I don't give a fuck about your friends - I'm right here

Victor Snowdon

web developer i grafik

Awatar użytkownika

25 y/o

188 cm

the sun dont shine but it never did

and when it rains it fucking pours

but I think I like it

South End

brak odznak

Post »

Jej widok o poranku aż go zabolał. Dosłownie. Była taka naturalna, surowa i po prostu piękna. Niczym nie przysłoniona, tak że mógł dostrzec w jej twarzy więcej niż na co dzień. Jej skóra, mimo jakichś oznak zmęczenia, wyglądała dla niego tak świeżo i czysto. Podobały mu się lepiej zauważalne piegi i pieprzyki. I ten całkowicie rozluźniony, swobodny wyraz, brak jakiejkolwiek miny przez kilka krótkich sekund, podczas których ją obserwował tuż przed ostatecznym wybudzeniem. No i leżała przy nim naga, przykryta przed nim jedynie częściowo kołdrą. Nie mógł nie przejechać wzrokiem po tej widocznej części jej ciała póki jeszcze miała zamknięte oczy. Aż nie chciało mu się wierzyć, jak cienka granica rysowała się między tym wycinkiem czasu, kiedy ją miał, kiedy ona była cała jego, a obecną chwilą. Gdy uchyliła już ostatecznie powieki, a on napotkał jej jaśniejsze w dziennym świetle tęczówki, bezwiednie wręcz odwzajemnił słaby uśmiech i wycofał jeszcze łokcie, opierając się na nich trochę pewniej.
- Hej, Callie. – Odpowiedział jej tym samym, mrużąc nieznacznie oczy i też zaraz odchrząkując, bo jego głos o poranku ledwo co brzmiał, załamując się w ten charakterystyczny sposób w pierwszych słowach. Jej zachrypnięte imię ścisnęło mu dodatkowo gardło. Na razie musiał być po prostu ostrożny i się z niczym nie wychylać, dając jej możliwość nadania tonu tej rozmowie. Bezpieczniej było reagować niż inicjować, stwarzając jej tym samym przestrzeń do wykreowania ich wzajemnego stosunku. Oby tylko umiał się w niego wpasować. – Całkiem… dobrze. Wyglądasz, jakby tobie też spało się nie najgorzej. – Ich ostatnia „wspólna” noc u niego w domu nie przebiegła dla niego najlepiej. Pamiętał, że spał płytko i niespokojnie, często się budził i nad ranem wstał, czując się niemal jak zombie. Tym razem, mimo że zasypiając miał świadomość, jak bardzo ulotne jest to... szczęście? którego przy niej doświadczał, ogarnął go głęboki i błogi sen.
Przerzucił się ze swoim wzrokiem z dużych, brązowych oczu na jej obarczone pewną znamienną bolesnością ruchy. Jemu rzadko cokolwiek dokuczało po alkoholu, a wczoraj wypił co prawda trochę różności, ale jednak względnie mało i to na początku imprezy. Potem oddał się bardziej paleniu a jego efekt już dawno go opuścił. Zaraz znów spojrzeniem przejechał mimowolnie po odkrytej części jej ciała. Czuł ślady po jej paznokciach na swoim karku, plecach, klatce piersiowej i brzuchu, choć zapewne przez rysunki w skórze nie dałoby się ich nawet przyuważyć. Widział za to z tej perspektywy kilka sinych miejsc zlewających się mniej więcej w jeden większy kształt na boku jej szyi. Te znamiona były jak nietrwałe tatuaże stanowiące ulotny dowód na potwierdzenie ich zachłannej bliskości. Z kolei ten bardzo intymny i czuły kontakt odcisnął zupełnie niewidoczne piętno na duszy Snowdona. Może dlatego, gdy zaczęła mówić, poczuł dotkliwy ścisk w żołądku, bo jego myśli automatycznie skierowały się na ten najbardziej oczywisty dla niego w obecnej sytuacji tor. Jak mogłeś do tego dopuścić, że byliśmy tak blisko? Miałeś mnie powstrzymać, Victor, nie pamiętasz? Obiecałeś, wtedy w restauracji. Teraz już nic nie będzie takie samo. A przecież miało im się udać wrócić do normalności, tak zostało powiedziane i to przez nią samą. Jeśli ona miałaby nie umieć nad tym przejść, to tym bardziej on… Chociaż może wtedy wcale nie byłoby trzeba nad niczym przechodzić? Brzmienie jej głosu wskazywało jednak na co innego – dopóki wyraz jej twarzy i ton zdań nie uległy rozpoznawalnej zmianie. Zrozumiał. Cała ta wypowiedź opierała się o tą żartobliwą końcówkę, na którą on jedynie uśmiechnął się krzywo i przelotnie, najwyraźniej nie podzielając wesołości swojej towarzyszki.
- Musiało ci się przyśnić, ja nie chrapię. – Mruknął bez animuszu, nie mając zamiaru komentować kwestii swojego oficjalnego braku dziewczyn z tego nieprawdziwego powodu. Już teraz był cały spięty i prawie nie poczuł trącenia pięścią o swoje ramię. W głowie nadal miał jej słowa, osadzone w innym kontekście niż ten, który okazał się docelowy. Przez moment nieobecny nie zauważył też od razu zmiany przez nią pozycji, odkrycia części swojego ciała i jej wzroku na ukazanym fragmencie skóry. Wybudził się dopiero na ten niezrozumiały początek nowego wątku. Z kolejnymi słowami mina tężała mu coraz bardziej, a on beznamiętnie wodził oczami za jej rękoma a potem za nią całą, kiedy podniosła się z łóżka. Po tym finalnym pytaniu ściągnął wyraźnie brwi i prychnął powietrzem z nosa. - Daj spokój, Carter. – Rzucił z wyczuwalnym poirytowaniem w głosie i nie spuszczając z niej swojego słabego, ale zauważalnie rozdrażnionego spojrzenia podniósł się z tułowiem do góry i przekręcił, tym samym zaraz mogąc oprzeć się stopami o podłogę. Niedbale odgarnął ze swojego ciała kołdrę i niespiesznie podniósł się z materaca. Stojąc już wyprostowany przez dosłownie chwilę nadal tylko na nią spoglądał, teraz już z góry. - Jak wrócę do domu to wpiszę twoje punkty do tabeli, podsumuję wynik i dam ci znać. – Wmusił na swoje usta grymas przypominający z założenia uśmiech i sięgnął do jej przekręconej w swoją stronę twarzy, którą złapał i przytrzymał mocniej palcami za podbródek gdy jeszcze mówił, świdrując jej oczy jednocześnie intensywnym i wypranym spojrzeniem. Miał jej powiedzieć, że wolałby ją od każdej innej dziewczyny? Już nawet nie chodziło o sam wymiar cielesny, ale, cholera, jej chciał po prostu bardziej. Najbardziej. Dla niej samej, bo ona była istotą. Nie tylko jej ciało, z którym mimo wcześniejszej nieznajomości tak dobrze mu się współgrało i odnosił wrażenie, że ona też raczej nie była niezadowolona. Ale taka odpowiedź nie wchodziła w grę. Cofnął dłoń, wyminął ją i przemaszerował przez pół pokoju do miejsca, gdzie leżał jego plecak. Tylko schylił się po niego płynnie, dalej idąc już do łazienki, której drzwi jedynie za sobą przymknął. Za moment dało się usłyszeć dźwięk spuszczanej wody i odkręconego kranu. Z niestartymi kropelkami z twarzy i już ubranymi świeżymi bokserkami, wrócił do pokoju i zebrał z podłogi koszulkę oraz spodnie, nawet nie zerkając w międzyczasie na blondynkę. Po prostu o tym zapomnijmy. Zostawmy to i wróćmy do tego, co dla nas normalne – tak pragnął powiedzieć. Chciał się bronić przed nią na swój sposób. Nie bagatelizować czy żartować. Wolał to zwyczajnie od siebie odciąć, a w każdym razie odciąć się od tego wobec niej. Nie cofać swoich słów. Wolał już ich nie powtarzać ani nie nawiązywać do tego, co działo się naokoło tych wszystkich wyznań, ale spłycanie tego w żartach wydawało mu się okrutnym obdarciem ich razem z jakiegokolwiek znaczenia… Tylko że tak właśnie miało być. Oficjalnie, na zewnątrz. Musiał się ogarnąć. Przecież ani nie powinien, ani tym bardziej nie chciał jej za nic karać swoim zachowaniem, chłodem i wycofaniem. Wszedł to z pełną świadomością i na własną odpowiedzialność, mogąc się spodziewać, jakie będą konsekwencje. Ona nic przed nim nie zatajała. Powiedziała wprost, jak sobie to wyobraża, ostrzegła go, że rano może być nieprzyjemna albo coś w tym guście. A on obiecał, że niezależnie od jej zachowania, nadal będzie dla niej. I pragnął przy tym pozostać. Więc należało się podnieść, otrzepać z kurzu i włączyć do gry po trochę chyba nieudanym starcie. Mimo, że czuł się zaatakowany i zraniony jak znienacka, co było sprzeczne z posiadaną wiedzą na temat koniecznego, właśnie takiego rozwoju wydarzeń.
Przysiadł na skraju łóżka i zaczął wciągać na siebie materiał spodni, odnajdując w tym samym czasie Callie spojrzeniem. - Wiesz, w sumie mogę ci dać jedną wskazówkę. Na przyszłość raczej nie skacz tak po nikim, kto spodziewa się od ciebie zupełnie innego posunięcia. Nieładnie tak kusić i się wycofywać. Ktoś mógłby się o coś takiego pogniewać. – Wyobrażenie sobie jej w sytuacji intymnej, nagiej bliskości przy kimkolwiek innym rozdzierało go od środka, ale jego już luźniejszy uśmiech i raczej łagodny wyraz twarzy nie dawały po nim nic poznać. Zaraz sprawnie założył na siebie koszulkę i całkiem swobodnie oparł się po tym na obu dłoniach na materacu za sobą, w ten sposób odchylając się nieznacznie do tyłu. Jakby, kurwa, wszystko grało. Przynajmniej już był ubrany i z tym faktem poczuł się o wiele lepiej, choć nie dlatego, że się wstydził, w końcu już widziała go kompletnie nagiego. Z resztą nie tylko widziała. Nie miał przecież problemu żeby się odkryć i wstać z łóżka, nic nie zasłaniając, nawet mimo tamtego wczorajszego zwątpienia po ujrzeniu ich wspólnego odbicia w lustrze. Ale po prostu chciał pójść dalej, jakoś się odciąć, a warstwa ubrań chociaż częściowo odgradzała go od dzielonej wcześniej intymności. - A ty? Chcesz się ze mną czymś podzielić? – Zagadnął zaraz, siląc się na lekki ton, po czym zgarnął z pościeli swój telefon i sprawdził w nim godzinę, choć przecież dokładnie wiedział, kiedy zadzwonił budzik od którego nie minęło jeszcze za wiele czasu. Potrzebował się zwyczajnie czymś zająć, bo nic nie robiąc miałby problem żeby wytrwać bezproblemowo w swojej niby niewzruszonej teraz postawie.

@Callie Carter I’m not mad, I just cover up my temper, you’re supposed to love me better babe :sad:

luczkowa#6559mów mi

4poziom

75punkty


Callie Carter

kelnerka, sekretarka

Awatar użytkownika

22 y/o

170 cm

I'm scared to get close.

I hate being alone.

can you feel my heart?

Downtown

brak odznak

Post »

Do tej pory wydawało jej się, że całkiem sobie radzi. Wymyśla w miarę sensowne teksty, nie były zbyt niemiłe, trochę żartobliwe. Na takie na jakie mogłaby zdobyć się po takiej nocy, z kolegą z którym ostatecznie wylądowała w łóżku, mimo iż nie taki był plan. I miała tylko moment załamania, który dało jej się przed nim ukryć. Lecz gdy odwróciła się z tym jakże pewnym siebie uśmiechem na twarzy, nie wiedziała że zaraz wszystko zacznie tak szybko się sypać. Czując ten mocny dotyk na swoim podbródku, tylko uniosła wzrok kierując go na jego oczy i wysłuchała jego odpowiedzi. Już się nie uśmiechała, w ogóle nie było jej do śmiechu. To jej jedyny tekst, na który jakoś zareagował, a mimo to zabolało. I nie tyle jego słowa, które można było odebrać prześmiewczo, ale chodziło o samą jego reakcje i to spojrzenie. Po prostu się na niego patrzyła dopóki, aż ją puścił i odszedł. A ona dalej tak stała. Na pewno był od niej silniejszy i jej całe zachowanie oraz jej wypowiedzi nie robiły na nim takiego wrażenia. Jednak jej wystarczyło tylko tyle, by już poczuć że żałuje. - To był tak bardzo beznadziejny pomysł - powiedziała na głos, ale do samej siebie, siadając na brzegu łóżka. Nie wiedziała nawet co chciała ze sobą zrobić, po co wstawała. Chyba chciała się ubrać i szybko ewakuować z tego pokoju, wybierając się ewentualnie do innej łazienki, a jego pozostawiając w spokoju. Ale zapomniała, że jej ręcznik został tam, gdzie teraz nie wolno było jej wchodzić. Więc nie pozostało jej nic innego jak tylko grzecznie sobie czekać i próbować nie myśleć. Chcąc się skupić na jakiś prostych czynnościach znalazła swój plecak, wrzuciła do niego swoją szczotkę i spodenki. Nie miała stanika, więc wciągnęła na siebie bluzkę, tylko żeby nie paradować tak zupełnie nago i zabrała buty. Rozejrzała się jeszcze po pokoju, odnajdując na parapecie setkę, którą wieczorem tam zostawiła. Jej ulubione rozwiązanie.
- Będziesz kierować, nie? - krzyknęła, ale wątpiła, żeby usłyszał. Jednak w razie czego pytała, wyraziła swoje ewentualnie chęci. Opróżniła ją na raz i wrzuciła do plecaka, a ta stuknęła o inną pustą buteleczkę w jego wnętrzu. Oparła się o ścianę i dalej czekała, skupiając swój wzrok gdzieś na podłodze. Gdy wyszedł z łazienki, od razu się do niej skierowała, lecz zatrzymały ją jeszcze jego słowa. Przez chwilę po prostu stała i go słuchała. Zacisnęła mocno usta, po czym otworzyła je i z całą obojętnością oraz chłodem, które mogła teraz w sobie zebrać, odpowiedziała. - Faktycznie, ktoś mógłby się pogniewać. Chociaż akurat ty zareagowałeś wyjątkowo spokojnie. Ale masz racje, lepiej nie odstawiać takich przedstawień z następnymi facetami. - Chwyciła za klamkę i już miała wchodzić do środka. Specjalnie nawet na niego nie patrzyła. Powinna spodziewać się, że odpowie ty samym pytaniem, lecz nie była w stanie nic sensownego wymyślić. - Nie, chyba nie. Zastanowię się - powiedziała zamykając za sobą drzwi. Weszła do środka, rzuciła wszystko na podłogę i puściła wodę chociaż zupełnie nie miała zamiaru teraz się kąpać.
Czekaj. Przecież to wszystko nieprawda. Wcale nie chciała tak się zachowywać ani formułować tych wszystkich zdań. Traktować go w taki przedmiotowy sposób, a wszystko co między nimi się wydarzyło sprowadzać do jednego z wielu razów, które przeżyła, jakby niczym zupełnie się od nich nie różnił. Nie chciała mówić akurat ty, jakby celowo zastosowała na nim jedną ze swoich zagrywek, ani tym bardziej z następnymi facetami, jakby od razu zakładała że tacy na pewno będą. A teraz przecież nikogo nie chciała, w tej chwili nawet jego. Nie myślała, że tak łatwo podejmie się tej gry. Bez najmniejszego wahania będzie potrafił się tak zachowywać. Albo świetnie udawał albo potraktowała na wyrost to co się wczoraj wydarzyło.
Tutaj wszystko układało się nie tak jak trzeba, od samego początku. To powinno skończyć się tam na dole, gdy mogli jeszcze jakoś się z tego wytłumaczyć. A teraz? Mieli tą swoją pieprzoną umowę. Tak wczoraj łaknęła jego uwagi, bliskości i dotyku, że wpadła na ten beznadziejny pomysł. Jakby nie było jej wcześniej dość. Przecież w tamtej chwili już dostała wszystko co mogła. I gdyby zacisnęła mocno zęby to przeszłaby do szarej codzienności po ich wspólnym wyskoku. Lecz to co wydarzyło się później było gorsze… Wcale nie było gorsze, ale w odniesieniu do tego co działo się teraz sprawiało, że każde jej i jego słowo, które pamiętała sprawiało jej jeszcze silniejszy ból. A w zestawieniu z tym zachowaniem jeszcze bardziej. Nigdy nie chciała być tak bardzo sobą jak w tej chwili. Oparła dłonie na brzegach umywalki i zacisnęła je na niej mocno. Wpatrywała się w swoje odbicie w lustrze. Szukała jakiegoś sensownego wyjścia w tej sytuacji, ale nic nie wydawało jej się odpowiednie. Poza tym, żeby wyjść z łazienki jak poprzedniego wieczoru i powiedzieć pieprzmy to, co ma być to będzie. Niejednokrotnie w życiu wybierała te bardziej ryzykowane rozwiązania, więc czemu nie teraz? A gdyby tak odrzucić cały rozsądek i powodu, dla których nie dawała sobie szansy. Może przy nim, z nim byłoby inaczej. Może to jakoś by się ułożyło, tak po prostu. Bez jakiś większych starań i problemów… Jej tułów coraz bardziej odsuwał się do tyłu, ale dłonie zaciskały tylko mocniej. Opuściła głowę w dół. Jej wzrok zatrzymał się na śladzie na jej ramieniu, który musiała zrobić sobie sama. Tam na parapecie. Tam wszystko się zaczęło.
Stop. I tam był na nią cholernie wściekły na samym początku. Przez chwilę pod jej wpływem stał się osobą, którą na co dzień nie bywał. Właśnie, dlatego nie mogła wybrać tego lepszego dnia niej samej wyjścia. Nie chciała, żeby przez nią tak reagował. Stawał się kimś, kim nie był. To nie mogło tak po prostu jakoś się ułożyć. Nie z nią w tym zestawieniu. Puściła umywalkę i odkręciła wodę. Przemyła twarz, sięgnęła po swój ręcznik i zaraz się nim wytarła. Zacisnęła na nim swoje dłonie, pamiętając o tym co działo się z nim wczoraj. Nawet głupi ręcznik musiał powodować zacisk na jej żołądku. Kilka razy głośniej wciągnęła powietrze w płuca. Była tak cholernie wściekła na samą siebie. Nie za to wszystko co się wydarzyło, nawet nie na tą umowę. Na to, że musiała ją zawrzeć, czyli tak naprawdę na to kim była. Bo to kręciło się wokół niej i przez nią. Gdyby tylko potrafiła być normalniejsza, ale nie była. Czuła, że albo zaraz zacznie krzyczeć albo naprawdę nie myśląc o niczym wyjdzie z tej łazienki. Żadna z tych opcji nie była dobra, więc… tłumik. Pomyślała, patrząc na ręcznik, który zaraz owinęła wokół swojej dłoni. Jedną warstwą, tak tylko żeby czasem niczego nie uszkodzić. I chwilę później uderzyła z całej siły w płytki. Na pewno było słychać ten dziwny, trudny do określenia dźwięk. Zabolało mimo wszystko, ale płytki były całe. Wyładowała się. Chociaż trochę pomogło. Złożyła ręcznik, schowała go do plecaka a z niego wyciągnęła wszystkie swoje rzeczy, które zaraz założyła na siebie. Zaraz zakręciła wodę i opuściła łazienkę.
Ogarnij się, Callie. Przecież ty jesteś pod tym względem silniejsza. A on dobrze sobie radzi, a może nawet to wszystko po nim spływa. Myślała pojawiając się ponownie w sypialni. - Nie musisz być cały czas taki delikatny. Niektóre dziewczyny lubią jak boli. - Było w tym trochę prawdy, chociaż przecież nie był cały czas przesadnie czuły, o czym świadczyły chociaż ślady na jej skórze i to, że dobrze pamiętała dotyk jego dłoni na swoim gardle. Ale może po prostu teraz chciała, żeby bolało ją bardziej. Gdyby odczuwała jakiś fizyczny ból, może byłaby w stanie skoncentrować się na nim bardziej niż na tym czymś, co teraz ją ogarniało. - Swoją drogą, to wczoraj oboje musieliśmy osiągnąć jakiś masakryczny poziom desperacji. Mnie chociaż tłumaczy alkohol, a ty nie wiem, czy byłeś naprawdę tak zjarany czy co. Bo przecież tu... - mówiła pokazując na siebie i zaraz na niego, po czym wracając dłonią do siebie. Jednocześnie oblatując go powierzchownie wzrokiem. - Nie ma chociażby najmniejszej chemii. Zresztą, w ogóle nie jesteś w moim typie, a ty chyba wolisz laski, które mają coś mądrzejszego do powiedzenia, więc... desperacja. - powtórzyła i wzruszyła ramionami. Stanęła na środku pokoju, zarzucając sobie plecak na ramię i poprawiając swoje włosy. Zaraz przeniosła swój niemalże pusty wzrok na niego. Nie była ani smutna ani zła, na pewno też nie rozweselona jak wcześniej. Wydawała się tak zupełnie obojętna. Jakby coś odebrało jej możliwość odczuwania jakichkolwiek emocji. Minęła go, kierując się zaraz do drzwi.- Idziesz? Jestem głodna i chętnie napije się czegoś na kaca - zapytała, przekręcając klucz w drzwiach i chwytając za klamkę. Już nie my, ty, ja. Osobne byty. Moje i twoje potrzeby, nie nasze…

@Victor Snowdon Czemu mam wrażenie ze to sen skoro nadal czuje dotyk twoich rąk, gardło mam ściśnięte a oddech niespokojny… jak mam iść dalej, gdy z siebie samej wszystko oddałam Ci. :sad:

niemów mi

3poziom

63punkty


Victor Snowdon

web developer i grafik

Awatar użytkownika

25 y/o

188 cm

the sun dont shine but it never did

and when it rains it fucking pours

but I think I like it

South End

brak odznak

Post »

Jej odpowiedź tylko przypieczętowała jego wewnętrzne cierpienie. Jak miał pamiętać to wszystko, co mówiła mu w nocy, jeśli teraz, między słowami ale jednak w dość oczywisty sposób, nazywała go po prostu jednym z wielu. Przez moment zaczął rzeczywiście wierzyć, że to wszystko to była tylko nic nieznacząca gra. Że nic z tego, co zostało wypowiedziane, nie powinno było zostać potraktowane jakkolwiek na poważnie. Bo każde wyznanie miało prawo bytu jedynie w tym krótko trwającym czasie i może to właśnie pod jego wpływem mówili do siebie te wszystkie piękne rzeczy, doskonale wiedząc, że one nie będą już później miały znaczenia. Nie, to było prawdziwe. Na pewno po jego stronie, i nie mógł uwierzyć, że Carter byłaby na tyle okrutna, by pakować mu do głowy te wszystkie zapewnienia tylko po to, by mu nimi dla własnej satysfakcji w niej namieszać. A jeśli nie chciałaby mówić nic takiego, to przecież w ogóle nie musiała. Nie wiedział, której jej miał ufać. Tej wczorajszej, obdartej z ubrań i zahamowań, czy dzisiejszej, niewzruszonej i niby dobrze mu znanej, ale smutno obcej.
Gdy zniknęła za drzwiami łazienki i zamknęła je już za sobą, wypuścił głośno powietrze i opadł do tyłu, lądując plecami na materacu. Nie miał siły. Nie na coś takiego. Nie, kiedy dosłownie wszystko co mówił i robił wydawało mu się po prostu złe, nie takie jak trzeba, nie takie, jak naprawdę by chciał. To nie był on, ale musiał grać tę rolę, przynajmniej na razie, licząc że jakoś dzięki temu uda mu się w końcu ogarnąć i nastawić z powrotem na inne postrzeganie Callie. Nie takie, na które mógł sobie pozwolić nocą, tylko to, przy którym tak rozpaczliwie próbował wytrwać wcześniej, zanim ją pocałował i wciągnął na swoje kolana, ostatecznie się jej poddając. Odrzucenie tej bariery dało mu w tamtym momencie odczuć nieopisaną wolność i satysfakcję. I mimo wielu obaw – spokój. A teraz wszystko runęło i choć mieli po prostu wrócić do tego, żeby było po prostu dobrze zamiast tego czasowego lepiej, brunet odnosił wrażenie, że gorzej być już nie może. Choć nikt nie podnosił głosu, nie padły żadne nieprzyjemne słowa i nie zapowiadało się, że przestaną się do siebie odzywać. Jednak jej obojętność przy zachowaniu z nim kontaktu zadawała mu największy ból. I fakt, że też się taką obojętnością wykazywał, sprawiał, że już zaczynał się sobą brzydzić. Tym, jak nieprawdziwy się stał.
Leżał tak przez chwilę aż usłyszał puszczoną wodę. Wtedy ociężale wstał, zebrał pozostałe na podłodze wczorajsze bokserki, założył buty. Był przybity i rozczarowany, kompletnie rozwalony, ale w sumie nie zaskoczony. Bo przecież wiedział, że tak będzie. Może głupotą z jego strony było niedociekanie powodów, dla którego blondynka stawiała tak gruby mur między nimi, nie dając im być dłużej razem tak jak przez ten krótki czas byli, lecz on traktował to jako jakąś sprawę honoru, by w żaden sposób na nią nie naciskać, nie wymuszać na niej jakiegokolwiek zachowania i nie próbować jej przekonywać. Bo tak naprawdę co miał jej do zaoferowania? Nic wartościowego poza swoimi ramionami, w których mówiła, że czuje się bezpiecznie. Ale to mógł jej też dawać, będąc z nią w mniej zażyłej relacji. Nie tak zobowiązującej jak to enigmatyczne coś więcej ciążące coraz mocniej w jego pragnieniach, którego jakiś może wyidealizowany przedsmak otrzymał wczoraj.
Gdy wróciła z łazienki, właśnie kończył ściągać poszewki po nich. Tą czynność akurat mógł oszczędzić gospodarzowi, a sam, zamykając się w niej na dłuższy moment, na jakiś swój dziwny sposób żegnał ich wspólną noc. Nie spytał jej o odgłos stłumionego uderzenia. Nie chciał, żeby mu się musiała tłumaczyć, albo, co gorsza, otwarcie kłamać. Była za zamkniętymi drzwiami i to, co za nimi robiła, miało też za nimi pozostać. Ledwie zauważalnie pokiwał głową na tą jej uwagę i odłożył zdjętą pościel na brzeg materaca by następnie po prostu wyprostować się i przekręcić frontem w stronę blondynki. Wiedział, że to on jest odpowiedzialny za to wyczuwalne między nimi, obojętne napięcie. Gdyby tylko wziął się w garść od razu, mogliby pozostać w tym żartobliwym, mocno ale nieszkodliwie bagatelizującym tonie, który ona nadała sobie początkowo. Ale nie, on musiał się poczuć urażony i zaznaczyć własną wyniosłość, jakby rzeczywiście był w stanie pozwolić tej nocy całkowicie po sobie spłynąć. Zachował się tak, jakby zbliżenie z Callie nie zrobiło na nim większego wrażenia, odezwał się takim tonem, którym mógłby potraktować obcą, upierdliwą osobę. I teraz dostawał za swoje w kolejnych słowach. Bardzo dotkliwie dostawał, ale znosił to z kamienną twarzą, tylko mocno zaciśnięta szczęka zdradzała jakikolwiek ślad emocji - albo raczej ich powstrzymywania. Milczał. Wszystko, co działo się teraz, osadzało się w jego brzuchu ze stale narastającym ciężarem. A przecież w kwestii wydarzeń rozgrywało się pozornie niewiele. Najwięcej miało miejsce w jego głowie. Nie wiedział, czy teraz tylko broniła się po wczoraj, jako swoją defensywę wykorzystując ten niby niepozorny atak, czy wycofywała się z tego wszystkiego naprawdę. Jak zwykle plątała mu myśli, pozostawiając go skołowanego i niemogącego być niczego pewnym. Ogłupionego.
Nie wytrzymał. Już zaraz był za nią, przy niej, nad nią. - Callie… – Jego wytatuowane łapsko spoczęło na klamce, tym samym ogarniając z wierzchu jej drobną dłoń. Zacisnął na niej palce i pociągnął trochę w swoją stronę, tak by nie mogła jeszcze nacisnąć i odepchnąć drzwi do ich otwarcia. Niepohamowane drgnięcie tego wszystkiego, czym był w nocy. Chciał ją przy sobie zatrzymać, chciał żeby zostali w tym pokoju, choć już teraz wcale nie mieli powodu aby tu dłużej przesiadywać, a wręcz ona zdradziła potrzebę wyjścia – ale wtedy byliby nadal tylko we dwójkę. Nawet, jeśli wszystko wyglądało beznadziejnie, wolał to niż powrót do świata, w którym byli też inni ludzie. Wyraz jego oczu zmienił się zupełnie w stosunku do tego beznamiętnego czy rozdrażnionego wzroku, którym raczył ją wcześniej. W ciemnych tęczówkach kryło się teraz przez moment widoczne zranienie, wcześniej usilnie chowane za wymuszoną ignorancją. I niema prośba. Rozchylił lekko usta jakby miał już kontynuować, po czym zastygł tak na moment, nie znajdując słów, które naprawdę chciałby, a jednocześnie mógłby wypowiedzieć. Bo chciał ją zapewnić, że z niczego się nie wycofuje, ale ona dopiero co uraczyła go tekstem, po którym nie było już miejsca na takie potwierdzenia. Może rzeczywiście była bardziej pijana niż mu się wtedy wydawało, a w takim razie dla niego nie było żadnego usprawiedliwienia. To znaczy, było… Opierał się jej tak długo jak mógł, by ostatecznie wybrać, że się jej poddaje, kiedy niemal przyparła go do ściany. Choć to nie było też tak, że nic od niej nie chciał, ale jakby spojrzeć na tą sytuację z boku, może by wyglądało tak, że to ona mu się narzucała, a on ją łaskawie przyjął. Gdyby chciał być wredny, odgryzłby się wykorzystując jakąś odzywkę właśnie to uwydatniającą. Ale przecież ani nie próbował jej tak naprawdę dopiec, ani tym bardziej nie chciał się tak wprost wyprzeć i powiedzieć, że wolałby, aby wtedy na niego tak nie naciskała. Potrząsnął szybko głową, jakby budząc się w ten sposób ze swojej małej zwiechy, z pięknego snu o nich dalej razem i jednocześnie koszmaru potencjalnie możliwej walki, która pewnie wymierzyłaby trudny cios ich relacji. - Masz rację, to jakieś nieporozumienie. Dlatego tym łatwiej będzie nam o wszystkim zapomnieć i wrócić do normalności. – Uśmiechnął się słabo i raczej niezbyt radośnie, po czym nacisnął ich dłońmi na klamkę i pchnął je do przodu, tym samym otwierając. Wycofał się, puszczając ją pierwszą, bo sam musiał jeszcze wrócić się po swój plecak, który też przewiesił sobie przez jedno ramię by już z nim opuścić sypialnię. Miał nadzieję, że po wyjściu z niej łatwiej mu będzie porzucić wspomnienie wydarzeń tej nocy – mimo, że tak cholernie nie chciał się ich wyzbywać.
Schodząc po schodach za Callie napotkał wzrok Matta, który w leniwym krzątaniu się między pokojami przystanął przy poręczy by poczekać, aż Victor z blondynką dotrą na dół. Mimo styrania na twarzy uśmiechał się do nich szeroko, ale jakoś tak też specyficznie. - Jak tam, moi przyjaciele? Wyglądacie na bardzo wypoczętych, więc noc chyba dość udana? W sensie wyspana? – Szczerzył się do nich nieprzerwanie i nieznacznie kiwał się, oparty o krawędź balustrady. Nieskrępowanie skakał wzrokiem między ich dwójką, zatrzymując się ostatecznie na Snowdonie, który pierwszy uraczył go reakcją. – Taaa, wybacz, Matty, że nie byliśmy do końca. Jakoś nas już zmogło. – Brunet z nieznacznym tylko zakłopotaniem przeczesał sobie palcami włosy i zerknął kątem oka na Carter. Tak jak Henderson, oparł się łokciem o poręcz, pozostając kilka schodków nad nim, nie spiesząc się, żeby uciec od rozmowy z kumplem. Ostatecznie przy kimś innym poczuł się pewniej w zamiataniu tej nocy pod dywan. - Jasne, spoko, doskonale rozumiem. Wszystko rozumiem. I tak nie zniknęliście jako pierwsi, pamiętam że szukałem potem Mike’a, drań zakosił moją zippo, to ktoś mi powiedział, że widział wcześniej, jak wychodził. Nawet się skurczybyk nie pożegnał. – Uśmiech Matta na chwilę został zastąpiony skwaszoną miną, natomiast Victorowi momentalnie skoczyło ciśnienie na wspomnienie dawnego kolegi i całego zajścia. Zwieszoną wzdłuż ciała dłoń zacisnął w pięść, tak by nie musieć zagryzać zębów kiedy udzielał trochę nawet zbyt szybkiej odpowiedzi. - Zapomniałem ci przekazać. Rozmawialiśmy sobie z nim i nagle strasznie źle się poczuł, więc się odmeldował. Ale powiem ci, zrobił się z niego większy palant niż kiedyś, więc tylko zapalniczki szkoda. – Niby obojętnie wzruszył ramionami i wzrok z gospodarza mimowolnie przeniósł na Callie, szukając w niej potwierdzenia, czy taką wersję utrzymują.

@Callie Carter I’m not mad, I just want us to be better, it feels right when we’re together babe :sad:

luczkowa#6559mów mi

4poziom

75punkty


Callie Carter

kelnerka, sekretarka

Awatar użytkownika

22 y/o

170 cm

I'm scared to get close.

I hate being alone.

can you feel my heart?

Downtown

brak odznak

Post »

Stała tam, z dłonią zaciśniętą na klamce i wzrokiem wbitym w podłogę. Nawet nie drgnęła, gdy jej imię padło z jego ust. Wczoraj niemalże prosiła go, żeby je mówił. Uwielbiała jak tak zwracał się do niej, nie bezosobowo ani po nazwisku. A teraz nie zrobiło to na niej najmniejszego wrażenia, tak jak jego dotyk na jej dłoni. Przecież Carter nie zwracała sobie głowy takim znikomym kontaktem. Taka właśnie była. Więc trwała tam sobie w zupełnym bezruchu, czekając na to co Snowdon ma jej do powiedzenia. Nie miała zamiaru na niego patrzeć po tym co z bliska zobaczyła poprzednim razem. Gdy w końcu wypowiedział dalszą część tylko pokiwała twierdząco głową. Jego słowa tylko przypieczętowały jej, więc nie miała jak na to więcej reagować. Nie oczekiwała przecież jakiejkolwiek innej odpowiedzi. Wszystko szło zgodnie z ich umową. Gdy już mogła, chętnie opuściła pokój kierując się od razu na dół. Przez tan cały czas wydawała się zupełnie nieobecna. Mówiła, słuchała i wykonywała jakieś ruchy, ale jej wzrok pozostawał kompletnie pusty, jakby to wszystko robiła odruchowo a sama pozostawała zamknięta gdzieś indziej.
Zeszła prawie na sam dół i oparła się o balustradę. Tylko słuchała, ale po pełnej wypowiedzi Matta uniosła wzrok i posłała mu przeszywające spojrzenie. Nie znała go ani jego poczucia humoru, więc mogło jej się wydawać, że za tym pytaniem kryło się coś więcej, niż zwykłe zapytanie o wyspanie. Nie chciała być jednak nadwrażliwa i dalej stała przysłuchując się tylko wymianie zdań. Dłonie oparła o balustradę i wydawałoby się, że neutralna odpowiedź bruneta nie mogła w żaden sposób jej dotknąć, ale to zrobiła. Zaczęła nerwowo stukać paznokciami i zaciskać bardziej dłonie na swoim podparciu. Przymknęła oczy, wciągając powietrze głęboko w płuca. Dalszy ciąg rozmowy wcale jej nie pomógł. Nie potrzebowała wspominać tego gościa, mimo iż nie mogła przecież Mattowi zarzucić, że to zrobił. Walczyła o zachowanie swojej obojętności, jednak ona powoli zaczynała być zastępowana przez narastający w niej gniew. Pewnie w innych okolicznościach przeszłaby bez problemu nad tym, co teraz zaczynało ją odpalać. Ale była zupełnie rozchwiana i jeszcze nie wiedziała, jak poradzić sobie z tym wszystkim, co się w niej wręcz gotowało. Cały czas nie spoglądała na Victora, więc nie mogła wyłapać że ten oczekiwał od niej jakiegoś potwierdzenia. Jednak Matt to zauważył i sam przeniósł na nią swój wzrok. Tym samym obydwaj się w nią wpatrywali, a blondynka stała zupełnie zawieszona. Ocknęła ją dopiero cisza, która zapadła po ostatnich słowach bruneta. Uniosła wzrok, przenosząc go na gospodarza, który znajdował się bliżej. Nie chciała w żaden sposób komentować sprawy Mike’a, po prostu nie. Tylko wywróciła oczami i zaraz go minęła. Przystanęła przy najbliższej szafce, na której znajdowały się kubki i zaczęła przyglądać się ich zawartości. W pierwszym zlokalizowała resztę wódki, więc zaraz go opróżniła. Kolejny wsadziła w pierwszy i uniosła do góry by powąchać jego zawartość, bo barwa cieczy nie wskazywała jednoznacznie na jeden rodzaj alkoholu. Whisky, też mogło być, przechyliła resztkę i trzymając go w dłoni zaczęła badań kolejne, gdy usłyszała.
- A przyjaciółka Snowdona jakaś bardzo grymaśna, czyżby nie za bardzo się postarał? Bo wydaje mi się, że jak szukałem Mike’a i dotarłem pod ostatni pokój to słyszałem bardzo zadowolone… - mówił odwracając się do niej przodem, odchrząknął w dłoń po czym możliwe najwyższym swoim głosem kilkakrotnie powtórzył imię Victora, zdobywając się nawet na jakieś pojedyncze jęknięcia, po czym roześmiał się głośno. Jakby to mogło jakoś pomóc i rozładować napiętą atmosferę. Nie pomogło, było tylko gorzej. Do tej pory się starała nie zmieniać swojego nastawienia, naprawdę wolała pozostać zupełnie wyprana z uczuć niż przekształcać się w tą wkurwioną wersję siebie. - Jak naśladujesz to chociaż zrobiłbyś to porządnie, Matt. W skrócie wyglądało to raczej tak - powiedziała w tej samej chwili gniotąc kubki w swojej dłoni i rzucając je na szafkę. Spuściła plecak z ramienia, zostawiając go na środku podłogi. Podeszła do niego, zatrzymując się tuż przed nim. Uniosła swój rozwścieczony wzrok na blondyna, zaraz przesuwając się bliżej i podtrzymując się dłońmi za jego kark. Zatrzymała usta nad jego uchem, nad którym sama kilkukrotnie powtórzyła imię Victora, oddając jak najbardziej potrafiła to jak robiła to w nocy. Gdy skończyła przeniosła dłonie na barki mężczyzny, na których je mocno zacisnęła, a swój rozjuszony wzrok wbiła w jego oczy. - Jak chciałbyś poznać wersję rozszerzoną to call me, Snowdon da ci mój numer. W sumie spełniasz mój jedyny warunek, czyli masz krótkie imię - powiedziała i klepnęła go dłońmi w ramiona. Zaraz zabrała je i odsunęła się z miną jakby nad czymś bardzo się zastanawiała. - Ale wiesz, pierw jednak musiałbyś się bardzo postarać, a od Annie wiem, że jednak z tym może być ciężko - powiedziała odwracając się do nich plecami. Nie gniewała się już, nie była po prostu zła, była wściekła po tym wszystkim co usłyszała tutaj w ciągu zaledwie chwili i co łącząc się z obecnymi w niej emocjami uruchomiło prawdziwą Callie rollercoaster Carter.
- Podsumowując. Mike to nie palant tylko pieprzony chuj. Nie byliśmy do końca, ale chociaż nasza noc była udana. A przyjaciółka Snowdona zaklepuje sobie do ogarniania kuchnię - powiedziała, wykorzystując w jednej wypowiedzi wszystkie kwestie, które doprowadziły ją do jej obecnego stanu i skierowała się do kuchni. Po pierwsze Michael, myślała że już udało się jej od tego uciec, jednak on i to co się wydarzyło jeszcze w niej siedziało. Pewnie też to skutkowało jej koszmarem nocnym i teraz tylko wzajemnie przypominało o sobie. Po drugie, używanie przez Victora formy my i nas, wiedziała że nie robił tego celowo, po prostu odpowiadał na pytanie gospodarza. Jednak gdy te sformułowania padły z jego ust to zaczęło ją totalnie drażnić. No i na koniec przyjaciółka Snowdona, tyle razy to słyszała, że powinna przywyknąć do tego określenia. I przecież umówili się na powrót do tej relacji. Ale wypowiadanie tego na głos uderzało w nią z podwójną siłą… - Skąd ty ją wytrzasnąłeś, Snowdon? - powiedział jeszcze zupełnie zszokowany tym, co właśnie się wydarzyło Matt i przeniósł swoje pytające spojrzenie na bruneta. Nie zdążył zrobić nic więcej, gdyż zupełnie nie spodziewał się że jego komentarz, który miał na celu obśmiać całą sytuację tak naprawdę wywoła zupełnie przeciwstawną reakcje.
Callie weszła do kuchni i od razu otworzyła okno. Panował w niej zaduch i wszędzie było czuć alkohol. Rześkie powietrze zaraz wdarło się do środka i zaczęło wyziębiać pomieszczenie, powodując gęsią skórkę na jej nagich ramionach i brzuchu. Skierowała się pierw do lodówki, ale już straciła apetyt. Wyciągnęła tylko energetyka, otworzyła go, upiła i zostawiła na blacie. Blondynka potrzebowała chwili, by zorientować się gdzie co się znajdowało. Zaczęła od wyrzucania plastikowych kubków i puszek po piwach oraz energetykach. Następnie wszystkie szklanki i kieliszki zniosła do zlewu, który zaraz zaczął wypełniać się gorącą wodą. Gdy wszystkie blaty były już puste, przetarła je wilgotną ścierką by pozbyć się śladów po szklankach i resztek alkoholu. Na koniec skierowała się z powrotem do zlewu. Dokończyła swojego energetyka, nalała płynu na gąbkę i jakby nigdy nic zaczęła zmywać naczynia. Perfekcyjna, kurwa, Pani Domu.

@Victor Snowdon Someone like me can be a real nightmare, completely aware :furiat:

niemów mi

3poziom

63punkty


Victor Snowdon

web developer i grafik

Awatar użytkownika

25 y/o

188 cm

the sun dont shine but it never did

and when it rains it fucking pours

but I think I like it

South End

brak odznak

Post »

Trochę najpierw rozdrażnił go jej olewczy stosunek. Tak, była wobec niego chłodna, obojętna i może trochę wyniosła, już zrozumiał że tak będzie wyglądało jej zachowanie w ich interakcjach, ale przy osobie trzeciej mogła poudawać, że aż tak się nie odcina. W końcu Matthew nie miał nic wspólnego z ich… nieporozumieniem. Nie był wtajemniczony, nie wiedział, co się wydarzyło, chyba więc można go było traktować z większą przychylnością, zwłaszcza że to z jego gościnności korzystali wczorajszego wieczoru i nocy. Dopiero po chwili brak reakcji ze strony Callie tak naprawdę w jakimś stopniu go zaniepokoił, bo dotarło do niego, że temat Michaela, mimo jej wcześniejszych zapewnień że wszystko jest w porządku, mógł ją jednak mimo wszystko nadal mocno męczyć. Koniec końców nie był sobie w stanie nawet wyobrażać, z jakimi emocjami musiała się wtedy zmierzyć, gdy ten mimo jej sprzeciwu i tak się do niej dobierał. Wyraźnie spochmurniał, ale tego nikt nawet nie zauważył, skoro uwaga blondynki skupiła się na nieopróżnionych kubkach, a gospodarza na niej. Niestety, trochę za bardzo. Słysząc i widząc tą parodię w wykonaniu Hendersona pożałował, że jego kumpel nie jest jednak trochę bardziej dyskretny, tylko zawsze taki otwarty i nieskrępowany. Opuścił głowę i powieki a palcami dłoni wcześniej zaciśniętej w pięść złapał się za grzbiet nosa, po czym, ściągając brwi, rozjechał kciuk i pozostałe palce w przeciwne strony, tak że ostatecznie opierał się nimi o skronie – tym samym schował w ręce własną twarz. Kurwa, stary, po co ci to było. Spomiędzy środkowego a serdecznego wyjrzał na moment, przekonując się tym samym o nowym położeniu Carter. Już zaraz nie miał innego wyjścia jak wysłuchać tego jej przedstawienia a potem nieprzyjemnego w odbiorze wywodu. Opuścił rękę dopiero, gdy dotarła do podsumowania. Umęczonym spojrzeniem odprowadził ją do wejścia do kuchni po czym nawiązał kontakt wzrokowy z oszołomionymi, pytającymi oczami Matta. Wypuścił ciężko powietrze przez nos i pokręcił ze zrezygnowaniem głową, a po chwili nachylił się nieco w dół i opadł łapą na jedno z ramion kumpla. - Żeby była jasność, nie dostaniesz numeru. – Zdobył się na słaby uśmiech, ścisnął dłoń na jego barku i po wypuszczeniu go zszedł z tych kilku ostatnich schodków, zrównując się z blondynem. Odłożył gdzieś na bok swój plecak i wysilił się jeszcze na jakąś wesołość, ostatecznie ustalając z Hendersonem wspólne ogarnięcie salonu i korytarza.
Wszędzie panował lekki chaos ale nie było takiego tragicznego syfu jak po niektórych ich studenckich imprezach kiedyś. Gdyby już zabrać wszystkie butelki, pozbierać szklanki i opakowania po jakichś przekąskach, pewnie okazałoby się, że nawet nie ma żadnych strat i wszystko jest względnie na miejscu. Na kanapie i fotelach przykimało kilka osób, ale leniwie krzątający się kumple nie byli na tyle głośni, żeby kogoś wybudzić. Matt, już tylko śladowo speszony po sytuacji ze schodów, opowiadał Victorowi o ważniejszych wydarzeniach mających miejsce po zniknięciu jego i Callie, a poza tym gadali też tak po prostu, choć raczej szczątkowo. Niedługo na dół zeszła też Annie, która krążyła między kuchnią a salonem, w jednym miejscu wspomagając nieznacznie blondynkę i donosząc jej szklanki, w drugim ścierając uwolnione przez chłopaków spod naczyń, plastikowych kubków i innych śmieci powierzchnie. Snowdon miał możliwość trochę się wyłączyć z tego wszystkiego, co działo się wcześniej między nim a Carter. Zawsze nawet mechaniczne wykonywanie jakiejś czynności odciągało jego uwagę, pomagało się skupić po prostu na robieniu, uwalniając go w ten sposób od męczących przemyśleń, w których w innym przypadku pewnie szybko by utonął. Doprowadzenie do względnego porządku tych dwóch pomieszczeń poszło im całkiem sprawnie, więc kiedy główna misja została wypełniona, Henderson zwolnił swoich pomagierów z posterunku i odciągnął rudowłosą na bok, chyba chcąc ją dopytać o bliższe wyjaśnienie słów, które usłyszał wcześniej przy schodach w odniesieniu do siebie.
Teraz już Victor nie miał co ze sobą począć. Ludzie zaczęli się powoli wybudzać, ale z nikim nie chciał rozmawiać. Z nikim, oprócz… Cholera, czuł, że lepiej byłoby pewnie dać jej jeszcze trochę przestrzeni od siebie. Ewidentnie nie działał na nią dobrze, więc gdyby do niej teraz poszedł, czy mogło z tego wyniknąć cokolwiek pozytywnego? Albo chociaż nie bardzo złego? Wydawało mu się, że traci grunt pod nogami, bo w swoim spojrzeniu widział, że gniew Callie jest wycelowany przede wszystkim w niego, że on stanowi największą przyczynę wszystkich tych negatywnych emocji, które się w niej kłębiły. Pozostawało pytanie, czy mądrzejszym wyjściem było rzeczywiście zostawienie jej w spokoju, czy próba załagodzenia sytuacji między nimi. O ile temu drugiemu w ogóle byłby w stanie jakkolwiek podołać, w co mimo najszczerszych chęci wątpił. Pomyślał, że może mógłby przynieść jej z samochodu płaszcz, tak żeby nie musiała marznąć podczas ich wspólnej drogi później, bo dawanie jej znowu swojego swetra wydawało mu się teraz głupie. A chciał zrobić coś miłego, zwyczajnego, co pokazałoby jej, że przecież nie jest mu obojętna. Zaczął sięgać do kolejnych kieszeni spodni. Telefon. Portfel. Klucze do domu. Zapalniczka. Drobny ból. Wyjął skaleczoną łapę, w której znajdowały się większe kawałki rozgniecionej, szklanej lufki, z której wczoraj palił. Skrzywił się na ten widok, włożył do tej samej kieszeni drugą rękę, teraz ostrożniej, i wyciągnął resztę tych większych odłamków. Wyrzucił je do jednego z leżących na ziemi worków, przypominając sobie w tym czasie jeszcze raz przebieg wydarzeń. Palił, potem poszedł do niej na parkiet i włożył sobie bezmyślnie tą lufkę do kieszeni. Tańczyli, czy jakkolwiek nazwać to, co się między nimi wtedy działo, a później nagle zrobiło się niezręcznie, zostali rozdzieleni, a ostatecznie Callie poszła do auta po swoje rzeczy. Okej, czyli i tak teraz musi iść najpierw do niej. Uśmiechnął się sam do siebie, słabo i kwaśno.
- Carter, masz kluczyki? – Zapytał na wejściu do kuchni, kierując swoje kroki od razu w stronę już opróżnionego przez nią zlewu. Odkręcił zimną wodę i pod jej strumień wsunął krwawiące nieznacznie palce. - Chyba podkopałaś pewność siebie Matta. – Rzucił zaraz luźno, nawet z lekkim rozbawieniem, ale przy tym uporczywie wpatrując się w swoją dłoń. To było łatwiejsze niż patrzenie na blondynkę, na które teraz nie mógł się zdobyć. Był wyraźnie speszony, choć starał się zachowywać jakby wszystko było okej. Nie chciał już dalej mówić, że należało się Hendersonowi za to głupie naśladowanie jej, jak woła jego imię, bo wkraczanie na ten temat wychodziło mocno poza jego strefę komfortu w tej chwili. I właśnie zaczął się zastanawiać, jakim cudem mają przetrwać czterdzieści minut wspólnej jazdy samochodem do Burlington. A miało być z powrotem po prostu dobrze. Po cholerę, Callie, były ci te głupie teksty na górze? Nie starczyło po prostu udać, że nic nie miało miejsca? Ale przecież nie mógł jej obwiniać, też nie postąpił wtedy jak trzeba. Może to był ten moment, by spróbować zachować się bardziej jak dorosły, którym teoretycznie należałoby móc go określić już w tym wieku. Wziął głębszy oddech, zakręcił kurek i obrócił się tyłem do zlewu, opierając się o fragment blatu lędźwiami i łapiąc się mocno dłońmi po obu swoich stronach za jego krawędzie. Tak żeby nie próbować wyciągać rąk w jej stronę.
- Hej. – Jego głos brzmiał już poważniej niż przed chwilą, a tym krótkim słowem jednocześnie zwracał jej uwagę i zwracał się do niej. Nie nazwiskiem, nie imieniem. Jakoś tak znowu bezosobowo, ale przynajmniej chyba bezpieczniej. W sumie dość normalnie jak na siebie. Podniósł na nią oczy, licząc, że na niego spojrzy, choć nie czekał na to w nieskończoność ze swoimi dalszymi słowami. – Chciałbym, żeby było tak jak wcześniej, między tobą i mną. Po prostu dobrze. Bo przecież było dobrze, i znowu może być. Tylko błagam cię, darujmy sobie ten zjebany chłód i po prostu zachowujmy się normalnie. - A jego ponownie beznadziejne spojrzenie dopowiadało tylko - bo chcę cię i potrzebuję, chociaż w takiej ubogiej formie.

@Callie Carter you pull away and I come in closer, and all we ever stay is torn

luczkowa#6559mów mi

4poziom

75punkty


Callie Carter

kelnerka, sekretarka

Awatar użytkownika

22 y/o

170 cm

I'm scared to get close.

I hate being alone.

can you feel my heart?

Downtown

brak odznak

Post »

Wykonywanie tej prostej czynności, którą było zmywanie o dziwo sprawiało, że się uspokajała. Nie czuła się w żadnym znaczeniu tego słowa lepiej, po prostu opuszczał ją ten cały gniew, który przed chwilą przejął nad nią całą kontrolę. Złość, która zrobiła z niej kogoś, kim przecież przy Victorze nie chciała w ogóle się stawać, mimo iż taka bywała przecież często. Niezrozumiała, agresywna, impulsywna. Ostatnio zbyt wyciszona i stłumiona, by nagle poradzić sobie z tym wszystkim, gdy w nią uderzyło. Gdy dawała ujście swoim emocjom co jakiś czas to nie tak łatwo było ją wytrącić z równowagi. Jednak ostatnie tygodnie mięły jej w względnym spokoju, nie dając większych powodów by się na czymś, na kimś bądź na sobie wyżyć. Jednocześnie powoli nieznane jej emocje cały czas w niej narastały i powoli ją pochłaniały… A wszystko zeszło się ze sobą tego wieczoru, który jeszcze bardzo dużo od siebie dołożył i już po prostu nie wytrzymała. Zaraz żałowała swojego zachowania, a dokładniej tego, że znowu robiła to Snowdonowi. Gdyby chodziło o kogoś innego to pewnie machnęłaby ręką, ale jej wściekłość ponownie musiała odbić się na nim. Nawet jak w tym przypadku nie bezpośrednio to jednak on musiał poczuć się beznadziejnie. Zawstydzony, jakoś to wytłumaczyć. Zaczynać dzień i zaraz wiedzieć, że już jest on fatalny, a mógł w spokoju spędzić trochę wolnego czasu ze znajomymi w całkiem przyjemnej atmosferze. Jednak Callie powtórnie musiała postawić się w centrum wszystkiego, zapominając o tym co było tak naprawdę dla niej najważniejsze, czyli o nim. Tak dała się pochłonąć przez to co ją boli o dotyka, że kompletnie zapomniała, że nie jest w tym wszystkim sama. I chociaż nie mogli radzić sobie z tym razem, to chociaż nie powinni sobie nawzajem tego utrudniać. A Carter chyba myślała, że jeżeli jemu zrobi się gorzej to może to sprawi, że jej nagle będzie łatwiej. Lecz to tak nie zadziałało… Odłożyła ostatni talerz, opłukała zlew i właśnie wycierała dłonie, gdy Victor pojawił się obok. Była tak zupełnie odcięta, że nawet nie dopuściła do siebie jego pytania. Zobaczyła dopiero jego dłoń pod zlewem i zaczęła się w nią wpatrywać. - Mam gdzieś, że uraziłam jego ego - odpowiedziała cicho, ale szybko. Jej głos był pozbawiony wcześniejszego rozdrażnienia i gniewu, stał się ponownie beznamiętny i wytłumiony. Nie zapytała nawet, co się stało tylko tak dalej stała w bezruchu. Kątem oka obserwując jego zachowanie, ale nie unosząc głowy ani spojrzenia wyżej nawet gdy ją wywołał. Wysłuchała go raz i powtórzyła sobie kilkukrotnie jego słowa w głowie. Miał rację, jak zawsze. I to wszystko brzmiało tak prosto i łatwo w jego ustach. A przecież robił tylko to na co się umówili…
Obróciła się i podeszła do okna, które zamknęła. W kuchni i tak już panował zupełny chłód. Przeleciała wzrokiem po szafkach, przypominając sobie gdzie znajdowało się to, czego teraz potrzebowała i co przypadkiem znalazła, gdy przygotowała się do sprzątania. W końcu podeszła do jednej z nich. Odsunęła jakieś leki, które znajdowały się na brzegu i wyciągnęła małą apteczkę. Zaraz pojawiła się przy brunecie i bez słowa zaczęła wyciągać jej zawartość. Gdy miała już wszystko, chwyciła delikatnie za jego nadgarstek. Ledwo go dotykając, jakby każdy większy, nagły kontakt w tej chwili mógł okazać się dla niej nie do wytrzymania. Poczekała jak puścił blat i odwróciła jego dłoń wewnętrzną stroną do góry. Chwyciła w drugą dłoń małą wodę utlenioną w buteleczce ze sprejem. - Zaszczypie - ostrzegła, chociaż zapewne nie musiała, a zaraz potem spryskała jego palce. Chwyciła gazę i zaczęła dociskać do każdego skaleczenia. Wzięła głęboki wdech, mocno wypuściła powietrze i w końcu odezwała się. - Może tego nie widać, ale próbuję - Odniosła się do samej końcówki jego wypowiedzi, zachowujmy się normalnie. Odłożyła gazę, gdy krew przestała już wypływać. Chwyciła po plaster i nożyczki, wycinając fragmenty o odpowiedniej długości i grubości, którymi zaraz zaczęła obklejać jego zranione palce. - Tylko sama siebie nie rozumiem, bo ja nie miewam problemów by po seksie wrócić do rzeczywistości. I chyba myślałam, że tym razem będzie tak samo, ale nie jest… - mówiła z całkowitym spokojem, jakby w jakiejś części pogodziła się już z tym, co musi przeżywać. I z tym, że przecież nie chodziło o sam seks. Ale wiedziała już, że gniew jej wcale nie pomagał, więc pozostało jej tylko wyciszyć się i przestać zachowywać, jak rozwydrzone dziecko, które nie dostało upragnionej zabawki. Skończyła, opierając grzbiet jego dłoni we wnętrzu swojej. Drugą przyłożyła na wierzch, tym samym zamykając jego dłoń w swoim nieznacznym, ledwo wyczuwalnym uścisku. W końcu uniosła swój wzrok i popatrzyła w jego oczy. Nie była obojętna, ani smutna, ani wkurzona. Teraz wyglądała po prostu na zmęczoną, ale nie niewyspaną. Wycieńczoną tym wszystkim z czym musiała sama się mierzyć. Ale na pewno nie była już oschła i zimna, bo przecież stała tam z jego dłonią w swoich i wcale nie chciała jej puszczać i znowu wyniośle odtrącać. - Ale postaram się bardziej - powiedziała, opuszczając powoli dłonie do dołu i w końcu wypuszczając jego. Wyrzuciła zużytą gazę, pochowała zawartość apteczki do jej środka i odłożyła do szafki. - Mam kluczki. Chodź – odpowiedziała ze sporym opóźnieniem, zaraz opuszczając pomieszczenie.
Gdy znaleźli się w salonie poprosiła go, żeby poczekał i sama podeszła do Matta. Wymieniła z nim dosłownie kilka zdań, głownie pozwalając sobie na to by mówić. Przeprosiła go za swoje całe zachowanie i chociaż mężczyzna próbował udawać, że wszystko jest w porządku to Callie i tak odebrała to jako uprzejmość gospodarza. Na koniec podziękowała za imprezę, nawet go uściskała i pożegnała, używając właśnie tego słowa. Bo nie zakładała, że kiedykolwiek więcej mogą się zobaczyć. Pomachała do Annie i z lekko opuszczoną głową wróciła do Snowdona, podniosła swój plecak z podłogi i zaraz wyciągnęła z niego klucze. - Poczekam w samochodzie - powiedziała, domyślając się że Victor będzie potrzebować dłuższej chwili ze swoim starym znajomym. Wtedy przed jej wzrokiem, wpatrującym się we własne buty pojawiła się jego ręka i ten jego tragiczny sweter. Miała ochotę szybko unieś głowę i spojrzeć na niego, ale tylko uśmiechnęła się słabo pod nosem. Przyjęła sweter, ale z jego założeniem poczekała aż Snowdon sobie pójdzie. Potem wciągnęła go przez głowę, zabrała swój plecak i opuściła dom, kierując się do pojazdu.
W jego środku mogła już pozbyć się tego swetra, przecież z tyłu leżał jej o wiele cieplejszy płaszcz. I pewnie powinna to zrobić, bo przecież Victor nosił je z jakiegoś powodu, pewnie głównie dlatego że było jeszcze dosyć zimno. Lecz chyba liczyła, że nie poprosi o jego zwrot. Jeżeli miała szansę zostawić sobie chociaż to, jedną małą rzecz która była jego i całkowicie nim pachniała to chciała spróbować. Włożyła kluczki w stacyjkę i odpaliła samochód. Zaraz rozkręciła ogrzewanie by w aucie zrobiło się cieplej, ustawiając temperaturę na tyle wysoką by nawet nie pomyślał o zabraniu jej tego przeklętego swetra. Później tylko czekała grzecznie, gdy brunet pojawi się i gdy już to zrobił nie pozwoliła mu pierwszemu odezwać się. - Przepraszam - zaczęła od razu i prosto z mostu. Miała wystarczająco czasu, by sobie wszystko ułożyć w głowie, znaleźć jakieś mało istotne wytłumaczenie swojego niedopuszczalnego postępowania. - Nie chciałam być niemiła dla twojego przyjaciela. Ani być taka wobec ciebie. Ani tego wszystkiego mówić i tak się zachowywać. Ani zabierać i niszczyć ci czasu ze starymi znajomymi. Ani… - przerwała. Chyba już zrozumiał o co jej chodziło. - Tylko, że nawet jak czasem czegoś nie chce to nie znaczy, że potem tego nie robię… Ale to ja nas w to wplątałam, więc obiecuję że zrobię wszystko by było normalnie. – Mówiła zaciskając palce na brzegu jego swetra, by skupić swoje dłonie na czymś konkretnym, nie chcąc by zaraz powędrowały w jego stronę. W końcu uniosła wzrok i pewnie popatrzyła na niego. - Więc teraz stawiamy kropkę. A ja mówię stop i zostawiamy wszystko tam… powiedziała, odwracając twarz w stronę domu. Dłuższą chwilę po prostu na niego patrzyła. W końcu uwolniła swoje dłonie, zapięła pas, przeniosła je na swoje kolana. Nogi skrzyżowała na wysokości kostek i wróciła do Snowdona. Uśmiechnęła się dosyć blado, jednak szczerze. - Zatrzymamy się gdzieś na jakieś żarcie? Zjadłabym takiego mega tłustego hamburgera. - Uciekła wzrokiem, ale nie przed brunetem tylko wyobrażając sobie tego fastfooda i czując zaraz niemalże skurcz w żołądku. Domyślała się, że Victor musi być jeszcze bardziej głodny, więc to był całkiem dobry pomysł. Zjadłaby teraz cokolwiek. W końcu wróciła wzrokiem do swojego towarzysza. - I puść coś. Pewnie po tym wszystkim co musiałeś słuchać wczoraj masz dość muzyki popularnej na dość długi czas – powiedziała już z szerszym uśmiechem na twarzy, zaraz rozsiadając się wygodniej na fotelu i opierając o zagłówek. - Jedziemy? - zapytała, tak naprawdę ponaglając go. Porównując do jej poprzedniego postępowania, zachowywała się naprawdę normalnie. I wcale tak bardzo nie udawała… znaczy czuła się źle z tym wszystkim co mówiła i robiła, a jeszcze gorzej z tym, z czym musiała się pożegnać. Ale równie mocno jak on chciała, żeby było po prostu dobrze. Bo to oznaczało jego obecność w jej życiu, a przecież tyle bądź aż tyle jej całkowicie wystarczało.

[ zt ] @Victor Snowdon you want me to forget you, okay, forget me too *.*

niemów mi

3poziom

63punkty


Victor Snowdon

web developer i grafik

Awatar użytkownika

25 y/o

188 cm

the sun dont shine but it never did

and when it rains it fucking pours

but I think I like it

South End

brak odznak

Post »

Skaleczenia, bo nawet nie nazwałby ich ranami, były naprawdę bardzo powierzchowne i poza tym przepłukaniem zimną wodą nie miał zamiaru poświęcać im dłużej uwagi, nawet jeśli po wyjęciu dłoni spod strumienia krew nie przestała się jeszcze z nich całkowicie sączyć. A jednak ani śmiał protestować, gdy zobaczył jak blondynka wyciąga z jednej z szafek apteczkę i podchodzi z nią do niego. Lekko tylko się ociągnął z oddaniem jej ręki, którą ujęła w nadgarstku, aczkolwiek nie było nadal mowy o jakimkolwiek przejawie sprzeciwu. Typowy Snowdon cofnąłby się raczej z rozgrymaszonym jękiem, że nie trzeba mu pomocy, bo to tylko głupia pierdoła, lecz tym razem nie zrobił nic takiego, tylko przypatrywał się całemu procesowi, żałując, że nie poprzecinał sobie skóry w większej ilości miejsc - bo wtedy zajmowałaby się nim chociaż chwilę dłużej. Choć wcale nie podnosiła na niego wzroku, i tak wysilał się, aby wyglądać zupełnie neutralnie na wypadek, gdyby jednak zerknęła na niego przelotnie. W końcu w razie czego nie powinien zdradzać, że chciał, by go dotykała chociażby przy takiej okazji, ani tym bardziej jak mocno taki dotyk chłonął, co na dobrą sprawę pozbawione było większego sensu. Patrząc na tą sytuację nie można było się doszukiwać przecież nic poza zwyczajnym gestem jakiejś podstawowej, przyjacielskiej troski. Jednak przyjacielska troska raczej kończyła się już po założeniu plastrów, a tymczasem oboje przez dłuższy moment wpatrywali się w ich połączone w wyniku drobnego ruchu dłonie. W tej chwili brunet nie robił nic sam z siebie, jedynie biernie uczestniczył w tym słabym uścisku, nie chcąc nawet drgnięciem palca wypłoszyć Callie od tego kontaktu dopóki sama nie zdecydowała się z niego wycofać. Mając głowę ponad nią nie mógł nie zauważyć, że w końcu podnosi na niego wzrok więc odruchowo odwzajemnił jej spojrzenie. Jego oczy w trwającej chwili były przygaszone, ale nie nieszczęśliwe. Zdradzały umiarkowaną nadzieję z niezbędną ilością rezerwy. – Każde z nas się postara bardziej i będzie dobrze. – Jego wargi wygięły się w pokrzepiającym uśmiechu a on powoli cofnął dłoń do swojego ciała. Poprzednich jej słów nie komentował. Nie chciał jej ani nic wyrzucać, ani dociekać powodów jej zachowania czy trudności z przejściem nad ich nocnym zbliżeniem do porządku dziennego, zwłaszcza, że przecież sam takich doświadczał, chociaż może po nim o wiele mniej było widać. Lepiej było po prostu spróbować ruszyć dalej, choć sam czuł, jak wewnętrznie pragnie się nad tym zatrzymać, pochylić… - Idę. – Odpowiedział machinalnie i wyszedł za nią z kuchni. Z oddalenia przyglądał się jej krótkiej rozmowie z Mattem i pożegnaniu, w międzyczasie łapiąc za swój plecak i wyciągając z jego wnętrza sweter. Przytaknął jej, kiedy wróciła do niego ze swoim małym zarządzeniem, po czym bez słowa wyciągnął zmięty materiał w jej stronę. Spodziewał się raczej grzecznego odtrącenia jego ręki, a zamiast tego mógł się jakoś nieznacznie ucieszyć kiedy przyjęła tą skromną ofiarę.
W samochodzie dołączył do niej po upływie mniej więcej tych przysłowiowych pięciu minut. Chociaż wolał się w sumie po prostu pożegnać i już iść do auta by razem z nią wracać do domu, było mu jednocześnie trochę głupio względem kumpla, że mimo wszystko dość krótko się razem wczoraj bawili. Niby spędzili jeszcze trochę czasu na rozmowie podczas sprzątania, ale teraz na odchodne słabo by wyszło, gdyby zwyczajnie zbił z nim swoje high five i poszedł, dlatego zamienił jeszcze kilka słów i z Hendersonem, i z Annie, i nawet z paroma osobami które się powybudzały. Symbolicznie. Gdy wsiadał do środka, nie spodziewał się tak natychmiastowego odezwania ze strony Callie. Z nietęgą miną wysłuchał, co miała mu do powiedzenia. - Nikt się o nic nie gniewa więc nie masz za co przepraszać. – Odpowiedział jej szybko ale całkowicie łagodnie. Domyślał się, że nie doszukiwała się w nim akurat gniewu i nie do tego miały się odnosić jej przeprosiny, jednak koniec końców nie uważał, że była mu coś winna. Przecież wyjaśniła mu wszystko jeszcze w nocy. Miał wiedzieć, że może się nieprzyjemnie zachowywać i być zwyczajnie trudna. Lekko zmarszczył brwi gdy słuchał jej wytłumaczenia, a gdy je zakończyła, westchnął słabo. - Nie znam nikogo, kto by potrafił się zawsze ogarnąć na tyle, by nigdy nie zrobić czegoś, czego pierwotnie nie chciał i potem musiał za to żałować. Gdybyś to umiała, pomyślałbym, że nie jesteś człowiekiem. A gdybym uważał, że zabierasz i niszczysz mi czas ze znajomymi… nawet nie wiem, bo to zbyt abstrakcyjne, żebym w ogóle tak mógł uważać. Niczym się nie przejmuj. – Chciał jeszcze dodać, że jak dla niego ten wieczór był całościowo przecież bardzo udany, ale w porę uznał, że nie jest to chyba najodpowiedniejsze określenie i w ogóle temat do odniesienia się. Wydarzyło się dużo poważnych rzeczy jak na jeden imprezowy wieczór – Michael, oni… Nie, lepiej, że nie podsumował tego wszystkiego głupim stwierdzeniem w stylu to była naprawdę fajna domówka. Tylko by się ośmieszył. – Ale ja też przepraszam… – Zdążył jeszcze przed jej kropką i stopem. Sam powiedział, żeby nie przepraszała, a wyglądało na to, że też potrzebował to zrobić. Głupio mu było za swoją postawę w reakcji na jej próbę nadania luźnej atmosfery żartami od razu po przebudzeniu. Uśmiechnął się nieznacznie, czując się w jakimś stopniu uwolniony i może nawet gotowy, żeby rzeczywiście spróbować pójść dalej.
Jak na zawołanie, bardzo filmowo, choć wcale nie głośno, zaburczało mu w brzuchu. Ostatni raz jadł coś dzień wcześniej przed wyjazdem, podczas imprezy myślał raczej o piciu i paleniu, a potem, kiedy w teorii mogłoby mu zacząć wchodzić gastro, był już zbyt zajęty by przejmować się głodem. Z kolei początek poranka całkowicie odebrał mu apetyt. Pokiwał z przekonaniem głową i obiecał, że po drodze zjadą do jakiejś porządnie wyglądającej burgerowni. Na jego twarzy miało miejsce odwzorowanie jej mimiki - w ślad za Callie, uniósł kąciki ust już wyraźniej niż poprzednio, aż ukazała się jego górna linia zębów. Wszystko gra. - Nie było tragicznie… ale i tak chętnie sobie to odkuję skoro mi pozwalasz. – Mówiąc to wyciągnął z kieszeni telefon i odpalił połączenie bluetooth z komputerem pokładowym by już zaraz z głośników mogła polecieć wybrana przez niego składanka - z dość luźnymi w odbiorze piosenkami z brzmieniem trochę rockowym, trochę punkowym, trochę indie. Chwilę przeglądał tytuły, chcąc na pierwszy ogień włączyć coś, czego tekst był bardziej niż mniej podnoszący na duchu, chociaż może nie powinien się tym tak przejmować, w końcu to tylko muzyka... Tak czy siak stuknął palcem w Satellite Rise Against, następnie zerknął na blondynkę już tylko przelotnie, niezobowiązująco, zwyczajnie. – Jedziemy. – Posłał jej jeszcze jeden uśmiech, a skoro silnik był już włączony, zostało mu tylko zapiąć pas, wrzucić kierunkowskaz i już byli w drodze powrotnej.
Zdawało się, że kompletnie zapomniał o swoim swetrze, który Callie cały czas miała na sobie. Nie wspomniał o nim nawet, kiedy już po całej podróży wysiadała z jego samochodu, a on jak zawsze wysiadł z nią, żeby zaprowadzić ją do drzwi od klatki. W końcu to już wcześniej było dla nich normalne i wręcz dziwnie by się czuł, gdyby tego nie zrobił. A tak zostali przy jakimś wspólnym zwyczaju, którego wypełnienie pozwoliło im może przez chwilę pomyśleć, że rzeczywiście nic się między nimi nie zmieniło - choć znalezienie się z powrotem w tym samym co kiedyś punkcie na mapie ich relacji nie oznaczało, że nie byli w nim teraz inni. I miało być im z tym trudniej, to na pewno, ale Victor nie oddałby za nic tej ich wędrówki pomiędzy. Nawet, jeśli musiał udawać, że się nie wydarzyła, bo liczyło się tylko, że w tej czy innej formie pozostali przy sobie.

[ zt ] @Callie Carter with one last breath in me I'd die before I let you leave *.*

luczkowa#6559mów mi

4poziom

75punkty


ODPOWIEDZ

Wróć do „Podróże”