Droga

Hunter Sinclair

barmanka

Awatar użytkownika

24 y/o

175 cm

I don't need your love

'Cause I already cried enough

I've been done

Downtown

brak odznak

Post »

Liczyła bardziej na jakieś wredne uwagi niż miłe słowo. Była nieźle zdziwiona, widząc reakcję chłopaka. Zaczynało jej się robić coraz bardziej głupio, czuła, że musi mu kiedyś wszystko wyjaśnić, opowiedzieć. Teraz jeszcze nie była w stanie, poza tym nie ma czym się chwalić. Chwilowo przypominała ruinę, zdarzały jej się również ataki paniki. Generalnie narkotyki narobiły niezłych szkód. Można powiedzieć, że zrobiła to na własne życzenie i nie ma dla niej usprawiedliwienia. Gdyby tylko ktoś mógł poczuć to, co ona, ukojenie, nie czuła wiecznego bólu, który nosiła w klatce piersiowej. Miała swoją odskocznię.
- Tak... Dobrze, że Cię poinformowała. - przygryzła lekko wargę, mama pewnie nie powiedziała mu zbyt wiele. Zresztą sama nie bardzo chwaliła się tym, że znalazła swoją córkę prawie nieżywą na podłodze w jej sypialni. To musiało być dla niej wstrząsające.
- No tak, miewałam mnóstwo głupich pomysłów. - westchnęła. Wtedy jeszcze kochała życie i dopiero co zaczynała brać więc miała mnóstwo energii. Dobrze, że Josh się nigdy nie połapał, że Sinclair była pod wpływem. Nie miała żadnych zdjęć, a szkoda, mogłaby w te najgorsze swoje momenty po prostu je przeglądać.- Tym razem ten pan potrzebuje Twojej pomocy. - skrzywiła się, patrząc na biednego psiaka.
- Kiedy go widziałam wczoraj wieczorem to jeszcze wszystko było w porządku. Nie wiem, co nabroił... Albo po prostu jakiś idiota go skrzywdził. - naprawdę miała ochotę się rozpłakać, Thunder to jej jedyny najlepszy przyjaciel. - Wiesz, że ja nie mogę... nie mam na tyle... nie chcę żebyś był na tym stratny. - coraz bardziej robiło jej się niezmiernie głupio, nawet nie miała jak mu się odwdzięczyć. Przymknęła na moment oczy. Czyżby nadal mógł być jej przyjacielem?
- Przepraszam jeszcze raz, nawet nie wiesz jak mi głupio. Nie wiem nawet jak Ci się odwdzięczyć. - wbiła wzrok w Golda, nadal głaskając psa, jakby miał ją uspokoić.

acheronmów mi

1poziom

0punkty


Josh Gold

Pomoc weterynaryjna

Awatar użytkownika

24 y/o

173 cm

Pomagam przy zwierzakach,

studiuję weterynarię,

a moją miłością są zwierzęta!

Downtown

brak odznak

Post »

Josh był chyba za bardzo naiwny, by wiedział, że dziewczyna wtedy była pod wpływem. Te jej głupie pomysły całkiem kolorowały mu świat. W pewnym momencie jej zabrakło, a on? Cóż, ułożył sobie jakoś życie, trochę możliwe, że wieszając się na Nolanie, który (jeszcze) nie miał nic przeciwko temu.
- Wpiszemy mi to w praktyki. Jeśli sam nie pomogę, to zawołam ojca. – Wszystko akurat tutaj się liczyło. Powoli dobijał do końca studiów, które były dosyć wyczerpujące, głownie z powodu ilości praktyk, które musiał zaliczyć. I tak lecznica poszła mu dość na rękę i zaproponowali mu małą wypłatę, a jednocześnie podpisywali mu kolejne praktyki, które uczelnia kazała mu zrobić. – Myślę, że jednak nie będzie to koniecznie. A akurat muszę i tak wykonać jeszcze jedno zdjęcie rentgenowskie. – Mrugnął do niej przyjaźnie okiem. Co prawda, powinien to robić pod nadzorem, ale potem jakoś to wszystko pozałatwia.
- Wspólna kawa na pewno będzie okej. – Otworzył swój plecak i wyciągnął z niego niebieski kocyk w białe pieski. Wyglądał trochę jak kocyk dla niemowlaka. Nie był nowy, miał kilka dziurek, ale to i tak nic nie szkodziło. – Owiń go delikatnie, uważaj na nóżkę, by jej nie dotykać. I bierzemy małego do lecznicy. – Gdyby dziewczyna nie mogłaby unieść psiaka, to oczywiście by jej pomógł, na razie jednak trzymał się w bezpiecznej odległości, aby psiak sam mu zaufał.
I poszli. Po drodze Josh wykonał jeden telefon, aby poinformować, że będzie w lecznicy. Nikt akurat się w niej nie znajdował, więc młodzi powinni być sami.

Antekmów mi

1poziom

0punkty


Gabriel Hughes

Fotograf

Awatar użytkownika

26 y/o

195 cm

Shining

Like

The Northstar

Downtown

brak odznak

Post »

Ten dzień był jednym z tych, które kiedy po wstaniu chciało się, żeby dobiegł końca. Natłok pracy, brak energii do życia i specyficzne samopoczucie. Zaraz po przebudzeniu Gabriel upychając w buzi szybką kanapkę i ogarniając poranną rutynę, pognał do pracy. Mieszkał w tej samej dzielnicy, gdzie znajdowało się studio, ale tym razem miał wrażenie, jakby wszędzie był spóźniony. Żeby nie myśleć o życiu prywatnym wrzucił sobie w pracy dwustuprocentowe obroty. Klientów było coraz więcej i na tą chwilę znaczna mniejszość wchodziła z ulicy, by zrobić sobie zdjęcie do dowodu. Współpraca z producentami odzieży opłaciła się i Gabriel z każdym tygodniem powiększał grono stałych klientów. W dziewięćdziesięciu pięciu procentach były to kobiety, które aspirowały na modelki lub już nimi były. Zaplecze dydaktyczne oferowane przez marki ubraniowe było coraz to obszerniejsze, a w studiu co rusz pojawiały się nowe elementy wystroju, które nadawały mu nowocześniejszego wyglądu. Kiedy przyjeżdżał do tego miasta, nie spodziewał się, że jego życiowy wybór zaprowadzi go w to miejsce. Wspominał czasami dni, w których rozmyślał nad tym czy dożyje kolejnego tygodnia albo czy będzie musiał wybłagać współlokatorkę o przesunięciu daty płatności. Na szczęście do takiej sytuacji nigdy nie doszło i z jeszcze większą satysfakcją mógł przed sobą przyznać, że sam zasłużył sobie na ten mały sukces. Każdy krok do przodu wiązał go bardziej z tym miastem i odpowiedzialnością za własne czyny. Myśl o kolejnej przeprowadzce oddalała się gdzieś daleko. Burlington wbrew pozorom okazało się całkiem znośne. Wystarczyło unikać nieodpowiednich osób i maszyna działała dalej, brnąc do przodu.
Tego dnia skończył pracę późną porą. Dochodziła godzina dwudziesta a na zewnątrz panowała szarówka. Na ulicy zaczęły uruchamiać się pierwsze lampy, dodając jej swoistego uroku. Po całym dniu zdjęć zasiedział się w studiu z ostatnią z klientek, która przy okazji była jego dobrą znajomą. Postanowili udany dzień uczcić mocnym drinkiem whisky z colą, który przeciągnął się do drugiego dla równości, by dobrze wracało się do domu, a że oboje mieszkali w okolicy i wracali piechotą, to nie było z tym żadnego problemu. W końcu postanowili jednak, że czas wracać do domu. Dziewczyna spędziła jeszcze kilka minut na zapleczu, przebierając się w swoje ubrania i pakując, a brunet zaczął wyłączać całe oświetlenie i szykować studio do zamknięcia. Przy wyjściu przepuścił dziewczynę przed sobą i zamknął drzwi na klucz. Coraz częściej myślał o tym, że przydałby mu się współpracownik. Westchnął na tą myśl pod nosem, ale zostawił ten pomysł dla siebie. W uścisku pożegnał się ze znajomą, a ta pocałowała go w policzek i podążyła w prawo, znikając za rogiem. Gabriel odprowadził ją przez chwilę wzrokiem, po czym z uśmiechem obrócił się na pięcie i podążył w drugą stronę. Na szczęście wieczory były coraz cieplejsze, więc spacer w trampkach nie groził przemarznięciem, a na odzienie wierzchnie wystarczyła lekka kurtka. Brunet ubrany jak zwykle cały na czarno, podążył przed siebie, co rusz oświetlany przez żółty poblask latarni ulicznych.

@Victor Snowdon

V.mów mi

2poziom

20punkty


Victor Snowdon

web developer i grafik

Awatar użytkownika

25 y/o

188 cm

the sun dont shine but it never did

and when it rains it fucking pours

but I think I like it

South End

brak odznak

Post »

Na zewnątrz wszystko w porządku a w środku zaawansowane gnicie. Czy może jednak było okej? Tak sobie przecież powtarzał. Coś w końcu musiał obrać za swoją mantrę żeby nie wariować, kiedy przebywał sam i mierzył się z własną głową – czyli przez większość czasu. Niby miał wprawę w tuszowaniu wszelkich przykrości i żalu, jednak na te rzeczy, które go do tej pory spotykały, nie miał większego wpływu i choć nie potrafił ich przepracować, gdzieś bardzo głęboko w nim tkwił ślad myśli, że ostatecznie musi zaakceptować nowy, gorszy czy po prostu inny stan rzeczy. Bo nieważne, jak bardzo by nie próbował, nic nie zmieni. A teraz sytuacja nie była przesądzona, mimo że wyglądała na przegraną w przedbiegach. Pozostawało tylko pytanie, jak naprawdę widział ją Victor i jak miało to wpłynąć na jego dalsze postępowanie. Czasem miał problemy z właściwym rozpoznawaniem własnych emocji i stanów, a ten obecny rozwijał się w nim i narastał jakoś obok świadomości bruneta. Frustracja. Przekonanie, że wszystko jest nie tak, jak powinno i jak przecież dość chyba prosto mogłoby być. Poczucie, że nie zostało się zrozumianym, mimo że wyjaśniało się swoje intencje na wiele różnych sposobów. Zrezygnowanie i niemoc, wrażenie jakiejś niesprawiedliwości wymierzonej mu przez nie wiadomo co i nie wiadomo za co. A przy tym wszystkim głos w głowie, żeby się tylko, kurwa, nie poddawać. Ale niby jak miał walczyć? I o co tak właściwie?
Pieprzona bezsilność.
Po ostatnim już w ogóle go nosiło. Niby nic się nie wydarzyło, ale spotkanie z jakąś częścią przeszłości Callie, i to w takiej realnej postaci, zwyczajnie go rozstroiło. Nie powinno, tylko co z tego, skoro ciało i dusza nie słuchają tego, co podpowiada rozum. Ogarnęła go silna potrzeba konfrontacji w cztery oczy i nawet się nie zapowiadając urządził sobie wieczorny spacer pod jej adres, w myślach roztrząsając tą ich relację. A kiedy dotarł pod samą klatkę, nagle doznał olśnienia najbardziej oczywistym faktem. Wszystko mieli wyjaśnione. Byli przyjaciółmi. Nie miał czego więcej oczekiwać, bo głośno i wyraźnie to przypieczętowali - i tak miało pozostać. Aż się zaśmiał na głos gdy tak stał pod tymi drzwiami i zrozumiał, że nie ma po co do nich dzwonić. Zastygł na dłuższy moment w swojej beznadziei, w końcu jednak tylko poprawił zaciągnięty na głowę kaptur bluzy i już zaraz odwracał się na pięcie żeby zacząć wracać do siebie. Jakim ty jesteś debilem, Snowdon. Żywym choć niespiesznym krokiem ruszył w drogę powrotną, wybierając teraz dłuższą, okrężną trasę. Wcale nie chciał znaleźć się w domu jak najprędzej. Z łapami w kieszeniach ciemnej katany i uniesioną głową przemierzał tą część miasta, w duchu ciągle gorzko się z siebie podśmiewując.
Samotna, wysoka sylwetka idąca z naprzeciwka skupiła na sobie jego uwagę. Im była bliżej, tym większą zyskiwał pewność, że ją kojarzy. Gdy ledwo co minął się z Hughesem, dość gwałtownie się zatrzymał i odwrócił za nim. Pamiętał imię, ale jakoś nie chciało mu ono przejść przez gardło.
- Hej! – Jego głos nie był ani normalny, ani wołający, tylko na tyle podniesiony by zwrócić na siebie uwagę Gabriela. – Wiesz, że ona jest nieletnia? – Ostatnie tygodnie nie należały do najłatwiejszych i wiele spraw szybko Victorowi uciekało w natłoku jakichś swoich prywatnych rozterek. Widząc, jak współlokator Carter odbiera na mieście nastolatkę, którą on tam podwiózł, nie miał jeszcze wielkich podejrzeń, jednak kiedy ostatnio zobaczył Whitford wychodzącą z klatki, w której mieli mieszkanie Callie z Gabrielem, niedługo coś mu kliknęło w głowie. I miał ją o to zapytać wprost, ale nie napisał od razu, a potem pozwolił własnym sprawom pochłonąć się na tyle, że o tym zajściu zapomniał. Teraz wspomnienie odżyło wraz z widokiem bruneta. - Lucy, o ile w ogóle jeszcze kojarzysz imię. To jeszcze dziecko. – Jego ton był przepełniony wyrzutem, ale postawę miał na pierwszy rzut oka raczej luźną. Opuszczone barki i ręce nadal w kieszeniach nie zdradzały większego przejęcia, choć dłonie zacisnął w pięści a podbródek zadarł nieznacznie do góry. Przejmował się nastolatką jak swoją młodszą siostrą a obecnie najwyraźniej szukał zaczepki. Sytuacja idealna - tak by się mogło wydawać.

@Gabriel Hughes

luczkowa#6559mów mi

4poziom

75punkty


Gabriel Hughes

Fotograf

Awatar użytkownika

26 y/o

195 cm

Shining

Like

The Northstar

Downtown

brak odznak

Post »

Gabriel nie miał w zwyczaju, by przyglądać się ludziom mijanym na ulicy. Ani kiedy było ich dużo, ani jak w tym przypadku, kiedy właśnie przeszedł koło niego jakiś mężczyzna, a cała alejka zdawała się opustoszała. Przejęty własnymi problemami i myślami w pierwszej chwili nie zwrócił uwagi, że nieznajomy go zawołał. Dopiero kilka kroków dalej dotarło do niego, że przecież nikogo innego nie ma na ulicy, a tamten zdawało się, że nie rozmawiał przez telefon. Obrócił się w jego stronę i uniósł brew. Brunet nie przywykł do wdawania się w przypadkowe zaczepki, ale kolejne słowa zwróciły jego uwagę. Dopiero kiedy dłużej przyjrzał się mężczyźnie, dostrzegł znajome elementy, które uzmysłowiły mu, że stoi przed nim Victor. Zbyt duża ilość tatuaży, długie włosy i luzacka postawa, która gdzieś w głębi była bardzo wyzywająca i czepliwa. Przewertował pamięć, by dopasować jego osobę do sytuacji, w których go spotkał i nie trudno było o to, żeby przypomniał sobie, że nie pałał do niego zbytnią przyjaźnią, a wręcz przeciwnie, nie wiązał z nim żadnych pozytywnych skojarzeń. Przy czym nad tym ostatnim mógłby się trochę porozwodzić, jeśli tylko miałby ku temu dobrą okazję.
Nic się nie odzywając i zastanawiając nad słowami ciemnowłosego, wsunął dłonie do kieszeni kurtki i wpatrywał się w niego obojętnie, czekając na rozwinięcie myśli. Nie musiał długo zwlekać, by usłyszeć kolejną część wypowiedzi, na co ponownie uniósł brew w zaskoczeniu. Jeśli dobrze pamiętał, Victor był nieznośnym pierwiastkiem blisko związanym z Callie, ale Lucy nigdy nie wspominała mu o tym, że go zna. Zresztą nie dziwne, jeśli zbytnio nie rozmawiali o swoich znajomych. Może czasami coś wspominali, ale pozostawało to do tej pory na tym etapie. Przy każdym spotkaniu skupiali się raczej na swojej bliskiej relacji, która w końcu zaczęła rozwijać się w całkiem pozytywną stronę.
-Proszę, proszę. Kogo moje oczy widzą, przydupas Callie, jak ci tam było... Victor, nieprawdaż? -zaczął dosyć ostro, ale nie spodziewał się znajdować w jego osobie pozytywnej relacji, która mogłaby ich połączyć. Zresztą nie przepadał za osobami, przez które kobiety wracają do domu z płaczem. W końcu sam taki był i dobrze wiedział z czym się to wiązało, a jeden Gabriel w zupełności w jego życiu mu wystarczał.
-No naprawdę, Lucy ma pecha do poznawania ludzi, ale że akurat padło na ciebie. -mruknął, choć jakby te słowa bardziej skierował do siebie, układając sobie w głowie informacje o tym, skąd Victor mógłby znać dziewczynę i wiedział o nich. Z drugiej strony to miasto również nie było jakieś ogromne i to on mieszkał w nim zaledwie kilka miesięcy, dlatego stracił zainteresowanie w zabawę w detektywa i skupił się na stojącym przed nim Victorze, który miał ewidentny problem z jego relacją z Lucy, o której co nieco wiedział.
-Młoda czy nie, to chyba nie twoja sprawa, komu włazi do łóżka. -warknął nieprzyjaźnie, utrzymując kontakt wzrokowy pomiędzy nimi. W przeciwieństwie do Victora, po Gabrielu od razu można było wyczytać przypływ negatywnej energii i nieprzychylną postawę. Rzadko kiedy krył się ze swoimi uczuciami, nie wspominając o wybuchowym charakterze, a kiedy już dał się wciągnąć w jakąś wymianę zdań, nie było silnych, by z własnej woli się wycofał. -Masz dość wtrącania się w życie Callie, więc zamierzasz wziąć teraz na celownik Lucy? -błądził nieco na oślep, nie do końca wiedząc do czego ciemnowłosy zmierza i co łączyło go z Lucy, bo o ich relacji z Callie wiedział dosyć sporo od samej zainteresowanej, która po pijaku robiła się czasem rozmowna i wpadała w jego ramiona po ich spotkaniach, ale to zamierzał sobie zostawić na wszelki wypadek, jeśli ta wymiana zdań nie zakończy się zbyt szybko.

@Victor Snowdon

V.mów mi

2poziom

20punkty


Victor Snowdon

web developer i grafik

Awatar użytkownika

25 y/o

188 cm

the sun dont shine but it never did

and when it rains it fucking pours

but I think I like it

South End

brak odznak

Post »

Postąpił dwa kroki przed siebie, w ten sposób nieco zmniejszając odległość między sobą a brunetem. By łatwiej się rozmawiało, oczywiście. Przecież zaczepił go tylko na kurtuazyjną pogawędkę i nie wypadało, żeby krzyczeli do siebie z odległości tych kilku metrów, które zdążyły się między nimi wytworzyć zanim Hughes przystanął i się odwrócił.
- Gabriel, jak miło się wreszcie oficjalnie poznać. – Jego usta wykrzywiły się w grymasie mającym ewidentnie nieprawdziwie udawać uśmiech. Nie wzruszyło go szczególnie określenie, jakim został obdarzony na dzień dobry. Nie oczekiwał, że ktoś taki będzie rozumiał, na czym polega przyjaźń, nie wspominając o tym, że w ogóle nie sądził, aby chłopak znał jakiekolwiek bliższe szczegóły dotyczące tego, co łączyło Snowdona z Carter.
- Raczej kto inny z naszej dwójki jest dla niej pechowy. – Odpalił mu bez zastanowienia z nutą pokpiewania w głosie, choć na dobrą sprawę to sytuacja, do której pił, wcale nie wydawała mu się jakoś zabawna. Hughesa widział wcześniej na oczy z bliska tylko raz w życiu – w ich wynajmowanym wspólnie z Callie mieszkaniu. Współlokator jego przyjaciółki nie zrobił na Victorze najlepszego pierwszego wrażenia, zwłaszcza w zestawieniu z tymi komentarzami, które przy okazji zaistniałej wtedy sytuacji padły pod jego adresem z ust blondynki. Nietrudno zgadnąć, że szybko wyrobił sobie o nim mocno negatywną opinię. Miał z nim tym większy problem, bo wiedział, jaka relacja łączyła go z Carter na samym początku ich znajomości, a fakt, że nadal razem mieszkali, szczerze mówiąc niezbyt go urządzał. Jasne, zostało mu wyjaśnione, że ten układ dość szybko się rozpadł i generalnie po tym albo się tylko mijali, albo darli koty, a ostatnio jakoś zwyczajnie zaczęli trochę zgodniej koegzystować – jednak na tym koniec w kwestii ich interakcji, o których było mu wiadomo. Ale nadal nie podobała mu się obecność Gabriela tak blisko Callie. Tak dla zasady. Skoro więc nadarzyła mu się taka okazja, nie mógł się jej nie złapać i nie poirytować chłopaka trochę swoimi docinkami i niby-nie-roszczeniową postawą. Zwłaszcza, że przyświecał mu szczytny cel obrony swojej młodszej koleżanki przed tym typem.
- Możesz sobie mamić różne dziewczyny, ale lepiej trzymaj się z daleka od takich, które jeszcze nic nie wiedzą o świecie i nie mają pojęcia, w co się pakują. Po prostu daj jej spokój zanim zrobisz jej krzywdę na całe życie. – W jego oczach Lucy była całkowicie niewinną istotą i chociaż każdy musiał się uczyć na własnych błędach, nie zasługiwała na to, by jednym z pierwszych poważnych, i to w tak młodym wieku, było wystawienie się zranienie przez takiego bezwzględnego kobieciarza jak stojący przed nim chłopak. Bo właśnie za takiego go miał.
Początkowo zignorował sprawę zasadności ingerowania w nie swoją relację, jednak po tym otwartym pytaniu zmrużył ślepia i nie odpuszczając Gabrielowi swojego spojrzenia, westchnął krótko by zaraz odpowiedzieć. - Callie nie ma z tym nic wspólnego. Zwyczajnie nie mam ochoty po raz kolejny zbierać Lucy z całkowitej rozsypki i ocierać jej łez swoim rękawem, jeśli trafia mi się okazja, żeby jej oszczędzić tak beznadziejnego stanu. Więc, z łaski swojej, odpieprz się od niej. Co ty na to? – Jego ton przybrał na stanowczości, choć ułożenie ciała pozostawało niezmienne, podobnie jak raczej średnio wzruszona, może śladowo uśmiechnięta w nieznacznym poirytowaniu mina. Siłą Victora było głębokie opanowanie – tak długo, jak tylko potrafił je utrzymać. Zwykle tracił zimną krew jako ostatni, potrafiąc zachowywać spokój wobec trudnej sytuacji kiedy innym puszczały nerwy. Trzymanie emocji na wodzy stanowiło jego mocną stronę w takim generalnym rozrachunku. Niestety ostatnio zrobił się o wiele bardziej chwiejny, starczył tylko odpowiedni punkt zaczepienia, nieco gwałtowniejsze pociągnięcie i tama na negatywnych uczuciach, którą sam tak skrupulatnie budował, mogła rychło runąć. Wdając się pod wpływem okazji w tą uroczą pogawędkę z Gabrielem nie spodziewał się, że jego rozmówca będzie mógł mieć łatwy dostęp do jego pięty achillesowej. Bo nawet jeśli do tej pory imię Callie nie wydawało się zrobić na nim większego wrażenia, to tylko dlatego, że padło na razie w takim słabym kontekście, albo właściwie raczej bez bliższego kontekstu. Dlatego mógł pozostawać nadal względnie niewzruszony, sycąc się tylko widocznie negatywną reakcją Hughesa na zaczepkę ze swojej strony.

@Gabriel Hughes

luczkowa#6559mów mi

4poziom

75punkty


Gabriel Hughes

Fotograf

Awatar użytkownika

26 y/o

195 cm

Shining

Like

The Northstar

Downtown

brak odznak

Post »

Uśmiechnął się równie uroczo na ten piękny wstęp do ich pogawędki. Szybkie podsumowanie i było wiadomo do czego to spotkanie mogło prowadzić. Jedynie cienka linia niewypowiedzianych ostrzejszych słów, trzymała Gabriela przed wszczęciem kłótni. Ostatnim czasy udawało mu się bardzo dobrze trzymać i rzadko wybuchał przez swoje emocje, ale to nie było tak, że nauczył się nad tym panować. Po prostu starał się wykluczać ze swojego życia czynniki, które łatwo go prowokowały. Jednak los najwyraźniej miał inne plany, bo postawił na jego drodze wytatuowanego mężczyznę, który stał się wyzwaniem nie do odrzucenia.
Nie odpowiedział jednak na kolejny zaczepny komentarz, kwitując go tylko kpiącą miną. Jeżeli już długowłosy zamierzał go wpienić, to zdecydowanie musiał się bardziej postarać, bo przepychanie się o fakt, kto jest bardziej pechowy, było poniżej poziomu tej sytuacji, choć ciężko powiedzieć, czy właściwie ta rozmowa miała jakikolwiek poziom, ale kto by się tym przejmował.
Dopiero kolejne słowa zwróciły uwagę Gabriela na tyle, by wlepił swój wzrok w twarz rozmówcy i ewidentnie nie był zadowolony. Zastanowiło go oczywiście skąd Victor wziął te wszystkie wnioski, przecież ledwie się znali, ale z drugiej strony dobrze wiedział, że patrząc na Gabriela można było wyciągnąć wiele pochopnych wniosków, zarówno po jego postawie jak i stylu życia. Jedyną osobą, która nie do końca wiedziała jaki był to właśnie Lucy, ale bał się, że ją sobą wystraszy. Właśnie dlatego słowa Victora okazały się uderzeniem w bardzo trafny punkt i był tego w pełni świadom.
Na szczęście kolejne wypowiedziane w jego stronę stwierdzenia bardzo go rozbawiły, co skwitował śmiechem. Gabrielowi można było zarzucić wiele, ale to właśnie w relacji z Lucy bardzo się pilnował i co prawda udało mu się doprowadzić ją do płaczu, ale nigdy nie wróciła do domu nie wyjaśniając sobie tego z nim. Jedyną sytuacją jaką kojarzył i była przez to rozstrojona emocjonalnie, to ta cholerna próba gwałtu, której zapobiegł. Musiał jednak brać pod uwagę, że nie wiedział o wszystkim i w jakimś skrajnym wypadku Lucy mogłaby się przez niego wypłakiwać przed Victorem, ale nie uważał tego za pewnik, bo twierdził, że wtedy Lucy z pewnością wspomniałaby o ich znajomości.
-Z doświadczenia powiem ci, że takie nieświadome dziewczyny są najfajniejszymi zabawkami. Możesz im wkręcać, co ci się żywnie podoba, a one oczywiście uwierzą. Nie martw się, następnym razem jak przyjdzie z płaczem, nie będzie już czego zbierać. Co myślisz o takim układzie? Dalej chcesz się bawić w zbieracza łez, a może powiesz Lucy jaki jestem naprawdę? Z pewnością ci uwierzy. A może się po prostu odpierdolisz, a ja wtedy obiecam, że postaram się nie zrobić jej krzywdy? -oczywistym było dla Gabriela, że cała ta wypowiedź to zbieranina bzdur i kłamstw, ale zdążył wyczuć, że ciemnowłosy niewiele wie o ich relacji. Właśnie dlatego rzucał kolejne słowa w jego twarz i karmił się każdym z nich, podsycając już i tak niestabilną atmosferę. Był na tym etapie relacji Lucy, że w końcu wszystko zaczęło mieć ręce i nogi, dalej jednak pamiętał o różnicach, które ich dzieliły, dlatego właśnie słowa Victory tak go obruszyły.
Gdzieś w środku katował siebie za to co powiedział, bo wiedział, że Lucy ukróciłaby go szybko za coś takiego, ale w tej chwili to uczucie było mu tak odległe, że nie dał mu się przebić na powierzchnię. Szczerzył się tylko w stronę Victora zaczepnie, uważnie przyglądając się jego reakcji.
Nie czekając długo, odbił pałeczkę znów powracając na temat związany z jego współlokatorką: -Może to ja powinienem powiedzieć to samo o Callie. Z tą różnicą, że moje słowa będą miały odzwierciedlenie w rzeczywistości. Nie mam pojęcia dlaczego ona cały czas się z tobą trzyma, jeśli z każdego waszego spotkania, wraca roztrzęsiona i wpada w moje ramiona zapłakana. Wiem, że Callie lubi destrukcyjne otoczenie, ale nie wyglądasz mi na takiego, co byłby warty tego wszystkiego. Popatrz na siebie, co ty właściwie możesz jej zaoferować?
Nie dość, że stali na ulicy pogrążonej w półmroku, to Gabriel odnosił wrażenie, że atmosfera między nimi zaczęła się bardzo nieprzyjemnie zagęszczać. Dodatkowo poruszył się chłodny wiatr, a postawa Gabriela zdawała się tym bardziej napięta, zwłaszcza od momentu, kiedy Victor się do niego zbliżył. Choć ręce wciąż miał w kieszeniach kurtki, zdawało się jakby jego wzrok pociemniał w obronnym geście, wywlekając na wierzch same najgorsze cechy, jakie brunet miał w sobie zakorzenione.

@Victor Snowdon

V.mów mi

2poziom

20punkty


Victor Snowdon

web developer i grafik

Awatar użytkownika

25 y/o

188 cm

the sun dont shine but it never did

and when it rains it fucking pours

but I think I like it

South End

brak odznak

Post »

Swoją opinię o Gabrielu zbudował dosłownie na tym, co usłyszał o nim od Carter, kiedy ich stosunki w tamtym czasie były jeszcze mocno napięte, bo łączący ich wcześniej układ friends with benefits przestał działać, a wtedy ich interakcje sprowadzały się do kłótni o wszystkie możliwe pierdoły. Niezbyt obiektywne spojrzenie do powielania, ale jakoś się w to nie zagłębiał. Wszystko, co mówiła mu blondynka, stawało się dla niego prawdą, w którą wierzył. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak dużą kontrolę miała nad jego postrzeganiem świata. Był w nią uwikłany do tego stopnia, że zupełnie tego nie zauważał. Po prostu stała się jego częścią.
Obszerniejsza wypowiedź bruneta owszem, w jakiś sposób zrobiła na nim wrażenie. W żadnym sensie dobre, po prostu aż go lekko cofnęło, choć nie ruszył się nawet o krok. Mina Victora najpierw rozpoznawalnie zrzedła, zapewne ku wielkiej uciesze jego rozmówcy, ale starczył jeden oddech, szybkie przesortowanie myśli i na twarzy zagościł mu już pełen politowania uśmieszek. - Wow, a ja chyba liczyłem na jakieś resztki przyzwoitości w tobie. – Pokręcił nieznacznie głową i podśmiewując się pod nosem, uniósł kąciki ust jeszcze wyraźniej. Swoją drogą zabawne też, że mimo o wiele poważniejszej relacji z Callie, był bardziej pewny swojego wpływu na Lucy niż na nią. - Nie martw się i nie przejmuj układami ze mną. Nie będziesz się musiał o nic starać, bo zapewniam cię, że więcej jej nie zobaczysz. Lucy ma wystarczająco przesrane nawet bez ciebie, i może o tym nie wiesz, ale nie jest głupia. Ty za to musisz być, jeśli liczysz, że po wszystkim, co mi powiedziałeś, a ja nie omieszkam jej tego przekazać, jeszcze będzie miała ochotę na ciebie spojrzeć. - Uświadomienie Lucy to jedno i owszem, teraz kiedy już miał okazję odświeżyć sobie pamięć na pewno sobie z nią porozmawia o ich wspólnym znajomym. Niewykluczone, że może w tym momencie trochę przeceniał swój wpływ na nastolatkę, w końcu byli odrębnymi bytami i nie musiała go w niczym słuchać, ale w jakiś sposób czuł, że ona rzeczywiście mu ufa i nie zbagatelizowałaby tak poważnego ostrzeżenia z jego strony. Zwłaszcza wobec tego przykrego doświadczenia, którym się z nim podzieliła. Co prawda niedoszły gwałt a podchody mające na celu wykorzystanie jej - tylko że za jej zgodą – jednak znacząco się różniły z perspektywy samej zainteresowanej, szczególnie nieświadomej manipulacji w tym drugim przypadku, lecz Victor był dość pewny siebie w tym, że umiałby przemówić jej do rozsądku i przekonać, by po prostu odcięła się od Hughesa.
Uśmiech zniknął z jego ust dopiero na ponowne wspomnienie imienia, którego on tak naprawdę nie umiał już wymawiać w ten sam sposób, co kiedyś - to znaczy bez przejmującego go poczucia, że stracił coś, czego nigdy w pełni nie miał. Bezwiednie ściągnął brwi i mierząc teraz Gabriela surowym, gniewnym spojrzeniem, słuchał, dokąd zmierzają jego słowa dotyczące Carter. Wypuszczając głośniej powietrze przez nos zacisnął mocno mięśnie brzucha, wewnątrz którego wszystko się nieprzyjemnie skręciło. Przeleciał w myślach ich wspólne spotkania. Nie było ich mało, ale z każdego pamiętał to, co najważniejsze. Kilka razy rzeczywiście ją zranił, bo zachował się jak skończony debil, ale ani nie miał złych intencji, ani przecież nie było tak, że każde ich wyjście kończyło się godną płaczu katastrofą. A może właśnie tak było, tylko on był zbyt ślepy, by dostrzegać prawdziwe emocje Callie? Z kolei wpadanie z płaczem w czyjeś ramiona jeszcze niczego nie oznaczało, w każdym razie niczego, o co mógłby być… zazdrosny? Naprawdę potrzebował przepychanki - na razie jeszcze tylko słownej - z jej współlokatorem, żeby zauważyć w sobie to uczucie? Właśnie dostał w twarz, chociaż nie padło jeszcze żadne uderzenie. Miał jej do zaoferowania swoje własne wszystko, ale ona tego od niego nie chciała. I ta myśl zabolała bardziej niż każdy fizycznie wymierzony cios, jaki mógłby otrzymać. Z ust Carter usłyszał wiele niesamowicie dowartościowujących słów na swój temat przy okazji ich nocnych wyznań na wspólnym wyjeździe na imprezę, ale oboje odcięli się od tego następnego dnia. I chociaż mówiła mu, żeby pamiętał, dla niego to w dużej mierze się zwyczajnie rozmyło. Częściowo opuściło jego świadomość. A w tym konkretnym momencie – całkowicie.
Teraz potrzebował grać pewnego siebie dla jakiegoś własnego poczucia kontroli nad sytuacją, która zaczynała mu się wymykać po wypowiedzi Gabriela. Postąpił jeszcze krok do przodu, tym samym stając już bezpośrednio twarzą w twarz ze swoim rozmówcą. Ewidentnie szukał kłopotów. Sam teraz pchał się w ramiona Hughesa, który był od niego wyższy i w ogólnym odczuciu większy. Ale na to Snowdon jakoś jakby w ogóle nie zwracał uwagi. – W przeciwieństwie do ciebie nie mam w zwyczaju umyślnie ranić dziewczyn, a tak się też składa, że jestem ostatnią osobą, która chce źle dla Callie. Nie wiem, czego szuka w twoich ramionach, ale chyba musi być zainteresowana czymś więcej poza ładną buźką i fajną klatą, skoro ciągle wybiera, żeby do mnie wychodzić z mieszkania. Bo ciebie ostatecznie widuje w nim już tylko dlatego, że też tam mieszkasz. – Jego głos był nadal bardzo opanowany, ale Victor nawet nie wiedział, co mówi. Popłynął w dziwną stronę, dał się ponieść słowom, chyba też w pełni nie odnosząc się do tego, co usłyszał. Był kompletnie zagubiony w tym oskarżeniu ze strony Gabriela, zupełnie niepewny tego, co wyszło z jego ust, a mimo to, jakby mógł poświadczyć za każdą wypowiedzianą głoskę, znów się uśmiechnął z pokpiewaniem. - To co, wszystko sobie wyjaśniliśmy? – Rzucił luźno i zmrużył ciemne ślepia, z jednej strony chcąc się teraz obrócić na pięcie i zwyczajnie odejść, bo czuł, że już wystarczająco powiedział… Z drugiej był tak złakniony konfrontacji, że mimo głupiego przekonania o własnej wyższości nad współlokatorem Carter, pragnął zostać i otrzymać jakąś reakcję. Dosłownie jakąkolwiek.

@Gabriel Hughes

luczkowa#6559mów mi

4poziom

75punkty


Gabriel Hughes

Fotograf

Awatar użytkownika

26 y/o

195 cm

Shining

Like

The Northstar

Downtown

brak odznak

Post »

Zdawało mu się, że życie w końcu trochę mu odpuściło. Relacja z Callie ostatnim czasy się uspokoiła i obrała całkiem normalne tory. Po ich ostatniej dłuższej rozmowie mogło odnosić się wrażenie, że całkiem dobrze się dogadują. Dodatkowo w jego życiu po roku znów pojawiła się Lucy i przez nią światopogląd Gabriela nabrał niecodziennych barw, których nigdy by się nie spodziewał. Odnalazł w końcu normalność i odżyły w nim ludzkie uczucia. To wszystko wymagało czasu i było mozolnie budowanym domkiem z kart. Wystarczył jednak jeden lekki podmuch i spotkanie z Victorem, by okazało się, że to wszystko jest bardzo mało warte i wcale się nie zmienił. Te kilka zdań, które sam wypowiedział i które usłyszał, uzmysłowiło mu, że relacja z Carter jest dalej toksyczna, a Whitford wcale nie jest taką stałą pewną w jego życiu.
Gabriel jak zwykle w sytuacji zagrożenia parł przed siebie i nie zbaczał na nic innego. Szybko uświadomił sobie, że właśnie diametralnie pogorszył obie wcześniej wspomniane znajomości, które były bardzo kruche. Łatwo było dostrzec, że Victor był połączony z kobietami dosyć zażyłymi relacjami, a Gabriel balansował na krawędzi. Wiedział dobrze, że jeśli ciemnowłosy wspomni którejś z nich o tej rozmowie, to właśnie dla Gabriela skończy się katastrofą. Był jak ogromny pożar, który ogarnął las. Z której strony nie próbować go ugasić, on wciąż będzie się rozprzestrzeniał, siejąc zniszczenie.
Te myśli przyprawiały go o mdłości, ale nie był już w stanie się cofnąć. Na twarzy wymalował mu się złowrogi wyraz, kiedy tak patrzył na twarz swojego rozmówcy. Nie miał pojęcia jak wytłumaczy się z tego wszystkiego Lucy. Był dupkiem i już nie raz mu to uświadamiano. Chociaż tak naprawdę nigdy nie miał zamiaru skrzywdzić młodej blondynki, to robił to teraz, gdy nawet jej tu nie było. Mówił te wszystkie okropne rzeczy i wcale się nie wahał. Cholerna przeszłość nauczyła Gabriela dbać o swoje i w takich sytuacjach było to widoczne. Nawet nie chciał myśleć teraz nad całą pracą, którą próbował włożyć w to żeby się zmienić, ale nie mógł się powstrzymać. Victor osądził go szybko i mógł mieć wiele racji, nie wiedział jednak, że brunet podjął próbę zmiany swojego życia i to właśnie to najbardziej go zabolało. Tak naprawdę nic się nie zmienił, a mężczyzna nieświadomie mu to uzmysłowił.
Już sam nie wiedział na co właściwie się wścieka, ale czuł jak krew szybciej zaczęła krążyć w jego żyłach, a pięści zacisnęły się w kieszeniach kurtki, przyprawiając o nieprzyjemny dreszcz.
-Dokładnie. Masz rację. -uśmiechnął się zwycięsko, jakby właśnie wygrał pierwszą nagrodę w jakiejś loterii. -Lucy nie jest głupia, ale jest zakochana. Zadzwoń do niej nawet teraz. No dalej, zrób to. Przekonajmy się komu uwierzy. Komuś kogo kocha i ratuje ją z kłopotów, czy kumplowi, któremu się wypłakała w akcie desperacji. Dzwoń, nie krępuj się. -ostatnie słowa praktycznie wywarczał. Mówił z taką pewnością siebie, jakby miał to wszystko za całkowity pewnik. A tak naprawdę w środku znów zaczął się rozpadać, bo gdyby Victor naprawdę chciał zadzwonić do Lucy, to pożar zjadłby Gabriela od środka i wszystko by runęło, bo dziewczyna była tak nieprzewidywalna, że choć już trochę się widywali, nigdy nie był pewien tego, jak zareaguje. Nie mógł się jednak wycofać, nie po tym co wcześniej powiedział, dlatego zgrywanie pewnego siebie dupka było najlepszym rozwiązaniem, które przychodziło mu z łatwością.
Nie mógł pozwolić na rozwinięcie się sytuacji w stronę, której nie byłby w stanie opanować, więc tylko czekał, aż Victor da mu kolejny powód do podburzenia sytuacji. Nie musiał czekać długo, bo jakże szybko okazało się, że trafił w jego bardzo czuły punkt, którym okazała się Carter. I choć oboje zgrywali pewniaków, Gabriel szybko wyczuł grunt, w którym mógłby się odnaleźć.
Kiedy Snowdon się zbliżył, w końcu mógł przyjrzeć się dobrze jego twarzy. Brunet patrzył na rozmówcę z wyższością i uśmiechał się z nieskrywaną satysfakcją.
-Nie tłumacz mi się. Nie obchodzi mnie czego dla niej chcesz. Właściwie to mnie ona całkowicie nie obchodzi. Kto by chciał się przejmować taką zepsutą dziewczyną. -przed oczami pojawiło się widmo, które przypominało o tym, jak obiecał zrobić dla Callie wszystko i spełniać jej życzenia. Jak bardzo się poniżył i został jej psem, bo chciał żeby z nim została. Jak rozmawiali i przyznał się, że mu zależy, a ona to wykorzystywała. Wbił sobie kolejną szpilę w serce, ale brnął dalej w przekonanie, że Victor powinien go widzieć właśnie takiego, jak mu się przedstawia. Skurwiela bez uczuć, bo właśnie takie aktorstwo opanował przez lata do perfekcji. Mógł teraz bardzo ładnie podziękować za to tatusiowi. -Powiem ci więcej. Po cholerę miałbym się przejmować, jeśli po tych waszych schadzkach, nie tylko wypłakuje mi się w ramionach, ale bardzo chętnie odnajduje drogę do mojego łóżka. Ucieka z mieszkania? Nie bądź śmieszny. Nie tak dawno wróciła całkiem pijana, chyba nawet nie pamięta, jak pieprzyłem ją prawie do samego rana. A te wasze nieudane randki... Jak tylko wraca wpada do mnie nic na sobie nie mając, bardzo chętna do zabawy. Nie mówiła ci? Przecież to było całkiem niedawno, wydawało mi się, że po tym co mówisz, całkiem nieźle się dogadujecie. Swoją drogą złośnica potrafi pokazać pazurki i niezła z niej dominatorka w łóżku. -to już nie tylko kilka kropel oliwy dolało się właśnie do ognia, ale nawet sam Gabriel z tym swoim złośliwym głosem, miał wrażenie, jakby upuścił w płomienie całą butelkę. Poniosła go brutalna żądza postawienia na swoim. Nieważne było to, że od ostatniej nocy zaczął dobrze dogadywać się ze współlokatorką, bo Victor wywołał w nim taki przypływ negatywnej energii, że wszystko to zeszło na drugi plan.
-A teraz jeśli wszystko sobie wyjaśniliśmy, zejdź mi z drogi. Jeśli ty jesteś tutaj to Callie pewnie siedzi w domu. A może powinienem wybrać się do Lucy? -dodał na koniec z zawadiackim uśmiechem, po czym wyciągnął ręce z kieszeni, złapał Victora za kołnierz i popchnął go do tyłu, samemu nie ruszając się z miejsca. Dłonie z zaciśniętymi pięściami spoczywały teraz wzdłuż napiętego ciała Gabriela, który zdawał się być w swoim żywiole. Czuł, że nasilenie wszystkich tych emocji, które w nim buzowały, mógł dodatkowo powodować alkohol krążący mu w żyłach, co tylko było dodatkowym punktem zapalnym.

@Victor Snowdon

V.mów mi

2poziom

20punkty


Victor Snowdon

web developer i grafik

Awatar użytkownika

25 y/o

188 cm

the sun dont shine but it never did

and when it rains it fucking pours

but I think I like it

South End

brak odznak

Post »

- Być zakochanym a kochać to dwa różne pojęcia. Ale nie winię cię, że o tym nie wiesz, pewnie masz zerowe doświadczenie. – Lekki, beztroski wręcz śmiech Snowdona nie miał szansy zdradzić, że sam jest zielony na tym polu. Mówił z nieskrywaną wyższością, jakby mógł udzielać profesjonalnych porad w temacie uczuć, podczas gdy sam tak naprawdę błądził, nie mając pojęcia, jak wygląda poważny związek. Taki, w którym obie strony przyznają się do siebie i otwarcie się wobec siebie zobowiązują. Wszystkie jego dotychczasowe relacje opierały się na silnym pociągu fizycznym, któremu towarzyszyła jakaś poważniejsza sympatia – i to tyle. Nikt nie nazywał siebie nawzajem dziewczyną i chłopakiem a relacji związkiem, tylko znajomością. Po rozstaniu nie było żadnych złamanych serc, bólu ani płaczu. No ekspert od miłości.
- Z jednej strony chętnie bym zadzwonił, z drugiej to trochę jak zerwanie i myślę, że Lucy zasługuje, żebym jej powiedział osobiście. Ale spokojnie, dowiesz się o wszystkim… w formie odcięcia kontaktu. – Wyszczerzył się do swojego rozmówcy z nieukrywaną satysfakcją. Fakt, że został przez niego nazwany kumplem, któremu wypłakała się w akcie desperacji pozwolił mu domyślać się, że Gabriel raczej nie miał świadomości, że nastolatka traktuje go niemal jak starszego brata. Młoda Whitford wiedziała już raczej dobrze, że Victor nie ma najmniejszych powodów do tego, by jej źle życzyć czy jakoś nią manipulować, a odkąd ich płatne korepetycje awansowały do poziomu spotkań i rozmów przy rysunku, ich kontakt stał się jeszcze swobodniejszy, bliższy, choć przecież wcale nie częstszy. Ze względu na różnicę wieku było w tym coś dziwnego, owszem, ale dopóki żadne z nich nie uznawało tego za nieodpowiednie, a ich wspólne posiedzenia przynosiły dobre owoce w postaci rozwoju umiejętności i zaspokojenia głodu za pewnym szczególnym, bezinteresownym rodzajem relacji międzyludzkich… wszystko było w porządku.
Chociaż próbował zgrywać pewnego siebie w temacie swojej przyjaciółki, Hughes i tak doskonale wyczuł grząski dla Snowdona grunt. Jeszcze pierwszy komentarz może jakoś mógłby zignorować, nawet jeśli w środku nosiło go, żeby bronić dobrego imienia Carter. Ale nie podobał mu się kierunek, w którym wówczas zmierzałaby ta rozmowa i miał nadzieję, że więcej już nie usłyszy w odniesieniu do blondynki... A jednak. Złość na jego twarzy maskowała rosnący w środku ból. Bliżej nieokreślony czas podawany prze Gabriela pozwolił nagle całkowicie podatnemu Victorowi dojść do założenia, że to wszystko tak naprawdę nadal trwa. Wypowiedzi Callie podczas jednej z ich rozmów kilka tygodni temu kazały mu przyjąć do wiadomości, że ona i jej współlokator po prostu przestali pałać do siebie nienawiścią a nauczyli wzajemnie tolerować – i tyle. Jego słowo przeciwko jej słowu. Powinien był wierzyć jej, przecież ją znał, jej ufał… Tylko czy to nie było tak, że wmawiał sobie pewne założenia o niej, by było mu zwyczajnie łatwiej, czepiał się tego wyobrażenia o niej, aby jego własne życie wydawało mu się jakieś lepsze? Bo przecież ona regularnie podkreślała, że nie jest wcale taka dobra, za jaką on ją ma, i to raczej wprost. Lecz on nigdy w pełni nie rozumiał, o co jej chodzi, w końcu też wydawało mu się, że już sporo się o niej dowiedział i nadal miał o nie takie samo zdanie. Wracał do niej, nieważne, jaką część siebie przed nim odsłaniała, jakby nic nie było w stanie go zaskoczyć i zrazić, bo dla wszystkiego w niej miał swoje usprawiedliwienie. Miał rację, czy jednak dawał sobą manipulować - choć z jej ust padało wielokrotnie, że ma ją sobie odpuścić… Już mu się wszystko mieszało i może nawet samemu sobie nie mógł wierzyć? Wobec takiego mętliku w głowie zaufanie Hughesowi, jakkolwiek bezmyślne się nie wydawało, stanowiło najprostsze rozwiązanie dla skołowanego umysłu – któremu było trzeba po prostu czytelnego, zdecydowanego zapewnienia. A takie przecież otrzymał. I choć zabolało niesamowicie, dał się temu omotać. Przegrał. Wszystko to, co powiedziała mu podczas imprezy w Montpelier i tamtej nocy zapewniło go, że nie interesuje jej nikt inny niż on – tak jak wcześniej o tym zapomniał, tak teraz każde takie wyznanie wróciło do niego momentalnie. Niestety nie po to, by podbudować go, tak jak zrobiły to te same słowa w chwili ich wypowiadania przez Callie, tylko po to, by roztrzaskać się na niezliczoną ilość ostro zakończonych odłamków, które boleśnie powbijały się w jego duszę. Na zewnątrz jeszcze próbował zachować pozory spokoju i pewności siebie. – Chyba ci się wspomnienia pomieszały sprzed kilku miesięcy. – Mimo bardzo dziarskiej miny zabrzmiał słabo. Pogawędka się kończyła, on się kończył – zaczynała się rosnąca w nim wściekłość, aczkolwiek jeszcze przesłaniało ją szczątkowo obecne zwątpienie. Dopiero te ostatnie słowa wszystko przesądziły. Kurwa, obie opcje po moim trupie.
Zanim zdążył zareagować, został popchnięty, a że nie miał kiedy się tak mocno zaprzeć, cofnęło go o jeden duży i dwa małe kroki, które zaraz sobie zrekompensował ponownym, nieznacznym tylko przesunięciem się bliżej bruneta. Wyglądało to jednak jak zwyczajne szukanie równowagi, bo zaraz Victor zawiesił się, jakby zabrakło mu języka w gębie, jakby odepchnięcie go sparaliżowało. Przez moment po prostu oddychał w lekko przyspieszonym tempie, wpatrując się w Gabriela intensywnie, choć z rezerwą. Jakby szacował swoje szanse w starciu z nim. Ostatecznie prychnął powietrzem z nosa, oblizał wargi, pokręcił nieznacznie głową. I zaczął się obkręcać, zupełnie tak, jakby miał zamiar odwrócić się i ruszyć w swoją stronę.
- Powinieneś iść do diabła. – Powiedział bardzo głośno i bardzo wyraźnie, z kipiącymi z jego głosu wkurwem i pogardą. A gdy tylko ostatnie słowo wybrzmiało, w tym samym momencie z szybkim pół-krokiem zamachnął się na Hughesa z zaciśniętą pięścią. Jego ręka wpadła w szybkie i intensywne, niby magnetyczne przyciąganie z ładną buźką, odnajdując się z silnym uderzeniem na jego policzku. Cios nie był w stanie Gabriela przewrócić, ale już odrzucić trochę do tyłu – owszem. Podążając za nim szybko pochwycił go za fraki. – Pewnie jako jedyny szczerze ucieszyłby się na twój widok. – Uzupełnił naprędce przez zaciśnięte zęby by od razu odwdzięczyć się mu za to pierwsze popchnięcie tym samym ze swojej strony. Po tym ruchu pozostał w miejscu na lekko rozszerzonych, nieznacznie ugiętych nogach, gotowy by spróbować zareagować unikiem na atak ze strony rywala. Bo raczej nie spodziewał się, że teraz uścisną sobie dłonie żeby się pożegnać na zakończenie ich uroczej rozmowy.

@Gabriel Hughes

luczkowa#6559mów mi

4poziom

75punkty


ODPOWIEDZ

Wróć do „Church Street”