowała się na czarny golf, czerwoną plisowaną spódnicę i długie kozaki — ostatecznie mieli już grudzień, święta niemal za pasem. Można kombinować ze wszelkim rodzajami ubrań i nikt nie będzie miał ci tego za złe. Zwłaszcza że nie stawiała ani na coś mocno młodzieżowego, ani też mocno postarzającego, czy wyzywającego. Tak po prostu uznała, że wypada ubrać się na nieco nieformalną wystawę prac znanego fotografa.
Do drzwi jego lub wynajmowanego przez niego domu, zapukała punktualnie, trzymając w całkiem sporej torbie zakupy — czy raczej, zakupy na grzańca.
- Dobry wieczór Aiden. - Czy powinna zachować się bardziej powściągliwie i może mówić do niego wciąż po nazwisku z formą grzecznościową, pan? A może zupełnie nie i uznać, że są już lekko znajomymi, którzy mogą sobie pozwolić na takie bezpośrednie zachowanie. -Na dłonie gospodarza składam zakupy. Mam nadzieję, że pomysł z grzańcem nie jest niczym zdrożnym. - Uniosła delikatnie kąciki ust i wyciągnęła w jego stronę niezbędne produkty. Chyba niczego nie zapomniała, chociaż najbardziej bała się jego reakcji na wybrane przez nią wino. Ostatecznie bowiem, to człowiek, który bywał na salonach i pił pewnie wina o wartości jej pensji. Ale no cóż… Jej jeszcze nie było stać na takie wydatki, wiec albo spróbuje jej trunku, albo wzgardzi i wybierze coś swojego. Wybór należał do niego.

@Aiden Sanders

Liv #4000mów mi

1poziom

0punkty


Aiden Sanders

Fotograf

Awatar użytkownika

39 y/o

188 cm

Fotograf

a może złodziej dusz?

Centennial

brak odznak

Post »

Aiden cenił sobie prostotę. Czerń i biel. Gładką fakturę. Jasne sytuacje. Dlatego nie chciał zwodzić Willow i żeby wyglądało to jak odwlekanie spotkania, którego formułę przecież sam zaproponował. Akurat w jego wypadku zwrot "musiałem nagle lecieć do Madrytu/Oslo/Acapulco" mógł być prawdziwy, jakkolwiek bzdurnie by nie brzmiał.

Ucieszył się więc, że dogadali godzinę i dzień i z satysfakcją spojrzał na ścienny zegar, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Cenił sobie punktualność uważając, że jest to poszanowanie czasu własnego i cudzego. Cecha coraz rzadsza wśród ludzi spalających czas w internecie na bezproduktywnym przeklikiwaniu kolejnych stron. Jak dobry gospodarz udał się do drzwi i stwierdził z pewną dozą przyjemności, że spotkanie będzie miało bardzo kameralny charakter. Nie lubił tłumów... Willow była ubrana bardzo nieformalnie co właściwie również go ucieszyło - jego niebieskie jeansy i czarna koszula nie były przesadnie eleganckie, ale czuł się w nich swobodnie. Dobry wieczór Willow. Uśmiechnął się i wpuścił dziewczynę do domu, następnie odebrał papierową torbę z zakupami, jak na dobrego gospodarza przystało. Wszakże była tu gościem, nie dostawcą.
Nie, dlaczego? To doskonały pomysł. I jakkolwiek nie jestem miłośnikiem Weihnachtsmarktów to doceniam niemiecką pomysłowość. Legenda głosi, że tą wersję grzańca którą znamy wymyślili po to, żeby rozkoszować się młodym reńskim winem na świeżym powietrzu. A najlepsze reńskie wina robi się z winogron zebranych tuż po pierwszym przymrozku... Cóż, przynajmniej tak się robiło w czasach, gdy pogoda w Europie nosiła jeszcze znamiona normalności. Chociaż tradycja picia pod koniec grudnia grzanego wina z korzeniami sięgała na Starym Kontynencie przynajmniej III wieku... przed naszą erą. Willow nie wybrała wina niemieckiego, ale o takowe było bardzo trudno w Stanach. Najważniejsze, że rodzaj się zgadzał - wiele osób uważając go za sztywniaka wybrałoby ciężkie, wytrawne wino, które absolutnie tu nie pasowało. Liczę na twoją pomoc - zapraszam więc do części kuchennej. Od salonu odgradzała ją ogromna wyspa. Widać było ogromną, otwartą przestrzeń z czarno-białymi fotografiami w antyramach umieszczonych na białych ścianach. Aiden bezproblemowo odnalazł niewielki rondelek i włączył kuchenkę indukcyjną. Tradycja nakazywałaby gotowanie na małym ogniu, niestety - z tym u mnie krucho. Napijesz się czegoś na start? Może kawa? Przygotowanie napoju chwilę potrwa a mogła przecież przemarznąć na dworze. W jego domu nie było bardzo ciepło - nie przepadał za upałami uważając, że rozleniwiają człowieka. Zawiesił wzrok na ścianach. Miał nadzieję, że wybrał dobre zdjęcia ze swojej bogatej kolekcji. Cóż, niebawem się przekona...

@Willow Jezioranski

Brakmów mi

1poziom

0punkty


Willow Jezioranski

Dziennikarka

Awatar użytkownika

27 y/o

161 cm

Beware the patient woman

'cause this much I know

No one calls you honey

Downtown

Obrazek

Post »

Wysłuchała z zainteresowaniem wszystkiego, co mówił o niemieckich marketach świątecznych. Ona je widywała jedynie w internecie, w postaci ładnych stoisk, więc mogła powiedzieć tylko o tym, co chciałaby zobaczyć w takim wypadku. Ale miała przed sobą człowieka niebywale obytego w świecie i takiego, który z pewnością z niejednego jarmarku świątecznego jadł i pił. Pozostało jej się więc jedynie zgodzić z tym, co mówił.
- Często bywasz w Europie? Bo twój kalendarz ostatnio zdawał się mocno napięty. - Stwierdziła, zsuwając z ramion płaszcz.
W jej głosie nie było pretensji, raczej szczere zainteresowanie tematem, bo ona, jak z resztą duża część Amerykanów, nie miała okazji opuścić swojego kontynentu.
Omiotła wzrokiem rozległa przestrzeń jego domu, która przy okazji wydawało się mieć powierzchnię przynajmniej czterokrotnie większą niż jej obecnie wynajmowane mieszkanie. A domyślała się, że to i tak jedynie wierzchołek tego, co mogła w tym momencie zobaczyć. I przez myśl jej przeszło, że musi być człowiekiem tyle zamożnym, ile w równym stopniu też samotnym. Ale nie wiedziała, skąd ta nagła myśl — poznała kilka osób z tzw. Wyższych sfer i one zazwyczaj miały inne pojęcie na temat tego, co sprawia, że człowiek jest samotny. A może to tylko poza? Nie chciała oceniać go zbyt szybko, wszak przyszła tutaj tylko w połowie towarzysko, a w połowie, zobaczyć dzieła, które sam wykonał.
- Poproszę kawę. Ale nie za mocną — z rzeczy, które utrzymują mnie bez snu, kawa nie jest na pierwszym miejscu. - Uśmiechnęła się lekko, podążając za nim. - Jak na kogoś, kto mieszka w mieście tak krótko, to całkiem ładnie się urządziłeś. - Specjalnie użyła słowa całkiem — łechtała jego ego zgodnie z prawdą, ale jak na jej gust było tutaj zbyt… anonimowo. Niby ściany zdobiły jego prace, ale nie było tutaj żadnych zbędnych dodatków, ani nawet śladów sierści zwierzaka, czy kosmetyków kobiety. Można więc było zakładać, że nie zostaną niespodziewanie zaskoczeni przez powrót małżonki.
Chyba.
Mimo wszystko mogła sobie wyobrazić, że wracanie do tak uporządkowanego domu, mogło być przyjemne.
- Muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś szalonego. Wiesz… Wielkie gwiazdy mają tendencję do przesadzania jak Freddy Mercury. Ale nie widzę nigdzie rozsypanego koksu ani pań lub panów śpiących od tygodnia na psim posłaniu w rogu. - Zażartowała. I żeby nie było — szalenie szanowała twórczość samego Mercurego, jak i całego zespołu Queen, ale było to pierwsze skojarzenie, jeśli chodziło o blichtr.
Oparła się dłońmi o płytę, przyglądając się, jak wstawia wino i szykuje dla nich napoje.
- I dziękuję, że znalazłeś dla mnie czas. Domyślam się, że dla kogoś takiego, jak Ty to niezwykle cenny… surowiec? Zasób?

@Aiden Sanders

Liv #4000mów mi

1poziom

0punkty


Aiden Sanders

Fotograf

Awatar użytkownika

39 y/o

188 cm

Fotograf

a może złodziej dusz?

Centennial

brak odznak

Post »

- Tak, bardzo często. Jeśli chodzi o nasz kontynent, liczy się praktycznie tylko Nowy Jork. Większość moich zleceń to Europa Zachodnia, czasem trafiają się duże kontrakty w Azji. Pomógł jej zdjąć płaszcz. Lekko zaplątał się w podszewkę i kostki jego palców dotknęły jej ramion nieco mocniej niż zamierzał. Nie mogło to nosić chociażby najmniejszych znamion bólu, jednak doskonale poczuł ciepło jej skóry i zapach perfum. Odwieszenie płaszcza było już tylko momentem i miłym dopełnieniem całości.
Mam tam dwa mieszkania - jedno w Londynie, drugie na Malcie, w St. Julians. Jak na złość w obu miejscach ruch lewostronny. Zażartował. Ale pierwszy raz po złej stronie drogi był dla niego koszmarem. Tak jak parkowanie tyłem, gdy ruchy trzeba było wykonywać "lustrzanie" do wyuczonych.

Dom po drobnym remoncie rzeczywiście prezentował się przyzwoicie. Niestety, sterylnie, ale przy tym czysto, nowocześnie i z klasą. Mógł tu podjąć dosłownie każdego bez spojrzeń mówiących, że uciekł na prowincję. Nie było luksusowo - bo miał okazję poznać znaczenie tego słowa, co sprowadziło go na ziemię. Wciąż nie był bogaty i już chyba nigdy nie będzie. Był co najwyżej zamożnym człowiekiem, który coraz bardziej zbliżał się do określenia "w średnim wieku".
Samotnym człowiekiem, co mogło być widoczne. Miejscu nie brakowało dbałości - płacił za nią. Ale pieniędzmi zasypywał tylko coraz większą pustkę. Już nawet nie palącą pustkę. Martwą pustkę, duszącą nie mniej niż kołnierzyk koszuli od Valentino w czasie rozmów biznesowych. Bycie swoim własnym managerem bywało męczące

Brazylia, Kolumbia, Honduras? Każda miała swoje nutki smakowe i własny, niepowtarzalny charakter. Albo możesz zdać się na mnie i dostaniesz kolumbijską Madremonte. Kawa z ciekawą historią - Aiden poznał ją w Kolumbii, skąd pochodziła. Madremonte była uprawiana wyłącznie przez kobiety. Na całej plantacji nie pracował ani jeden mężczyzna. Często były to osoby po ciężkich przejściach, dla których praca z dala od męskich katów była zbawieniem i jedyną szansą na nowe życie.
Dziękuję, nie będę krył, że to dzięki lokalnej projektantce wnętrz. Właściwie, to Ophelia była ostatnią kobietą która gościła w domu... No, może ekipa sprzątająca, dla niego robotnicy najczęściej byli dość bezosobowi i nie zwracał na nich uwagi.

Gwiazdy być może tak. Ja nią nie jestem. Ostatnia gwiazda w fotografii moim zdaniem zgasła szesnaście lat temu. Z resztą, niecałe dwa miesiące temu była setna rocznica jego urodzin. Podziwiany przez niego Helmut Newton. To jego fotografie zdobią ściany w jego domu. Nieco zabawnym faktem było, że zdjął część z nich przed tym spotkaniem, żeby powiesić zdjęcia własnego autorstwa. To nie było tak, że nie lubił się przechwalać. Po prostu uważał, że wciąż są lepsi i bardziej godni, by ich podziwiać. Gdyby chciał patrzeć na siebie, powiesiłby lustra...

Zasób. Może być zasób. Odparł krótko obserwując rondelek. Nie dopuścić do zagotowania. Tyle wiedział... Fakt, jest dość cenny. Zwykle nie mniej niż pięćdziesiąt tysięcy dolarów za dzień zdjęciowy. Plus koszty. Dodał, szukając kamionkowych kubków. Gdzieś tu były... Znalazł. Brązowe, masywne. I długo trzymające ciepło. Ideał. Podał Willow kubek i obdarzył ją lekkim uśmiechem.
Za spotkanie. Powiedział, unosząc naczynie w górę. I przy okazji - nie chcę robić ci wycieczki jak po muzeum, więc powiedz mi, co chcesz zobaczyć a wybiorę odpowiednie zdjęcie. Zaskakujące? Być może. Przecież nie wiedziała, co dla niej przygotował. Możesz zadawać dowolne pytania, a ja odpowiem ci obrazem. Ze ściany, albo z kolekcji pozytywów. Wyjaśnił zagadkę. Albo dopiero ją rozpoczął...

@Willow Jezioranski

Brakmów mi

1poziom

0punkty


Willow Jezioranski

Dziennikarka

Awatar użytkownika

27 y/o

161 cm

Beware the patient woman

'cause this much I know

No one calls you honey

Downtown

Obrazek

Post »

Słuchała z zainteresowaniem słów Aidena, który zachwycał nie tylko niesamowitą prezencją, ale też obyciem, kulturą wypowiedzi, znajomością świata. Naprawdę powinna napisać artykuł o nim i zatytułować go - o jedynym człowieku w Burlington, który mógłby konkurować z Tedem Bundy o miano osoby, która osiągnęła cokolwiek w życiu. W jej głowie był to rzecz jasna tytuł roboczy - z pewnością jakoś zgrabnie by to ujęła i opisała w maksymalnie trzech słowach, żeby tytuł miał jasny przekaz, a jednocześnie zapadał w pamięć.
Ale to nie pora i miejsce na takie dywagacje. I nie miała też ochoty nad tym myśleć - ostatecznie nie po to tu przyszła.
Pozwoliła mu pomóc sobie z płaszczem, czując niespodziewanie dotyk jego dłoni na swoim ramieniu. Było to przyjemne doświadczenie i na swój sposób niewinne, bo ona niespodziewanie zarumieniła się, jakby właśnie wykonał wielki gest, a przecież żadne z nich nie zamierzało najpewniej wykonać tych czynności intencjonalnie.
On nie zamierzał jej dotykać, a ona nie miała w planach się rumienić. Ale obie rzeczy się stały i jak wszystko, trzeba było wziąć pod uwagę, wykonując przedziwne równanie tego spotkania.
Nie zamierzała się nawet oszukiwać, że Aiden był mężczyzną przystojnym - wiedziała to, nawet zanim poznała go osobiście. Ale przy takim zestawieniu zyskiwał jeszcze bardziej. To też nie umknęło jej dziennikarskiej uwadze. I kobiecej również.
- Mam nadzieję, że nie odbierzesz tego za… za właściwie mój zawód. - Zaśmiała się pod nosem - Ale zawsze miałam ochotę zapytać, a nigdy nie miałam okazji - po co komuś tyle domów? Utrzymanie ich musi kosztować znacznie więcej niż okazjonalny pobyt w hotelach. - Stwierdziła, nie biorąc jednak pod uwagę, że dom może być na przykład komuś wynajmowany. Ale to też wymagało jakiegoś planowania. Bo co jeśli miałby niespodziewaną sesję, a dom byłby akurat w środku wynajmu.
- Podobno na Malcie najczęściej kupowaną rzeczą są pasty na zarysowania karoserii, bo nikt nie potrafi tam jeździć. - Odpowiedziała żartem, na jego żart. Chociaż czytała to kiedyś, jako jedną z ciekawostek na odwrocie kartki z kalendarza to szczerze wątpiła, żeby to była prawda.
Zabawne, że nie uważał się za człowieka zamożnego - dla Willow był, ale pod względem finansowym. Nie miała pojęcia o jego dobrach duchowych, a posiadanie trzech domów, raczej sugerowało, że jest on typem może nie tyle nieszukającym stabilizacji, ile nieuważającym go, za coś niezbędnego. Ale może było to jedynie błędne przekonanie?
- Zabrzmi to najpewniej jak zbrodnia w uszach kogoś, kto zna się na kawie, ale poproszę z mlekiem. Dużo mleka. Nieco więcej niż w flat white, ale mniej niż w latte. - Znów się uśmiechnęła, jakby dając mu wybór — czy chce jej wypowiedź uznać za żart, czy może jednak nie. - Czyli tak w skrócie — zdaje się na ciebie. - Niestety nie umiała wymienić nazwy, bo zgubiła się w tym szerokim wyborze i ostatecznie wolała naprawdę, żeby to on stał za wyborem kawy. Bo chyba mówił z sensem. Zupełnie jak teraz, gdy kolejny raz poruszył temat słynnego fotografa, a Willow nie zapamiętała w porę jego nazwiska przy poprzednim spotkaniu. A szkoda, bo z pewnością poczytałaby o nim więcej, żeby nie siedzieć, jak ta głupia gąska. Nie lubiła się czuć niedoinformowana. Chociaż, z drugiej strony, miała przed sobą chodzące źródło informacji o nieżyjącym już guru fotografii.
Cena, jaką podał za dzień zdjęciowy, sprawiła, że niemal opadła jej szczęka. To wynosiło tyle ile niemal półroczny jej dochód. A może nawet i więcej. Stąd posiadanie tylu domów. Zwyczajnie piła sobie wino z człowiekiem, który najwyraźniej miał już tyle środków, że nie miał na co innego ich wydawać. Przełknęła jednak zdziwienie, wraz z całą gamą zapachów, którymi zaciągnęła się, gdy podał jej kubek. Jak to możliwe, że ktoś tak sławny, mógł być tak… normalny?
- Za spotkanie. - Uniosła kubek w odpowiedzi na jego słowa i gest i upiła pierwszy łyk, dając kolejnym jego słowom docierać do niej zza lekkiej mgiełki przyjemności spotkania.
- Pokaż mi swoje ulubione zdjęcie. - Stwierdziła nagle, a potem odwróciła się nieco w stronę “wystawy”. - A potem takie, które twoim zdaniem określa twój… styl? - Te dwie rzeczy nie zawsze przecież szły w parze. Sama wiedziała po pisanych przez siebie tekstach. Może i tekst o parze staruszków, którzy kochali się od czasów wojny i odnaleźli po latach, nie był szczytem jej możliwości i jej stylu, ale z pewnością najcieplej robiło jej się na sercu, gdy myślała właśnie o tym tekście.

@Aiden Sanders

Liv #4000mów mi

1poziom

0punkty


Aiden Sanders

Fotograf

Awatar użytkownika

39 y/o

188 cm

Fotograf

a może złodziej dusz?

Centennial

brak odznak

Post »

Drobne gesty były tym, czym Aiden budował swoją aurę. Wszakże co innego mówić o klasie i doskonałości, co innego ją pokazywać a co innego być nią. Z biegiem lat robił to niemal automatycznie. Sprawiało mu to przyjemność i stało się elementem jego nowego, idealnego życia, więc ciężko nazwać to wyrachowaniem lub pozą.

Spodziewał się pytań i wydawało mu się, że jest całkiem nieźle przygotowany.
Nie, absolutnie. Nawet nie zmienił wyrazu twarzy. Pierwsze pytanie było domeną ludzi, którzy nigdy nie stykali się z wielkimi pieniędzmi i wydawało się całkowicie naturalne. Dywersyfikacja gotówki, tylko i wyłącznie. Posiadłości, dobra, złoto. Nabierają wartości, w odróżnieniu od papierków z wizerunkami dawnych prezydentów. Obrót nimi nie jest tak prosty, więc nie padną łupem pazernego bankiera albo doradcy, inflacja nie sprawi, że niegdysiejsza fortuna będzie warta bochenka chleba. Apartament na Malcie zawsze będzie apartamentem na Malcie. Nie da się go jednak wynieść w torbie albo w ciągu paru miesięcy stwierdzić, że nie jest nic wart. Aiden może nie obawiał się paranoicznie ubóstwa, jednakże dość uważnie śledził sytuację na świecie. I nie był nią ukontentowany. W wypadku Malty miał również plan starania się o obywatelstwo za kilka lat - był to jeden z europejskich rajów podatkowych.

Wysłuchał co ma do powiedzenia o kawie i nie oceniając stwierdził Czyli sama stawiasz się niżej, bo jednak masz wyrobioną świadomość. I smak. Nie usłyszał wszakże "rozpuszczalna pół na pół z mlekiem" na którą mógłby tylko wzruszyć pobłażliwie ramionami. A swojej wizji czasem warto bronić. Nawet, jeśli chodzi o kawę czasem okazuje się, że mamy coś ciekawego do powiedzenia. Znam pewnego fizyka, który pomimo wysokiego stopnia naukowego i niemałych dokonań w dziedzinie fotografii w życiu nie wypił ani jednej kawy. I nikt go nie przekona do swojej wizji smaku. Ileż razy ludzkości umknęły rzeczy niezwykłe, które zgasił ludzki lęk przed ośmieszeniem? O tym w sumie będzie też za chwilę...

On bogaty? Raczej nie. Dobrze sytuowany, to na pewno. Gdyby przestał pracować mógłby żyć na tym poziomie gdzieś do sześćdziesiątki, może nieco krócej...

Pokaże ci zdjęcie, które uwielbiam, ale nie jest mojego autorstwa. Wskazał ręką na ścianę po lewej. Skrojony w kwadrat portret przedstawiał mężczyznę i kobietę. https://artdone.files.wordpress.com/201 ... s-1983.jpg
David Lynch i Isabella Rosselini w obiektywie Helmuta Newtona, 1983 rok. Panna Rosselini to córka Ingrid Bergmann, ale tak oszałamiającej kariery jak ona nie zrobiła. Jednak co do samego portretu - widzisz tu siłę, dominację, opór? Wiele osób, wiele interpretacji. Dyskusja trwa już czwartą dekadę... A może namiętność, pociąg, niemal erotyzm? Jeden obraz potrafi wywołać wiele uczuć, zależnie od wrażliwości i "wyrobienia" odbiorcy. Tak jak w życiu każdego z nas, jedna scena z pozoru winna lub z pozoru niewinna warunkuje nasz chwilowy odbiór rzeczywistości. Co może zakończyć się "nie wiem dlaczego go nie lubię" od człowieka na imprezie albo śmiercią od policyjnej kuli, jeśli policjant omyłkowo uzna, że sięgnęliśmy po wyimaginowaną broń.
Drugie pytanie przysporzyło mu sporo trudności. Ostatecznie udało mu się dokonać wyboru.
Chyba to. powiedział przystając przy portrecie młodej dziewczyny. https://nicolettalolli.files.wordpress. ... oversi.jpg Piękno, niepokój, magia, monochrom. To mógłby być kadr z horroru i kadr z magazynu modowego. Zdradzę ci sekret - to drugie. Zrobiłem je dla francuskiego Vougue'a. Czasem sam czuł pewien niepokój spoglądając na to zdjęcie. Jednocześnie sam pod piękną maską skrywał niepokój... To zdjęcie zawierało kawałek jego duszy. Nie zdziwiłby się, gdyby po jego śmierci zostało jednym z "przeklętych obrazów"...

@Willow Jezioranski

Brakmów mi

1poziom

0punkty


Willow Jezioranski

Dziennikarka

Awatar użytkownika

27 y/o

161 cm

Beware the patient woman

'cause this much I know

No one calls you honey

Downtown

Obrazek

Post »

Lubiła prowadzić ciekawe dyskusje, a w zasadzie ciężko trafić na bardziej odpowiednią osobę do takiej czynności, jak człowiek, który widział kawał świata i najwyraźniej miał spory dystans do siebie, skoro wyjaśniał komuś takiemu jak ona wszelkie zawiłości wynikające ze stanu majątkowego, którego ona najpewniej nigdy nie doświadczy.
- Ale w sumie w niektórych miejscach na świecie, domy też tracą swoje wartości. Ludzie wyjeżdżają… Chociaż w sumie… - Sama sobie przerwała, bo gdy mówiła o tym na głos, uderzyła ją pewna inna logika całego przedsięwzięcia. - Ot weźmy wyspy w Grecji, czy Włoszech. Wyjeżdżają młodzi, którzy chcą poznać innego życia. Nowi więc Grecy się nie rodzą, ale za to sprowadzają się tam ludzie, jak Ty... Którzy pragną zainwestować, może odpocząć. - Oczywiście, że z tyłu głowy jej przyszła również myśl, że swoje niewątpliwie liczne kochanki również tam zapraszają. Lub kochanków.
Nikogo nie oceniała — nie jej w tym interes, chociaż akurat Aiden nie wysyłał żadnych sygnałów mających podtekst homoseksualny.
Jeśli miałaby być ze sobą samą zupełnie szczera, to był jednym z najbardziej męskich mężczyzn, jakich widziała w życiu. Może dlatego tak chętnie, acz nieco podświadomie zgodziła się na spotkanie?
Bruneci o ciemnych oczach to chyba była taka jej trochę słabość, z którą niekoniecznie chciała walczyć.
Tematy kawy i pieniędzy nie były jednak dla Willow nawet w połowie tak ciekawe, jak to po co w jakimś stopniu tutaj przyszła. Może Aiden miał rzeczywiście rację i swoją racji należało bronić? Ale czy to nie jest tak, że tylko krowa nie zmienia poglądów, jak to mawiała jej matka?
Przyjrzała się wskazanemu przez niego zdjęciu.
Rzeczywiście było niezwykłe i posiadało tak wiele do interpretacji, że nie do końca umiała powiedzieć, czy je lubi. Miało w sobie coś z lekarskich oględzin dokonywanych na zauroczonej pacjentce.
- Chyba widzę obie rzeczy… - Powiedziała, przyglądając się dziełu w wielkim skupieniu. - Według mnie, chociaż najpewniej się mylę, ale za twoją zgodą… - Tutaj wreszcie oderwała wzrok od zdjęcia i przeniosła je na Aidena - Będę przy nim obstawać. Widzisz… Jak dla mnie to on ma w sobie pewną siłę, którą hamuje, a którą przekuwa w zimną logikę. Ona natomiast, jak to kobieta, jest pełna pasji, erotyzmu. - Uśmiechnęła się do niego. - A Ty jak widzisz to zdjęcie? - Była ciekawa jego interpretacji. Z jakiegoś powodu zostało dziś wymienione, a więc chciała się dowiedzieć, co siedzi w jego głowie, gdy patrzy na tych dwoje zamkniętych w klatce wieczności ludzi.
Drugie zdjęcie, przy którym się zatrzymali, sprawiło, że włoski na karku Willow uniosły się nieco, ale jednocześnie nie mogła oderwać wzroku od przedziwnej twarzy dziewczyny.
Fakt, była piękna, ale w jakimś stopniu była też
- Dzika. W sensie wygląda na taką, która rzucona między wilki, poradziłaby sobie doskonale. Z łatwością potrafię sobie wyobrazić też, że wychowuje się gdzieś na farmie gdzieś pośrodku niczego, a nocami jeździ z ojcem starym pick-upem i zbierają fanty, gdzieś w mieście. - Znów spojrzała na niego, ale tym razem nieco speszona, że być może uzna, że ocenia jego pracę na niezbyt odpowiednim poziomie. - Znaczy, znów pewnie będziesz mógł śmiało uznać mnie za ignorantkę w kolejnej już kwestii, ale jeśli miałabym w pierwszym momencie ocenić to zdjęcie, to bym powiedziała, że jest stare, z czasów może dzikiego zachodu, a nie do magazynu o modzie. - Powiedziała i uniosła napój do ust. - Jeśli marzysz już tylko o tym, żebym zamilkła, bo opowiadam farmazony, to nie krępuj się. Przywykłam do tego, że jestem uciszana. - Nie, to nie była skarga. Lekki żart o tym, że jako jedyna kobieta w redakcji, dość stereotypowo z resztą, gadała najwięcej.

@Aiden Sanders

Liv #4000mów mi

1poziom

0punkty


Aiden Sanders

Fotograf

Awatar użytkownika

39 y/o

188 cm

Fotograf

a może złodziej dusz?

Centennial

brak odznak

Post »

Pewnie, że mogą stracić. Każda inwestycja to ryzyko. Ale dom to jedna z rzeczy która zawsze będzie przedstawiała jakąś wartość sama w sobie. Jedna decyzja rządu może sprawić, że dane banknoty staną się bezwartościowe. I to zdarzało się w przeszłości. A dom zawsze pozostanie domem. Podobnie z biżuterią - nawet jeśli straci swoją wartość jako wyrób, zawsze pozostanie surowiec... Zawsze pozostanie coś, co reprezentuje wartość trochę większą niż obietnica państwa, które może przestać istnieć. Nie takie imperia w dziejach świata upadały... Na Malcie mojego majątku dogląda jeden z przyjaciół. Wiesz, w Grecji czy we Włoszech takie miejsca stają się mieszkaniami na wynajem dla turystów i mogą nawet na siebie zarabiać. Starzy maltańczycy mawiali, że jeszcze w latach 80 ziemia na ich wyspie była tak tania, że ar można było kupić za równowartość paru skrzynek pomarańczy. Obecnie - wiele z nich to warte miliony działki na których stoją hotele, centra SPA czy drogie restauracje...
Z resztą, gentlemani nie zwykli rozmawiać o pieniądzach. Chociaż niektórzy zwykli mawiać, że o pieniądzach nie rozmawiają ci, którzy już je mają...

Willow jak najbardziej wpisywała się w jego gust... Ten był dość szeroki. Obcując z różnymi formami piękna, Aiden miał swoje ulubione elementy, jednak nie ograniczał się do jednego kanonu. Zamykanie się to zawsze ograniczenie. Sztuka nie znosi ograniczeń.
Mhmm. To była interpretacja inna niż jego. Ale też bardzo dobra. Czasem bywał nieomylny. Ale nie teraz. Jak znam Davida Lyncha, to równie dobrze mógł potraktować Isabellę jak element swojego przedstawienia. Trochę jakby sprawdzał parametry elementu swojego przyszłego dzieła. Sam grał w tym momencie. To było jasne. Ale scena wyszła iście filmowo... Jak to u Helmuta Newtona, na granicy kiczu i sztuki. Widzę tu grę - coś w rodzaju dominacji i poddania się. Jednak nie w tym konwencjonalnym sensie. Ona nie jest tutaj jego własnością. Gra w grę. Erotyzm ale i poza. Zdecydowanie. Ale generalnie uwielbiał to zdjęcie.

Drugie zdjęcie wywoływało skrajne emocje. Było o nim głośno. I wciąż robiło wrażenie. Reszta zdjęć była w stylu boho, ale nie było tam ciepła i energii matki ziemi. Było za to mnóstwo kontrowersji. I dokładnie o to chodziło. Dzikość w bardzo behawiorystycznym ujęciu, nic z romantycznego obrazu. Ale jednocześnie nie jak alternatywna fotografia z krwią, mięsem i tatuażami. Został dobrze zrozumiany. Uciszają dziennikarzy? Zapytał z lekkim zdziwieniem. Wydawało mu się, że wolność mediów to jeden z fundamentów amerykańskiej wolności. Nie, ja nie mam zamiaru cię uciszać. Przeżywaj wszystko na swój indywidualny sposób. Po to ją zaprosił. Żeby zostać trochę zrozumianym i coś przeżyć...
A jak jesteśmy przy Vogue. Wskazał dłonią na kolejne zdjęcie. https://blog.artsper.com/wp-content/upl ... g-Penn.jpg Wręcz pomnikowa okładka Vogue. Poza kojarzyła się z fotografią modową. Modelka, kontrast. Wszystko było ikoniczne. To jedna z rzeczy które chciałbym kiedyś stworzyć. Fotografia ponadczasowa. To okładka z kwietnia 1950 roku. A wyznaczyła kierunek na następne pół wieku... Gdyby nawet jako-tako orientującej się osobie powiedzieć, że powstała w latach 60,70,80 czy nawet 90 jako lekkie retro - przeszłoby bezproblemowo. Na razie muszę się zadowolić reprodukcją z oryginalnego negatywu. Podobno jedną z ośmiu na świecie. Ale któż to wie. Autor nie żyje od 12 lat (zmarł w słusznym wieku ponad 90 lat) a on sam widział jeszcze 4 inne kopie.
Jak definiujesz piękno? Myślisz, że ma jakąś definicję? Zapytał, skręcając w zupełnie inny tor...

@Willow Jezioranski

Brakmów mi

1poziom

0punkty


Willow Jezioranski

Dziennikarka

Awatar użytkownika

27 y/o

161 cm

Beware the patient woman

'cause this much I know

No one calls you honey

Downtown

Obrazek

Post »

- W zasadzie masz rację. Dom, chociaż też straci na wartości, nie przestanie z tego powodu być gorszy, jeśli będzie zadbany. Podobnie jest z samochodem, który wyjeżdża z salonu. Podobno, jak koła dotkną asfaltu, samochód z miejsca traci 30%. - Nie wiedziała, czy to prawda — nigdy nie miała nowego samochodu, więc ten problem jakby jej nie dotyczył.
Willow nie miała pojęcia, co mówili starzy maltańczycy — Wiedziała, że czasem może i ziemia była tania, ale nie dało się jej kupić bez udowodnienia, że ma się członków rodziny z danego kraju lub nie jest się rolnikiem. Tak było w Irlandii na przykład. - Dobrze mieć rozsądnych i zaufanych przyjaciół. - Dodała jeszcze, zastanawiając się przy okazji, czy to nie jest jakaś ukryta wiadomość, że być może to jest jedynie przyjaciel.
Ale ona o pieniądzach nie rozmawiała, bo nigdy nie były dla niej najważniejszym czynnikiem — raczej swoistą nagrodą za słuszną koncepcję.
Zamykanie się na jeden z kanonów piękna, mogło co prawda niby trochę ograniczać, z drugiej jednak strony przecież z jakiegoś powodu, najpewniej takiego, którego współcześni nie umieli już wyjaśnić, działo się tak nie bez powodu.
Odmienna pula genetyczna, a dzięki temu możliwość spłodzenia potencjalnie najzdrowszego potomstwa? Cóż… Genetyka i instynkt to rzeczy, które niebywale trudno oszukać.
Jego wytłumaczenie również wydało jej się prawdziwe — nieco inne niż jej, ale jednak mogłaby przyjąć, że równie prawdopodobne, co jej.
To zresztą dość zabawne, że można patrząc na tę samą sytuację przedstawioną, można było dojść do zupełnie różnych wniosków. Może właśnie też z tego powodu różne sytuacje społeczne były interpretowane w inny sposób? Sposób patrzenia zależy od punktu siedzenia, czy jakoś tak.
- Czy twoim zdaniem erotyzm zawsze wiąże się z dominacją? - Spytała, przyglądając się zaciekawiona, jego przemyśleniom musiał towarzyszyć ciekawy tok. - Nie mówię tu o preferencji seksualnej jako o fetyszu. Ale czy można w związku zrównoważyć siły, czy jednak zawsze będzie tam element siły większej lub mniejszej? - Była ciekawa, co on na ten temat sądzi. Podobnie, jak i on był ciekawy jej opinii na temat zdjęć. Póki co, bo tematy ich rozmowy były diabelnie interesujące, ale w dalszym ciągu równie poprawne. W jakiś jednak sposób sprawiało, to, że spotkanie zyskiwało naprawdę charakter intymnej wystawy.
- Nie, media w dalszym ciągu są wolne, jeśli o to pytasz. - Powiedziała, uśmiechając się szeroko, chociaż jakby z pewną nutką wyuczenia. Być może miało to związek z tym, co mówiła dalej? - Ale relatywnie młode kobiety, będące w zasadzie wciąż na najniższym szczeblu kariery i będące w mieście nowe i bezznajomości, nie mają zbyt wiele do powiedzenia. - Wiadomo, że nie była jedną z tych, co pozwalają sobie dmuchać w kaszę, ale przecież nie mogła ciskać się o wszystko.
Wyleciałaby wtedy z redakcji szybciej, niż mogłaby powiedzieć prawa kobiet .
- Piękno nie ma definicji, jeśli przyjmiemy, że jest chwilą, bo wtedy może być dosłownie wszystkim. Jeśli jednak założymy, że pewne kanony są ponadczasowe, to musiałabym powiedzieć, że piękno jest kanonem przewidywalności. - Mówiła, cały czas przyglądając się kobiecie w kapeluszu. I teraz pytanie, czy była piękna przed i po wykonaniu tej fotografii, czy może jej uroda była ustawieniem do zdjęcia. - A ty co uważasz za piękne? - Spytała, popijając niespiesznie zaproponowany przez niego wcześniej trunek.

@Aiden Sanders

Liv #4000mów mi

1poziom

0punkty


ODPOWIEDZ

Wróć do „Dom #3”